Dzień Chomika. Jaworzno ma powód, by świętować!
12 kwietnia w kalendarzu świąt nietypowych figuruje jako Dzień Chomika. Zwykle przechodzi niezauważony – ot, internetowa ciekawostka, pretekst do wrzucenia zdjęcia puchatego futrzaka. Ale są miejsca w Polsce, gdzie ta data brzmi inaczej. Gdzie nie jest tylko memem, lecz przypomnieniem o zwierzęciu, które naprawdę żyje tuż obok ludzi, w polach, na miedzach, w nieużytkach między osiedlami.
Jednym z takich miejsc jest Jaworzno.
To miasto, administracyjnie należące do województwa śląskiego, a historycznie zakorzenione w Małopolsce, od lat ma własnego, nieoczywistego bohatera. Nie jest nim ani jeleń, ani bocian, ani żuraw. Jest nim chomik europejski – zwierzę, które w Polsce znika, ale w Jaworznie wciąż ma się zaskakująco dobrze.
W czasach, gdy wiele samorządów szuka symboli w kulturze, historii albo przemyśle, Jaworzno znalazło go… pod ziemią. W norach. W polach, które jeszcze niedawno otaczały dzielnice Jeleń, Dąbrowa Narodowa czy Ciężkowice. Chomik stał się tu lokalną osobliwością, bohaterem kampanii edukacyjnych, maskotką wydarzeń, a nawet elementem miejskiej tożsamości.
To nie jest żart ani marketingowy wymysł, a efekt realnej obecności gatunku, który gdzie indziej zniknął niemal całkowicie.
Dzień Chomika – święto z pozoru błahe – w Jaworznie nabiera więc innego znaczenia. Jest przypomnieniem, że nawet w regionie kojarzonym z przemysłem i energetyką istnieją miejsca, gdzie dzika przyroda nie tylko przetrwała, ale stała się powodem do dumy.
I właśnie od tego zaczyna się nasza podróż przez zwierzęce ambasadory regionów: od chomika, który w Jaworznie ma status niemal celebryty.
Nietoperze. Mieszkańcy podziemi i jaskiń regionu
Jeśli chomik europejski jest bohaterem Jaworzna, to na mapie województwa śląskiego i sąsiednich regionów równie ważne miejsce zajmują nietoperze. To zwierzęta kluczowe dla ochrony przyrody, obecne w naszych podziemiach i jaskiniach.
W bytomskim rezerwacie Segiet i w rozległych podziemiach pogórniczych Tarnowskich Gór i Bytomia znajduje się jedno z największych zimowisk nietoperzy w Polsce.
To właśnie obecność licznych gatunków – m.in. nocka dużego, nocka rudego, nocka orzęsionego – była powodem utworzenia tu obszaru Natura 2000 „Podziemia Tarnogórsko Bytomskie”.
Nietoperze są tu monitorowane, liczone, chronione, a dostęp do części korytarzy jest ograniczony, by nie zakłócać zimowania.
W Jaskini Głębokiej, położonej w rezerwacie Góra Zborów, nietoperze są jednym z najważniejszych elementów fauny. Jak podaje Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury w Podlesicach:
„Jaskinia Głęboka jest siedliskiem wielu organizmów żywych. Najbardziej spektakularne są nietoperze, wykorzystujące jaskinię jako dzienne schronienie od wiosny do jesieni, jak również jako miejsce zimowego spoczynku – hibernacji.”
To miejsce, gdzie populacja nietoperzy w ostatnich latach rośnie, co świadczy o skutecznej ochronie i odbudowie stabilnego mikroklimatu po latach eksploatacji kamieniołomu.
Z kolei w Brennej działa Obserwatorium Nietoperzy – unikatowy obiekt edukacyjny, który pozwala zobaczyć te zwierzęta z bliska, poznać ich biologię i rolę w ekosystemie. To przykład miejsca, gdzie nietoperze są realnie obecne w edukacji, ale nadal nie są wykorzystywane jako symbol marketingowy gminy.
Żubr pszczyński. Prawdziwa ikona Śląska
W Pszczynie nie trzeba długo szukać zwierzęcia, które stało się symbolem miejsca. To żubr – masywny, spokojny, niemal mityczny mieszkaniec Lasów Pszczyńskich, którego historia splata się z dziejami miasta tak mocno, że trudno dziś oddzielić jedno od drugiego. To właśnie tutaj, dzięki determinacji Hochbergów, przetrwała linia, która pozwoliła odbudować gatunek w czasach, gdy w Europie żubr balansował na granicy całkowitego wyginięcia. Pszczyna nie tylko przechowała zwierzę, ale stała się jednym z filarów jego ocalenia.
Dzisiejsza Pokazowa Zagroda Żubrów jest naturalną kontynuacją tej historii. To nie jest zwykły wybieg ani turystyczna ciekawostka, a miejsce, pełniące rolę centrum edukacyjnego, obserwacyjnego i symbolicznego zarazem. W pawilonach i na wybiegach można zobaczyć żubry z bliska i poznać ich historię.
Wyjątkowe momenty to narodziny kolejnych cieląt. Te szczęśliwe wydarzenia regularnie trafiają do lokalnych mediów, budząc emocje mieszkańców, turystów i pasjonatów. Zagroda jest jednym z tych punktów na mapie regionu, które odwiedza się niemal rytualnie: szkolne wycieczki, rodziny z dziećmi, turyści przejeżdżający przez Pszczynę. Każdy wie, że „tu są żubry”, a samo miasto chętnie tę świadomość pielęgnuje.
Ale żubr nie żyje wyłącznie w przestrzeni ekspozycyjnej. Lasy Pszczyńskie – rozległe, wilgotne, pełne starych drzew i polan – są naturalnym tłem naszych bohaterów. To tutaj żubry żyją półdziko, przemieszczają się między ostojami, korzystają z dokarmiania zimą i są regularnie monitorowane przez leśników. W krajobrazie Pszczyny żubr jest obecny nie tylko jako symbol, ale jako realny, żywy element przyrody. Mieszkańcy przyzwyczaili się do jego obecności, traktując go jak część lokalnego porządku świata – tak samo oczywistą jak park zamkowy, stawy czy pałac.
W tym pejzażu pojawiają się również daniele i jelenie, które również są mieszkańcami Zagrody. Też s ważne, widoczne, lubiane. Mimo iż pozostają w tle, bo to żubr jest tym, który niesie na sobie ciężar historii, emocji i tożsamości. To on jest bohaterem opowieści, którą Pszczyna opowiada o sobie światu –i oby opowiadała ją zawsze.
Żubr pszczyński jest więc nie tylko zwierzęciem. Jest znakiem miejsca, jego pamięci, dziedzictwa i dumy. A przy tym najbardziej majestatycznym ambasadorem całego regionu.
Ryby w śląskim i jurajskim krajobrazie
Zanim pstrąg stał się symbolem górskich potoków, a karp – jesiennych odłowów, na Śląsku istniało miejsce, w którym ryby były częścią życia codziennego jeszcze w średniowieczu. Rudy Raciborskie z ich klasztorem cysterskim były jednym z najstarszych centrów stawownictwa w Polsce. Cystersi, mistrzowie w gospodarowaniu ziemią i wodą, zakładali tu stawy, groble i kanały, tworząc system, który przez wieki kształtował krajobraz i lokalną gospodarkę. W Rudach ryby nie były dodatkiem, a fundamentem. Karp, lin czy szczupak trafiały do klasztornej kuchni, ale też na stoły okolicznych miejscowości, zaś stawy stały się częścią kulturowego pejzażu, który przetrwał do dziś.
Ta tradycja rozlała się później szerzej, tworząc Dolinę Górnej Wisły – ogromny kompleks stawów od Strumienia po Oświęcim, jeden z największych w Europie. To tutaj karp stał się rybą niemal rytualną, a jesienne odłowy – lokalnym świętem. Stawy, które latem tętnią życiem, jesienią zamieniają się w scenę ciężkiej pracy, ale też w widowisko, które przyciąga mieszkańców i turystów. W Dolinie Górnej Wisły ryby są częścią tożsamości: tworzą krajobraz, rytm roku, gospodarkę i pamięć.
Wyżej, w górach, króluje pstrąg – smukły, szybki, żyjący tylko tam, gdzie woda jest naprawdę zimna i czysta. W Beskidach pstrąg jest znakiem, że potok jest zdrowy, a lasy wokół zachowały swoją naturalną równowagę. To ryba, która nie znosi kompromisów: pojawia się tylko tam, gdzie człowiek nie zniszczył źródeł ani koryt. Jest jak wilk w wodzie – wymagający, nieprzewidywalny, dziki.
A jeśli przesunąć się na północ, w stronę Jury, pojawia się kolejny rybi świat – Złoty Potok. To miejsce, gdzie tradycja hodowli pstrąga ma rangę niemal legendy. Pstrąg złotopotocki, znany z czystych, zimnych źródeł i kamienistych koryt, stał się symbolem całej okolicy. W Złotym Potoku ryba nie jest tylko elementem przyrody. Jest tu składową opowieści o arystokracji, jej dawnych majątkach oraz o kulinarnej tradycji, która przetrwała do dziś.
Ryby – pstrągi, karpie, liny, amury – nie mają w regionie statusu ikon, rzadko trafiają na herby (choć się zdarza – przykładem Rybnik!) ani plakaty. A jednak to one tworzą krajobraz, który jest równie charakterystyczny jak beskidzkie grzbiety czy pszczyńskie żubry. Są cichymi bohaterami miejsc, które bez stawów, potoków i cysterskich grobli wyglądałyby zupełnie inaczej.
