To właśnie Śląsk, włączony do Polski w 1922 roku, stał się finansowym fundamentem II Rzeczypospolitej. Region, który dawał największe wpływy podatkowe, eksportowe i dewizowe. Region, który utrzymywał państwo, jego inwestycje i jego ambicje. Gdyby nie śląski przemysł, budżet II RP wyglądałby jak rachunek z pustego sklepu – i nie byłoby mowy o żadnych wielkich projektach. Polska bez Śląska to Polska, w której nie powstałby port w Gdyni. Powód numer jeden: za co ten port zbudować? Powód numer dwa: po co w ogóle ten port, skoro nie ma węgla?”. I to jest sedno sprawy.
Port i flota dla węgla... oraz za węgiel
Gdynia nie była romantycznym marzeniem o morzu. Była reakcją na bardzo konkretny problem: niemiecką blokadę tranzytu polskiego węgla, zwaną wojną celną. W 1925 roku Niemcy przykręcili kurek, dzięki któremu płynęły do II RP pieniądze z eksportu. Polska musiała znaleźć własne wyjście na świat – i znalazła je w Gdyni. Port powstał po to, by wywozić śląski węgiel, a nie po to, by podziwiać morze. W latach trzydziestych nawet dwie trzecie przeładunków stanowił właśnie węgiel. Bez niego port nie miałby ekonomicznego sensu. Bez niego nie powstałaby Magistrala Węglowa, która połączyła Śląsk z Wybrzeżem, omijając terytorium niemieckie. Bez niego nie byłoby impulsu politycznego, gospodarczego ani strategicznego, by budować cokolwiek na pustych plażach kaszubskiej wsi. Nabrzeże Śląskie w Gdyni nieprzypadkowo nosi swoją nazwę.
A skoro powstał port, musiała powstać flota. Najpierw handlowa – bo skoro mamy własne okno na świat, to trzeba przez nie wysyłać nie tylko węgiel, ale i towary i ludzi. Wkrótce pojawiły się polskie linie żeglugowe, a potem dumy II RP: transatlantyki „Batory” i „Piłsudski”. Oba zbudowane we włoskich stoczniach, ale opłacone śląskim węglem. Gdyby nie Śląsk, nie byłoby ani Gdyni, ani tych statków. Bez śląskiego węgla Polska nie miałaby czym zapłacić za swoje morskie marzenia.
Port handlowy pociągnął za sobą port wojenny na Oksywiu – bazę dla nowoczesnej Polskiej Marynarki Wojennej. Niszczyciele „Grom” i „Błyskawica”, okręty podwodne, a wśród nich legendarny „Orzeł” – wszystko to kosztowało ogromne pieniądze. I znów: płacono przede wszystkim śląskim węglem. Bez Śląska nie byłoby polskiej floty wojennej w takim kształcie. Nie byłoby Oksywia i nie miałby gdzie cumować „Orzeł”, który jest dziś bodaj najważniejszym symbolem Polski na morzach wszech czasów.
Gdynia i Katowice – modernistyczne kuzynki
Ale jest jeszcze jedna, mniej oczywista, a równie fascynująca nić łącząca Śląsk i Gdynię. To modernizm. Gdynia i Katowice są jak dwie modernistyczne kuzynki – miasta, które wyrosły w tym samym czasie pod wpływem tych samych prądów w architekturze. Gdynia rosła z morza, nowe Katowice z węgla. Jedna była portem, druga ambitną stolicą autonomii. Ale obie szczyciły się architekturą w najnowocześniejszym światowym guście.
I tu pojawia się jeszcze jedna, nadzwyczaj silna nić, która łączy Gdynię ze Śląskiem, a Katowicami zwłaszcza. W obu miejscach, niemal równolegle, wyrosła architektura, która wyglądała tak, jakby projektowali ją ludzie zapatrzeni w transatlantyki. W Gdyni to oczywiste: miasto portowe, modernistyczne, z kamienicami przypominającymi kadłuby statków, z bulajami, relingami, opływowymi narożnikami. Ale to samo działo się na Śląsku – w Katowicach, Chorzowie, Bielsku, Cieszynie, Rudzie, a nawet w Pogwizdowie czy Bystrej. Styl streamline moderne, zwany też paquebot, rozkwitł tu równie bujnie jak nad morzem.
Jak piszą badacze modernizmu, architekci śląscy w latach trzydziestych projektowali budynki tak, jakby miały zaraz odbić od brzegu. W Katowicach powstawały kamienice o krzywoliniowych elewacjach, wille z bulajami, szkoły wyglądające jak zacumowane statki, a nawet całe „transatlantyki” mieszkalne – jak monumentalny dom ZUS przy PCK i Skłodowskiej-Curie, który Ryszard Nakonieczny porównuje do „sunącego po lądzie białego liniowca” . W Rudzie Śląskiej szkoła przy Sprusa ma klatkę schodową jak dziób statku, w Pogwizdowie budynek szkolny wygląda jak cumujący parowiec, a w Bystrej sanatorium przypomina modernistyczny okręt z fińskich inspiracji Alvarem Aaltem.
To nie jest przypadek. Modernizm śląski i modernizm gdyński wyrastały z tego samego ducha: wiary w nowoczesność, fascynacji techniką, przekonania, że Polska musi pokazać światu swoją nową twarz. I z tych samych pieniędzy — bo przecież to śląski przemysł finansował modernizację II RP. Gdynia i Katowice są więc nie tylko gospodarczo splecione, ale też architektonicznie pokrewne. Dwie modernistyczne kuzynki, które powstały w tym samym czasie, z tej samej energii i z tej samej ambicji. Jedna nad morzem, druga w sercu przemysłowego regionu. Jedna zrodzona z potrzeby wywozu węgla, druga z potrzeby pokazania, że Śląsk jest polski i nowoczesny.
W efekcie, gdy patrzymy na Gdynię i na śląskie miasta, widzimy tę samą opowieść opowiedzianą dwoma dialektami. Opowieść o kraju, który chciał być nowoczesny, państwie, które inwestowało w przyszłość i o Śląsku, który tę przyszłość finansował. A także o architektach, którzy – czy to w Katowicach, czy w Gdyni – projektowali budynki jak statki, jak gdyby wierząc, że Polska właśnie wypływa na szerokie wody.
Rozwój za śląskie pieniądze
A wyobraźmy sobie, że w 1922 roku Śląsk pozostał w Niemczech. Przecież wtedy – modernistyczne Katowice w ogóle by nie powstały. Nie byłoby gmachów autonomii, nie byłoby polskiej moderny, nie byłoby miasta, które stało się symbolem nowoczesności II RP.
I to samo dotyczy Gdyni! Oba miasta są dziećmi tego samego momentu historycznego – i tego samego źródła finansowania. Gdyby zabrakło Śląska, zabrakłoby obu tych modernistycznych cudów.
Sto lat Gdyni to piękna historia. Ale to także sto lat śląskiego wkładu w polską nowoczesność. Gdynia powstała dlatego, że Polska miała Śląsk. Rosła dzięki śląskiemu węglowi. Modernizowała się dzięki śląskim pieniądzom. A jej architektura i rozwój są równoległą opowieścią do tej, którą znamy z Katowic.
Można więc powiedzieć tak: Gdynia jest śląskim dzieckiem nad morzem. I w jej setne urodziny warto to powiedzieć głośno.
Może Cię zainteresować:
Co by było, gdyby Śląsk pozostał w Niemczech? Alternatywna historia II RP bez Górnego Śląska
Może Cię zainteresować:
