23 sierpnia 1944 r. zginął Henryk Sławik. Znany śląski dziennikarz został zamordowany przez Niemców, ale przed wojną omal nie zabił go... oficer WP

Henryka Sławika przedstawiać chyba nie trzeba. Śląski Sprawiedliwy wśród Narowów Świata nie jest już postacią zapomnianą. Socjalista i dziennikarz czasów II RP podczas drugiej wojny światowej wraz z Józsefem Antallem ratował przed śmiercią Żydów i w 1944 r. przypłacił to własnym życiem. O tym wiedzą chyba wszyscy. Bohaterska działalność Sławika jest szeroko opisywana i godnie upamiętniana. My w przypadającą 23 sierpnia rocznicę zamordowania Sławika przez Niemców w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen przypominamy mało znane wydarzenie, które miało miejsce przed wojną w Katowicach i omal nie zakończyło się śmiercią późniejszego bohatera trzech narodów - polskiego, węgierskiego i żydowskiego.

arc
Herryk Sławik (1. z lewej) i i József Antall (3. z lewej)

Urodzony w 1894 roku we wsi Szeroka (obecnie sołectwo i część Jastrzębia-Zdroju) Sławik był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej. A także powstańcem śląskim. Pamiętać jednak trzeba, że i znakomitym dziennikarzem! Od lat 20. mieszkał w Katowicach i tu też pracował w redakcji "Gazety Robotniczej", której od 1928 roku został redaktorem naczelnym. Jego aktywność zawodowa, społeczna i polityczna może wprawić w podziw: był katowickim radnym, prezesem Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, posłem do Sejmu Śląskiego, związkowcem. Przy tym świetnym reportażystą. Do historii przeszedł np. jego reportaż uczestniczący, w którym opisał strajk górników kopalni "Giesche") w 1937 r. Kontakty w komitecie strajkowym zapewniły mu nielegalny zjazd na dół, choć gdy wyjechał na powierzchnię z zebranym materiałem, czekali już na niego policjanci... Jak on znajdywał na to wszystko czas?! Bo na energii Sławikowi nie zbywało - był zamiłowanym turystą górskim, któremu niestraszne były tatrzańskie czy alpejskie tury.

Mało kto wie, że 10 lat wcześniej Sławik omal nie zginął, i to od kuli polskiego żołnierza!

W 1927 roku, po błahej w sumie (jak mogłoby się wydawać) publikacji o zdradzie oficera WP, dwóch oficerów z katowickiego garnizonu zjawiło się w redakcji "Gazety Robotniczej", by przykładnie ukarać pismaków. Doszło do bójki, w trakcie której jeden z wojskowych chwycił za rewolwer i niewiele brakowało, a Sławik nie wyszedłby z pracy żywy.

Więcej o tym mało znanym epizodzie biografii Henryka Sławika w naszym programie Historyczny Ślązag:


Subskrybuj ślązag.pl

google news icon