Bytom ma Nadzieję. Lokalny fenomen drużyny z zapomnianej dzielnicy miasta


Na Śląsku są tylko dwie drużyny piłkarskie, które w obecnym sezonie wygrały do tej pory wszystkie mecze. Jedną z nich jest Nadzieja Bytom. To klub, który istnieje od 14 lat. Nie ma wielkich pieniędzy, ale ma za to ambitnych piłkarzy, którzy po pracy wychodzą na boisko i kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa.

Bytom ma przepiękne piłkarskie tradycje, ale od wielu lat jest daleko poza poważnym futbolem w krajowym wydaniu. Polonia Bytom, dwukrotny mistrz Polski, ugrzęzła w III lidze. Szombierki Bytom, czyli jednokrotny mistrz Polski, grają na poziomie IV ligi. W ostatnich miesiącach jest jednak głośno o innej drużynie z tego miasta, która nie ma 100-letniej historii ani gabloty pełnej trofeów, czy tysięcy kibiców. To Nadzieja Bytom.

Ten klub gra tylko na poziomie klasy B, która jest ósmym szczeblem rozgrywkowym w Polsce. Swój dom ma w dzielnicy Karb, przy ul. Worpie 18. Dookoła stoją wysokie bloki, a w pobliżu znajduje się ostatnia działająca kopalnia w mieście. Niewielki park, młodzieżowy dom kultury, McDonald's - to jedyne atrakcje w tej dzielnicy. Stadion, a raczej boisko, złote czasy ma za sobą. Kiedyś grał tutaj GKS Bobrek-Karb, który w czasach świetności występował na poziomie III ligi, ale zaczął kroczyć do upadku, gdy nadszedł wielki kryzys w polskim górnictwie. Po tym klubie pozostał obiekt, który do 2014 roku użytkuje Nadzieja.

Uzależnili się od wygrywania

Z jednej strony to klub, jakich wiele w całej Polsce, ale z drugiej w tym sezonie imponuje formą. Bytomscy piłkarze do tej pory rozegrali 19 ligowych spotkań i wygrali wszystkie. Żadnego potknięcia od sierpnia ubiegłego roku aż do maja, a jak dobrze pójdzie, to aż do czerwca. Nadzieja jest zdecydowanym liderem bytomskiej klasy B, mając nad drugim zespołem aż 10 punktów przewagi. Jeżeli wygra jeszcze jedno spotkanie, to na sześć kolejek przed końcem zapewni sobie awans do klasy A.

Na Śląsku mamy jeszcze tylko jedną drużynę, która w tym sezonie wygrała wszystko. To Fortuna Wyry z tyskiej B-klasy. W całej Polsce na poziomie klasy B zostało już tylko dziesięć zespołów, które mogą się pochwalić, że jak na razie zdobyły komplet punktów. To powinno imponować, bo przecież mowa o zawodnikach, dla których bieganie za piłką jest tylko odskocznią od pracy, życia rodzinnego i wszystkich innych codziennych problemów.

- W naszym klubie na razie jest pełna amatorka. Zawodnicy grają za darmo, co wcale nie jest tak oczywiste już nawet na poziomie B-klasy. Istnieje bardzo prosta zasada. Na pierwszym miejscu zawsze jest praca i rodzina, a dopiero potem piłka. Udało nam się jednak zebrać grupę ludzi, którzy robią wszystko, aby mieć wolne na mecz - mówi Robert Czykiel, który jest założycielem klubu, wiceprezesem, czynnym zawodnikiem, a w tym sezonie dodatkowo kapitanem Nadziei. - Zawodnicy zamieniają się w pracy, rezygnują z imprez rodzinnych i kombinują na wszelkie sposoby. Wiadomo, często to niemożliwe, więc rzadko się zdarza, abyśmy zagrali dwa mecze z rzędu w tym samym składzie. Mamy też od niedawna chłopaka z Ukrainy. Zaraz na początku rundy życie rzuciło go do Wrocławia. Jemu jednak tak się u nas spodobało, że w każdą sobotę rano wsiada w pociąg i do nas przyjeżdża. Są też zawodnicy, którzy zaraz po meczu się pakują i jadą na noc do pracy.

W ostatnich latach głośno jest o Wieczystej Kraków. Niedawno przegrała mecz ligowy po raz pierwszy po ponad trzech latach. W porównaniu do bytomian to jednak piłkarski kosmos. Drużyna z Małopolski ma dostęp do wielkich pieniędzy i jest w stanie ściągnąć do siebie takie gwiazdy, jak Sławomir Peszko, Radosław Majewski, czy Thibault Moulin. Kasa sprawia, że klub nie ma problemu z tym, aby grać na poziomie ligi okręgowej czy IV ligi.

- Gdyby ktoś przed sezonem nam powiedział, że po 19. kolejkach będziemy mieć na koncie komplet punktów, to raczej byśmy w to nie uwierzyli - mówi kapitan zespołu. - W naszym zespole nie ma gwiazd i zawodników z bogatą przeszłością. Po prostu udało nam się stworzyć kolektyw. Regularnie zdarzają nam się przeróżne absencje, ale wtedy ktoś inny wskakuje do składu i nawet jeżeli ma słabsze umiejętności, to cały zespół pracuje na to, aby przeciwnik tego nie wykorzystał. Do tego dochodzi coś na wzór uzależnienia. Każdy, kto miał coś do czynienia z piłką, potwierdzi, że nic tak nie buduje, jak zwycięstwa, a w naszym przypadku nie ma innych wyników, więc klimat jest znakomity.

Górnik, aktor, kierowca, budowlaniec grają w piłkę

Z czym kojarzy wam się B-klasa? Popularny jest wizerunek, że to liga, w której brutalne faule są na porządku dziennym, zawodnicy przychodzą na mecz w stanie mocno wątpliwym, a gra polega na tym, kto dalej kopnie. Jest w tym trochę prawdy, choć czasy mocno się zmieniły i szczególnie na Śląsku nawet na tym poziomie wiele klubów podchodzi do rozgrywek ligowych bardzo poważnie.

W Nadziei świetną pracę wykonuje trener Mateusz Markiewicz. W przeszłości grał w Ruchu Chorzów i nawet udało mu się zaliczyć epizody na poziomie II ligi. W "Niebieskich" jednak nie przebił się na dłużej do pierwszego składu. Z czasem postawił na zawód trenera, a jednym z jego sukcesów była praca z zespołem Ruchu, który sięgnął po wicemistrzostwo Polski juniorów młodszych.

- Trener Markiewicz trafił do nas ponad trzy lata temu i od razu wiedzieliśmy, że to jest strzał w dziesiątkę. Szybko przekonał do siebie zawodników, przede wszystkim ogromną wiedzą. Wielu naszych chłopaków dopiero od niego nauczyło się piłkarskiego abecadła, bo nikt im nigdy nie wytłumaczył podstaw. Wiedzieliśmy, że z nim na ławce awans będzie kwestią czasu. Dwa razy się nie udało, ale w klubie w ogóle się tym nie przejmowaliśmy, bo widać było postęp z roku na rok. Jak widać, opłaciło się, bo teraz zbieramy żniwa tego, że nie wywieraliśmy żadnej presji i spokojnie czekaliśmy - tłumaczy Czykiel.

Nadzieja trenuje dwa razy w tygodniu. Jak to w amatorskich zespołach, czasami na zajęciach jest dziesięciu zawodników, a czasami ponad dwudziestu. To oczywiście ma związek z tym, o czym wspominaliśmy, czyli przede wszystkim obowiązkami zawodowymi.

W drużynie z Bytomia można znaleźć przedstawicieli przeróżnych fachów. Górnicy, pracownicy produkcji, kierowcy, budowlańcy, ale jest także aktor, piekarz, czy osoby, które prowadzą własne działalności. Szatnia piłkarska jednak zawsze ma to do siebie, że łączy ludzi z różnych środowisk. Szczególnie widać to w amatorskich futbolu.

- W klubie mamy bardzo prostą filozofię. Piłka nożna jest dla wszystkich. Nie ma dla nas znaczenia, czy ktoś jest gruby, chudy, niski, czy wysoki. Nie zamykamy się także przed ludźmi, którzy nie mają wielkich umiejętności, ale kochają ten sport. W naszym klubie może trenować dosłownie każdy. Wystarczą tylko chęci. Te zasady dotyczą nie tylko seniorów, ale także grup młodzieżowych. Nigdy nikogo nie odesłaliśmy do domu, bo był za słaby. Często z kolei było tak, że ktoś, kto na początku odstawał, z czasem zaczął robić coraz większe postępy i powoli dorównywał lepszym kolegom - tłumaczy wiceprezes klubu.

Zaczynali od kompletnego zera

Nadzieja na co dzień szkoli także dzieci i młodzież. Już może się pochwalić wychowankami, którzy od niedawna pukają do drzwi pierwszej drużyny Polonii Bytom. Wielkim sukcesem było także mistrzostwo juniorów w Podokręgu Bytom w bardzo krótkim czasie. Także w seniorach nie brakuje graczy, którzy w tym klubie zaczynali. To wszystko udało się osiągnąć w zaledwie 14 lat.

- Klub zakładałem w 2008 roku z moim dobrym kolegą Maciejem Chruścińskim. Miałem wtedy 20 lat i zrobiliśmy wszystko, aby ten klub upadł, zanim wystartował w lidze. Na starcie nie mieliśmy kompletnie nic. Nie było boiska, nie było zawodników, nie było chociażby jednej piłki, a nawet pieniędzy, aby jakikolwiek sprzęt kupić. To nie miało prawa się udać, ale byliśmy uparci. Pierwszy historyczny mecz ligowy przegraliśmy 0:13. Ludzie się z nas śmiali i bardzo długo nie traktowali nas poważnie. W tym roku obchodzimy 14-lecie, osiągamy znakomite wyniki i możemy z ogromną satysfakcją spoglądać w przeszłość - mówi Czykiel.

Awans do klasy A jest już w zasadzie formalnością. W lodówkach zapewne chłodzą się szampany, a być może zawodnikom Nadziei uda się dokonać rzeczy niebywałej i wygrają wszystko od początku do końca. Co jednak dalej? Jak przyszłość rysuje się przed tym bytomskim klubem?

- Nie ma co ukrywać, że bywa ciężko. Funkcjonujemy dzięki skromnej dotacji miejskiej i sporadycznemu wsparciu hojnych ludzi. Ze sponsorami w Bytomiu jest jak z yeti. Każdy słyszał, że istnieją, ale nikt ich nie widział. Nauczyliśmy się, że każdy rok to jest walka o przetrwanie i liczenie, że w końcu los się do nas uśmiechnie i nasza codzienna praca będzie bardziej doceniana. Wyniki w tym sezonie dają nadzieję, że będzie lepiej. Na co dzień zresztą nie narzekamy, robimy swoje i walczymy - na boisku i poza nim. Co jednak nas najbardziej cieszy, to, że jeszcze w tym roku ma zostać wymieniona murawa na naszym boisku. Korzystanie z obecnego boiska grozi połamaniem nóg i od dawna marzyliśmy, aby przynajmniej uprawiać ukochany sport w bezpiecznych warunkach - tłumaczy nasz rozmówca.

Nadziei do zakończenia sezonu z kompletem zwycięstw zostało jeszcze siedem meczów ligowych. Klub jednak podchodzi do sprawy zdroworozsądkowo. Jeżeli zdarzy się potknięcie, to nikt nie będzie rozpaczać z tego powodu. W tej chwili priorytetem jest zapewnienie sobie awansu, a to może się udać już w sobotę 14 maja.

- My nigdy nie stawiamy sprawy w ten sposób, że musi być awans albo tak jak teraz komplet zwycięstw. Bo trudno stawiać takie żądania wobec chłopaków, dla których to tylko dodatek do codziennego życia. Wychodzimy z założenia, że awanse przyjdą same, gdy klub, trener i zawodnicy dobrze wykonają swoją pracę i tak jest w tym przypadku. Jeżeli za chwilę przytrafi nam się remis lub porażka to i tak będziemy dumni z tego, co nasza drużyna zrobiła do tej pory. Wygrać 19 meczów z rzędu na amatorskim poziomie to jest ogromna sztuka i Nadzieja już w tym momencie zapracowała sobie na wielki szacunek - mówi Czykiel.

Na koniec jeszcze raz rzucamy okiem na tabelę. 19 meczów, 19 zwycięstw, 57 punktów, 69 bramek strzelonych i tylko 11 straconych. Przy takich liczbach można tylko nisko się ukłonić i pogratulować, a kto wie, czy ten dorobek nie będzie jeszcze bardziej imponujący. Dlatego warto chodzić na małe stadiony lokalnych klubów. To tam piszą się najpiękniejsze historie, a futbol jest po prostu szczery i prawdziwy.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon

czytaj więcej:

Andrzej Pluta

"Grecy palili na trybunach i rzucali w nas zapalniczkami"

Tomasz Sobania 1

Biegiem z Gliwic do Barcelony. Meta z Robertem Lewandowskim?

Katarzyna Otrębska

24 godziny Le Mans. Na rolkach. „Puchły nogi, bolały plecy”

Zagłębiowskie kartofliska

Prawdziwy futbol Zagłębia. Fani z Zagórza piją jak burza

Maracana

B-klasa to styl życia, czyli historie śląskich kartoflisk

Stadion Śląski

Śląsk mistrzem świata? Tak mogłaby wyglądać reprezentacja

Mikołaj Kowalik podczas mistrzostw świata

Dlaczego kulturyści nie jedzą w restauracjach?