Żabi Kraj...
Między Skoczowem, Strumieniem, Zebrzydowicami i Goczałkowicami rozciąga się obszar, który mieszkańcy od pokoleń nazywają Żabim Krajem. To nie metafora ani lokalny żart, lecz nazwa opisująca jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów Górnego Śląska: mozaikę stawów hodowlanych, mokradeł, zalewisk i starorzeczy Wisły. To właśnie tutaj, na styku Wyżyny Śląskiej i Pogórza, natura stworzyła przestrzeń, w której woda jest ważniejsza niż droga, a wiosenne koncerty płazów potrafią zagłuszyć motory samochodów.
Żabi Kraj to siedem gmin zrzeszonych w Lokalnej Grupie Rybackiej: Chybie, Dębowiec, Strumień, Skoczów, Zebrzydowice, Goczałkowice Zdrój i Pawłowice. Łączy je wspólna historia stawów karpiowych, które od wieków kształtują tutejszy krajobraz. Ale karp to tylko część opowieści. Wiosną i latem stawy zamieniają się w ogromne tarliska płazów: żab trawnych i moczarowych, ropuch szarych, kumaków, traszek. To właśnie od nich wzięła się nazwa regionu – od ich liczby, głosów i obecności, która jest tu bardziej intensywna niż w większości miejsc w Polsce.
Żabi Kraj jest też jednym z najważniejszych obszarów ptasich na południu kraju. Na groblach i w trzcinach można spotkać czaple, bociany, perkozy, ślepowrony, a czasem nawet żurawie. To krajobraz, który żyje w rytmie wody: wiosną pełen skrzeku i kijanek, jesienią zamieniający się w scenę wielkich odłowów karpia, zimą cichy, zamglony i monochromatyczny.
W przeciwieństwie do wielu innych „zwierzęcych znakomitości” regionu, Żabi Kraj, mimo swojej nazwy, nie ma jednego żabiego bohatera. Jego symbolem jest sam krajobraz – płynny, podmokły, zmienny, pełen życia. To miejsce, które pokazuje, że Górny Śląsk to nie tylko przemysł i miasta, ale także ogromne, żywe pojezierze, w którym płazy są równie ważne jak ryby, a woda jest najważniejszym architektem. Ale...
... i jego władca
Mimo iż Żabi Kraj nich chlubi się jakąś swoją unikatową, ikoniczną żabą, to ma coś, czego nie ma żaden inny region: inspirowanego żabią przecież anatomią (ach te błoniaste dłonie i stopy!) utopca – wodnego ducha, strażnika stawów, mokradeł i wszystkich tych miejsc, gdzie człowiek od wieków żyje obok wody, ale nigdy jej do końca nie poskromił.
W opowieściach mieszkańców utopiec nie jest potworem, lecz kimś w rodzaju lokalnego gospodarza. Zna każdy rów, każdą groblę, każde starorzecze. Pojawia się tam, gdzie woda jest najgłębsza, gdzie mgła unosi się nad stawami o świcie, gdzie płazy zaczynają swój wiosenny koncert. Jest uosobieniem tego krajobrazu – jego zmienności, tajemnicy i humoru. Bo Żabi Kraj, choć pełen przyrodniczej powagi, ma w sobie także coś z żartu: świadomość, że woda potrafi być kapryśna, a przyroda zawsze ma ostatnie słowo.
Dlatego właśnie żabopodobny utopiec jest idealnym symbolem tej krainy. Nie zwierzę, nie gatunek, nie ikonka z folderu turystycznego, lecz postać z ludowej wyobraźni, która mówi więcej o tutejszym krajobrazie niż jakiekolwiek statystyki. W Żabim Kraju płazy są bohaterami biologii, karpie – gospodarki, ptaki – ornitologii. A utopiec? Utopiec to bohater wyobraźni. I może właśnie dlatego najlepiej oddaje ducha tego podmokłego świata.
Local Heroes
Śląsk i jego pogranicza nie mają jednego zwierzęcia‑symbolu. Mają ich wiele — od chomika, który żyje między osiedlami Jaworzna, po żubra z pszczyńskich lasów, od nietoperzy w podziemiach po karpie i pstrągi w stawach i potokach. A tam, gdzie kończy się mapa gatunków, zaczyna się mapa wyobraźni — z Żabim Krajem i jego wodnym patronem, utopcem. Razem tworzą pejzaż, który jest bardziej dziki, różnorodny i żywy, niż niejednemu i niejednej się wydaje.
Materiał dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Za treści zawarte w materiale dofinansowanym ze środków WFOŚiGW w Katowicach odpowiedzialność ponosi Redakcja.
Może Cię zainteresować:

