Tak, piszę ten artykuł na fali popularności filmu "Odyseja" Christophera Nolana, a dzięki hype’owi towarzyszącemu premierze odkryłem w sobie zainteresowanie antyczną Grecją. No i poszło. Od historii redakcji dzieł homeryckich, przez "Wojnę Peloponeską" Tukidydesa, po opracowania prof. Włodzimierza Lengauera. Niemniej, im bardziej człowiek zaczytuje się w historii starożytnej Hellady i Bliskiego Wschodu, tym wyraźniej widzi analogie do późniejszych dziejów , w tym zwłaszcza do historii Śląska.
A punktów przecięcia jest wiele: od organizacji ustrojowej, przez poczucie wspólnoty, ciągłe konflikty i jednoczenie się w obliczu zewnętrznego zagrożenia, aż po przykłady z przymrużeniem oka – mianowicie tego, komu w naszych dziejach najbliżej do miana śląskiego Odyseusza, Penelopy i Agamemnona, ale też boga Pana (w tradycji rzymskiej nazywanego Faunem). I wbrew pozorom, te zestawienia nie są aż tak naciągane, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Poleis i Księstwa
Zacznijmy od tego, czym dokładnie była grecka polis. Popularne określenie „miasto-państwo” bywa niefortunne i często spłyca temat. O wiele trafniej jest mówić o republikach obywatelskich. Koncentrowały się one wokół głównych ośrodków miejskich, które dominowały nad mniejszymi miejscowościami i wsiami, a także nad koloniami funkcjonującymi jako miasta sprzymierzone.
Ustroje polityczne były niezwykle zróżnicowane: od specyficznej diarchii (rządów dwóch królów) w Lacedemonie, przez różnorodne formy oligarchii i tyranii, aż po oczywiście demokrację ateńską. Ta ostatnia bywała zresztą w swojej pierwszej odsłonie tak demokratyczna, że w dobie kryzysu potrafiła głosami większości sama rozwiązać się na rzecz dyktatury, by w późniejszym okresie przekształcić się w upierdliwą biurokrację. Tym, co jednak łączyło wszystkie poleis, była tradycja rządzenia za pośrednictwem rad i zgromadzeń obywatelskich oraz głęboko zakorzeniony militaryzm.
Księstwa śląskie operowały w bardzo podobnym, choć osadzonym w feudalnych realiach, modelu. Większość z nich stanowiła monarchie lokalnych książąt, ale w ich obrębie funkcjonowały też miasta i konfederacje, którymi rządzili rajcowie – niespecjalnie różniący się w swoich ambicjach od greckich obywateli. Form organizacji państwowej na Śląsku było równie wiele co w Helladzie. Niektóre terytoria były klasycznymi księstwami, inne de facto teokracjami (jak Księstwo Nyskie pod władzą biskupów wrocławskich), a jeszcze inne miały formę tzw. wolnych państw stanowych, należących do potężnej magnaterii.
Wielkość i upadek
Skala tych organizmów również wykazuje podobieństwa. Słynne Ateny obejmowały obszar około 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych, czyli z grubsza tyle, co wspomniane Księstwo Nyskie. Z kolei największy w Grecji Lacedemon (ze stolicą w Sparcie) terytorialnie był nieco mniejszy niż całe współczesne województwo opolskie czy dawne księstwo opolsko-raciborskie (od którego w dużym uproszczeniu Górny Śląsk wziął swoje granice). Natomiast przeciętnej wielkości polis była wielkości Tarnowskich Gór czy Wodzisławia Śląskiego. Najmniejsze zaś porównywalne z Chorzowem.
Zarówno państwa greckie, jak i śląskie, toczyły ze sobą ciągłe wojny o miedzę, zawierały kruche sojusze i jednoczyły się niemal wyłącznie w obliczu wielkiego zagrożenia z zewnątrz, tak jak Grecy podczas najazdu Persów, a Ślązacy w starciu z Mongołami w 1241 roku. Ostatecznie jednak jedne i drugie, wyczerpane wewnętrznymi podziałami, zostały wchłonięte przez zewnętrzne imperia: Grecja przez Macedonię i Rzym, a zatomizowany Śląsk najpierw przez monarchię Habsburgów a później Hohenzollernów.
Skąd na Śląsku księstwa
Trochę sobie poskakaliśmy na początku po tematach, teraz jednak dla uporządkowania prześledzimy narodziny księstw śląskich. Wszystko zaczyna się od tak zwanego testamentu Bolesława Krzywoustego z 1138 roku, kiedy to Śląsk, jako jedna z głównych dzielnic, przypada najstarszemu synowi władcy – Władysławowi II Wygnańcowi. Po przegranej wojnie z młodszymi braćmi Władysław oraz jego synowie muszą uciekać do Niemiec, a ich ziemie na kilkanaście lat wpadają w obce ręce.
Dopiero w 1163 roku, dzięki interwencji cesarza Fryderyka Barbarossy, synowie Wygnańca wracają do ojczyzny, a wśród nich pojawia się nasz śląski Odyseusz – Bolesław Wysoki. Trudno zresztą o lepszego kandydata do roli króla Itaki. Odyseusz wracał do domu przez dziesięć lat, zmagając się z gniewem bogów i cyklopami, tymczasem nasz śląski książę wędrował i walczył z dala od ojczyzny przez 17 lat. Zamiast gnić na wygnaniu, młody Piast rzucił się w wir europejskiej polityki. Znalazł schronienie u króla Konrada III, a potem stał się zaufanym rycerzem samego cesarza Barbarossy. Brał udział w II krucjacie do Ziemi Świętej, a pod Mediolanem zwyciężył w pojedynku rycerskim zyskując przydomek „Wysoki”. Następnie, dzięki pomocy cesarza wrócił do swojej ojczyzny już nie jako niedoświadczony książę, a weteran wielu walk.
Początkowo po powrocie Bolesław rządzi ojcowizną wspólnie z młodszym bratem, Mieszkiem Plątonogim, ale szybko dochodzi między nimi do konfliktu, bo zdaniem kronikarzy Mieszko uważał, że jest spychany na margines. W efekcie bratobójczych walk w 1173 roku następuje pęknięcie: Bolesław zatrzymuje domenę wrocławską (Dolny Śląsk), a Mieszko osiada w Raciborzu, dając początek linii raciborskiej, z której wykiełkuje późniejszy Górny Śląsk.
Na przełomie XII i XIII wieku na arenę wkracza Henryk Brodaty. Udaje mu się rzecz niemal niemożliwa: na krótki czas ponownie scala większość ziem śląskich. Swoje podboje kieruje również na tereny Wielkopolski i Małopolski, tworząc monarchię Henryków Śląskich. Co ciekawe – jak zauważa profesor Stanisław Szczur – w tym kontekście powinniśmy raczej mówić o budowaniu przez Henryka własnego, niezależnego państwa, a nie o "jednoczeniu ziem polskich", jak chciała tego XIX-wieczna narracja. To jednak temat na osobny artykuł. Projekt polityczny Henryka Brodatego załamuje się jednak w 1241 roku podczas starcia z Mongołami pod Legnicą, gdzie ginie jego syn, Henryk II Pobożny. To potężny cios, a od tego momentu rozpoczyna się istna reakcja łańcuchowa rozdrobnienia dzielnicy.
Spadkobiercy Henryka Pobożnego, zamiast współpracować i chronić jedność, zaczynają dzielić ojcowiznę na coraz mniejsze kawałki, by każdy z braci dostał swój własny kawałek tortu. Powstaje mozaika państewek, które na własną rękę biją monety, utrzymują swoje wojska, prowadzą niezależną politykę zagraniczną i toczą ze sobą nieustanne wojny o graniczne wioski czy kasztelanie. Do połowy XIV wieku Śląsk dzieli się na kilkanaście księstw, które swoim funkcjonowaniem i wiecznym rywalizowaniem ze sobą odpowiadają greckim poleis.
W Królestwie Czeskim i Monarchii Habsburskiej
Jednocześnie książęta śląscy zaczęli szukać zewnętrznych protektorów, którzy mogliby legitymizować ich władzę (i przy okazji uchronić przed zakusami sąsiadów). Część z nich, jak Kazimierz Bytomski, dobrowolnie oddawała hołd lenny królom czeskim, inni zaś zostali do zawarcia umów lennych zmuszeni. Z biegiem czasu te zewnętrzne sojusze stały się też gwarancją względnego pokoju między samymi Piastami Śląskimi.
Równolegle do wielkiej polityki książęcej, oddolnie sami Ślązacy zaczęli dążyć do wypracowania politycznej wspólnoty regionu. Zaczęło się od pragmatyzmu: konfederacji miast leżących często w zupełnie innych księstwach. Miały one wspólnie chronić szlaki handlowe i trakty, społem ścigać przestępców i uzgadniać traktaty gospodarcze. Z potrzeby współpracy, w XV wieku oddolnie wyłonił się sejm śląski – zgromadzenie stanowe obradujące wspólnie i de facto trzymające cały ten zatomizowany Śląsk w kupie. To właśnie sejm uchwalał ogólne prawo śląskie i to on debatował nad polityką zagraniczną regionu.
Aby dobrze zrozumieć, jak bardzo ten śląski organizm cenił sobie swoją niezależność i odrębność, warto w tym miejscu oddać głos profesor Gabrieli Wąs. W monografii Historia Śląska pod redakcją Marka Czaplińskiego pisze ona tak:
W momencie przejmowania władzy nad Śląskiem przez Habsubrgów jego polityczny organizm tworzyło 16 księstw, 4 wolne państwa stanowego i 144 miasta[…] U zarania epoki nowożytnej kraje tworzące Królestwo Czeskie, Czechy, Morawy, Śląsk, Łużyce Górne i Dolne, powiązane były nadal jedynie osobą wspólnego władcy, bez konsekwencji prawnej czy ustrojowej ich wewnętrznej integracji. […] Każdy z krajów miał odmienne prawa i przywileje, inną sytuację gospodarczą, odrębne podziały terytorialne oraz wykształcił własne organa i urzędy władzy stanowej. Autonomia krajowa Śląska znajdowała dodatkowo oparcie w istnieniu warstwy książęcej, dynastów z rodu Piastów i Podiebradowiczów. Książęta wspólnie ze stanami śląskimi strzegli też pilnie rodzaju związków politycznych łączących je z Królestwem Czeskim. Wszelki stosunek podległości, wynikający z przysięgi lennej, odnosili oni tylko do Korony Czeskiej, uznając swą zależność wyłącznie od króla. Wszelkie próby stanów czeskich potraktowania Śląska jako kraju podległego także im, traktowali jako pozbawiony podstaw prawnych zamach na ich wolności stanowe i przywileje krajowe. […]
Z czasem wiek śląskiego parlamentaryzmu zaczął chylić się ku upadkowi. Wpływy sejmu stopniowo ograniczano, a autonomia regionu topniała. Co paradoksalne, Śląsk bynajmniej nie stawał się przez to bardziej jednolity. ręcz przeciwnie, dzielił się jeszcze bardziej. Na mapie wyrastały nowe, wydzielone byty polityczne, takie jak choćby bytomskie wolne państwo stanowe.
Przez kolejne 200 lat, wykorzystując liczne zawirowania i konflikty (z wojną trzydziestoletnią na czele), Habsburgowie z uporem, choć często dość nieudolnie, próbowali narzucić Śląskowi rządy absolutne. W praktyce oznaczało to ograniczanie dawnych swobód: przejmowano system sądowniczy, zamykano śląskie mennice i zbory luterańskie oraz ograniczano samorządność skarbową. A jednak, mimo tych wszystkich absolutystycznych zapędów, Wiedeń nigdy do końca nie scentralizował Śląska i nie zakończył ostatecznie feudalnego rozbicia.
Wielokulturowe wpływy
Starożytna Grecja nie była monolitem, podobnie zresztą jak Śląsk. Każda polis i region świata greckiego mówiły nieco inną greką (dlatego z czasem opracowano specjalny język wspólny – koine), a Hellada cały czas mieszała się z innymi kulturami. Powszechnie rozpoznawalna mitologia grecka i cała tamtejsza religia powstały dzięki kontaktowi lokalnych, prostych wierzeń (polidoksji) z rozbudowaną kosmologią hetycko-ugarycką, którą Grecy miejscami skopiowali niemal jeden do jednego. Swoje pismo zaczerpnęli od Fenicjan, miary i wagi przejęli od Egiptu i Mezopotamii, a sami z kolei dali światu potężną, eksportową kulturę i filozofię (żeby daleko nie szukać przykładów – w Biblii hebrajskiej odnajdziemy wiele greckich, zwłaszcza platońskich myśli). A jak ma się do tego Śląsk?
Powstająca tu kultura lokalna, tożsamość polityczna i świadomość europejska rodziły się dzięki kontaktom z innymi kulturami – głównie czeską i niemiecką – od praktycznie tysiąca lat. Kultury rzadko kiedy wykuwają się w pełnym izolacjonizmie. Stają się najsilniejsze i najciekawsze właśnie wtedy, gdy stanowią wielki tygiel różnych perspektyw.
Trochę skojarzeń z greckimi eposami
Słowo się rzekło, czas na kilka obiecanych analogii. Mamy już naszego śląskiego Odyseusza (Bolesława Wysokiego), który 17 lat spędził na wojennej tułaczce poza hajmatem. Patrząc z kolei na Penelopę, wydaje mi się, że do tej roli najbardziej pasuje święta Jadwiga Śląska. Podobnie jak królowa Itaki zachowała wierność i strzegła domowego ogniska, choć swój ślub czystości rozumiała nieco inaczej. Po urodzeniu mężowi siódmego dziecka, odmówiła dalszego łoża, całkowicie poświęciła się życiu duchowemu i finalnie – zupełnie jak w wersji Nolana – oddała księstwo w ręce swoich dzieci.
Szukając Agamemnona, wspomniany wcześniej Henryk Brodaty wydaje się kandydatem idealnym: to największy władca (a poniekąd sprawny watażka) ówczesnego Śląska, który rozbudował swoją domenę do potężnych rozmiarów.
Z kolei naszą Heleną Trojańską jest bez wątpienia książę Henryk IV Prawy. Został on podstępnie porwany przez swojego rodzonego wuja, Bolesława II Rogatkę, i zamknięty w wieży, a na odsiecz naszej Helenie ruszył zbrojnie niemalże cały Śląsk. I w tym miejscu greckie analogie nieco się kończą, albowiem w wielkiej bitwie pod Stolcem (tak, wiem) Rogatka zbrojnie rozbił nadciągającą koalicję i zmusił uwięzionego Prawego do ustępstw, w tym do oddania mu części terytorium.
A jeśli chcemy spojrzeć na ten świat jeszcze bardziej mitologicznie, to grecki bóg Pan, złośliwy duch lasów, jest niezwykle wręcz podobny do naszego Rzepióra (Liczyrzepy). Oba te demony są najpewniej emanacją tej samej, ogólnoludzkiej koncepcji potężnych i nieokiełznanych sił natury.
Kres
Śląską Helladę zakończyło tak naprawdę jedno wydarzenie: wkroczenie armii pruskiej na Śląsk.
Trwająca ponad 60 lat militarna okupacja regionu i konsekwentna, odgórna likwidacja struktur feudalnych ostatecznie zamknęły epokę śląskich poleis. W efekcie dostaliśmy scentralizowaną, jednolitą administracyjnie prowincję, która gospodarczo stała się potężniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Ceną za to była jednak utrata tego, co politycznie i kulturowo czyniło nas wyjątkowymi. Z czasem ostatecznie sami zapomnieliśmy, że byliśmy czymś znacznie więcej niż tylko małym regionem w Europie – kontynencie, który, swoją nazwę zawdzięcza przecież mitycznej matce króla Minosa z Krety.


