Majewski

POPŚLĄZAG: "Batman", ten najsłynniejszy. Jack Nicholson jako Joker pali gangstera uściskiem dłoni. Obok siedzi kto? Nasz Lech Majewski

Wszyscy mówią dziś o nowym "Batmanie", prawda? To posłuchajcie. Lech Majewski. Nasz Lech Majewski, reżyser z Katowic zagrał w „Batmanie” ponad 30 lat temu. Tym najsłynniejszym, z Jackiem Nicholsonem i Michaelem Keatonem, w reżyserii Tima Burtona. Dziś pierwszy odcinek naszego cyklu „POPŚLĄZAG”, którym opowiadamy naprawdę dobre historie z udziałem naszych artystów.

Lech Majewski. Artysta wszechstronny. Z Koszutki, z Katowic. Reżyser wspaniałego „Angelusa” czy osławionego „Młyna i krzyża”. W jego filmach grały takie gwiazdy, jak John Malkovich, Viggo Mortensen, Rutger Hauer czy Charlotte Rampling. Batman?

Mówimy o TYM Batmanie. Słynnym, pierwszym z serii, wyreżyserowanym w 1989 roku przez wielkiego Tima Burtona. Majewski opowiadał mi kiedyś, jak kilkanaście miesięcy wcześniej natknął się na reżysera w Pinewood Studios pod Londynem. On montował tam swojego „Więźnia Rio”. Burton – czekał na… wyrok. Jego „Batman” zapowiadał się na gigantyczną klapę. Widzowie, którzy kolaudowali fragmenty filmu, narzekali, że słaby, przerysowany, że nie ma Robina… Wytwórnia Warner Bros. przestraszyła się i zaczęła wycofywać z produkcji.

- Z Burtonem widywaliśmy się w jadalni. Często bywaliśmy tam sami, więc rozmawialiśmy. Wtedy było już po Batmanie: Jack Nicholson pojechał na urlop, a w studiu ekipy zaczęły demontować makiety Gotham – opowiadał Majewski.
Lech Majewski (ten łysy z lewej) w słynnej scenie w Batmanie.
Lech Majewski (ten łysy z lewej) w słynnej scenie w Batmanie.

Batmana uratowały zabawki

Tak, Batman ostatecznie powstał. Majewski tłumaczył mi, że film uratowała fuzja wydawnictwa TIME i wytwórni Warner Bros. „Była dysproporcja w wartości akcji jednej i drugiej firmy, więc żeby podbić wartość akcji Warnera, wrzucono dodatkowe pieniądze na promocję i produkcję Batmana” – mówił. Był jeszcze drugi szczęśliwy zbieg okoliczności. W Atlancie odbywała się wówczas gigantyczna konwencja poświęcona kinowym gadżetom i okazało się, że na rynku brakuje tego typu towaru.

- Praktycznie jedynymi gadżetami produkowanymi na wielką skalę, które można było połączyć z powstającym akurat filmem były te związane z Batmanem: figurki, zabawki, koszulki, plecaki… etc. W takich okolicznościach uratowano film, który niedługo potem podbił kulturę popularną – wspominał Majewski.

Teraz uwaga: rola. Mówiłem, że panowie dużo gawędzili przy posiłkach? Więc któregoś dnia, zupełnie dla draki, Burton zaprosił Majewskiego do zagrania jednego z mafiosów, których odwiedza Jack Nicholson jako Joker. Scenę na pewno znacie (rozpoczyna się tuż przed 40. minutą filmu): jeden z gangusów sprzeciwia się współpracy z Jokerem, ten proponuje, że rozstaną się bez żalu, tylko wcześniej uścisną sobie dłonie.

Trójka gangusów lustruje Jokera (Jack Nicholson). Majewski pierwszy z lewej.
Trójka gangusów lustruje Jokera (Jack Nicholson). Majewski pierwszy z lewej.

Co w napisach końcowych?

- Tym uściskiem Joker pali gościa na węgiel, a potem wyrzuca resztę ekipy i wprowadza swoją. Ucharakteryzowali mnie tak, że sam siebie nie poznawałem – opowiadał Majewski. Zerknijmy na kadry z filmu. Lech Majewski to ten łysy po lewej.

Nasz człowiek z Katowic w „Batmanie” nie mówi ani słowa. Na ekranie pojawia się w sumie ze 30 sekund. Co więcej, nie znajdziemy go w napisach końcowych. Wszystko dlatego, że „Batman”, jak większość produkcji Hollywood, był filmem związkowym. Majewski nie należał do Screen Actors Guild, a angażu takowych (nawet statystów) skrupulatnie pilnowali tzw. „union watchmen”.

Ciekawe, prawda? Za tydzień opowieść o tym, jak Bob Marley śpiewał „100 lat” naszemu Józkowi Skrzekowi.