Katarzyna Pachelska
Fabryka Porcelany, Katowice

Dzisiaj każde miasto chce mieć swoją Fabrykę Porcelany. Kto, jak i za ile uratował tę katowicką perłę industrialu

Około 50 milionów złotych kosztowało doprowadzenie zabudowań dawnej fabryki porcelany Giesche do obecnego stanu. Dziś Fabryka Porcelany to tętniące życiem minimiasteczko z biurami, sklepami, restauracją i zakładami usługowymi. I przykład dla innych miast, jak można rewitalizować poprzemysłowe zabytki. Dzisiaj każde śląskie i zagłębiowskie miasto chce mieć swoją "Fabrykę Porcelany".

Potężne zabudowania dawnej fabryki porcelany Giesche, z elewacją o charakterystycznym błękitnym (choć niektórzy mówią, że gołębim) kolorem, położone dziś w przemysłowej części katowickiej dzielnicy Zawodzie, niszczały przez wiele lat. Małe drzewka i krzaki obejmowały w posiadanie jej mury, w środku wielkich przestrzeni hulał wiatr, a wysoki na 49 metrów główny komin już tylko czekał na rozbiórkę. Tak 10 lat temu wyglądała obecna Fabryka Porcelany.

Produkowano tu porcelanę od lat 20. XX wieku

Początki produkcji porcelany w Katowicach sięgają 1920 roku, a w tym miejscu fabrykę pod nazwą "Porcelana Giesche" uruchomiono oficjalnie pięć lat później. Wykorzystano stare zabudowania dawnej fabryki pasz. Wytwarzano tu porcelanę elektrotechniczną, ale również porcelanowe figurki oraz serwisy dla polskich ambasad i jednostek wojskowych. W 1946 roku fabrykę znacjonalizowano i do roku 1952 funkcjonowała pod nazwą „Giesche” Fabryka Porcelany S.A., a później przemianowano ją na zakłady „Bogucice”. W 1994 roku fabryka została zamknięta i w ramach prywatyzacji wykupiona przez spółkę „Porcelana Śląska”. Produkcja porcelany trwała nadal, spółka wygrała nawet konkurs na produkcję serwisów dla polskich ambasad na całym świecie, które to serwisy produkowane są do dziś z charakterystycznym złotym orzełkiem. Jednak „Porcelana Śląska” nie potrzebowała już tyle miejsca do produkcji, a poza tym wkrótce dopadły ją kłopoty finansowe i bankructwo. Nieużywane budynki, z których najstarsze pochodziły jeszcze z XIX wieku, niszczały.

Jeśli Elektrociepłownia Szombierki, która szczęśliwie znalazła w końcu poważnego inwestora, to katedra śląskiego industrialu, Fabrykę Porcelany śmiało można określić jego perłą. I to w koronie, bo w logo Fabryki Porcelany umieszczono koronę, znak rozpoznawczy dawnej fabryki Giesche. To jeden z nielicznych w regionie tak okazałych zabytków poprzemysłowych, które zyskały nowe życie nie dzięki publicznym, a prywatnym pieniądzom. W Katowicach taką ścieżkę wytyczył Johann Bros, Ślązak urodzony w Wodzisławiu Śląskim, który po kilkudziesięciu latach spędzonych w "Reichu" m.in. w Hamburgu, na początku lat 90. XX wieku wrócił na Śląsk i zajął się renowacją poprzemysłowych obiektów. Dziś jego firma zarządza Szybem Wilson w Janowie, gdzie oprócz galerii sztuki są biura, i dawnym Browarem Mokrskich w Szopienicach, przekształconym na centrum biurowe i usługowe. Jednak żaden z tych obiektów nie ma tej skali co olbrzymia Fabryka Porcelany.

"Zakochałem się w tej cegle"

Nie wiadomo, co stało by się z obiektem przy Porcelanowej 23, gdyby pewnego dnia nie zjawił się tam Rafał Wyszyński, dziś prezes Fundacji Giesche. - To był październik 2011 roku. Ładnie świeciło słońce. Z wysokich topoli, które tam stały spadały żółte liście. Patrzyłem na fabrykę z górki, gdzie dziś jest parking, i wyglądała tak pięknie, że się zakochałem w tej cegle - wspomina dzisiaj Rafał Wyszyński. - Uparłem się, że wymyślę jak zrobić, by kupić fabrykę - dodaje.

I wymyślił. Razem z dwójką wspólników powołał do życia spółkę Fabryka Porcelany Giesche sp. z.o.o. Fabrykę spółka kupiła od syndyka masy upadłościowej firmy "Porcelany Śląskiej w upadłości". - Pani syndyk próbowała te obiekty sprzedać przez 4 lata. Były przetargi, a później rokowania. Do rokowań zgłosiłem się tylko ja i jeszcze jeden człowiek. On jednak chciał zrobić z fabryki porcelany bazę transportową i chciał to wszystko wyburzyć - mówi Rafał Wyszyński.

- To była taka ruina, że moja mama płakała, gdy pierwszy raz zawiozłem ją pod bramę fabryki, gdy już wygraliśmy rokowania na kupno tej nieruchomości. To było przed Wielkanocą 2012 roku. "O Boże, co ty z tym zrobisz" - pytała mnie - wraca myślami do tamtego czasu prezes Fundacji Giesche.

Dlaczego właśnie fundacja, a nie inna forma organizacji jest zarządcą Fabryki Porcelany? Jak tłumaczy Wyszyński, właścicielem obiektów jest spółka, a Fundacja została powołana do bieżącego zarządzania Fabryką za radą Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego, bo to urzędnicy doradzili im, że takie działania, jakie chcieli prowadzić w Fabryce, czyli m.in. rewitalizacji przez kulturę, najlepiej będzie można realizować jako fundacja. W tym roku mija 10. rocznica założenia Fundacji Giesche.

Mozolna praca nad rewitalizacją Fabryki Porcelany

Po kupnie zabudowań po Porcelanie Śląskiej zaczęła się mozolna praca nad powstrzymaniem destrukcji i odnawianiem, ściana po ścianie, kwartał po kwartale, zabytkowych (kompleks został wpisany do gminnego rejestru zabytków) zabudowań.

Wyszyńskiemu zależało, by odtworzyć pierwotny wygląd Fabryki Porcelany. Wynalazł stare ryciny i na jej podstawie przywracano oryginalny wygląd tym zabudowaniom.

- Niektóre z elewacji fabryki były wielokrotnie przebudowywane. Gdyby nie te ryciny, nawet nie wiedzielibyśmy, co jest oryginalne, a co nie. Współpraca z konserwatorem zabytków była bardzo dobra, bo mnie nie raz zależało by zrobić coś nawet lepiej niż konserwator mógł chcieć, np. odwzorować pierwotne okna, a nie zostawić zamurowane i by Porcelana dalej wyglądała jak kompleks z początku XX wieku - mówi.

Kamieniami milowym rewitalizacji było dynamiczne wejście w organizację imprez kulturalnych, później rozpoczęcie tu działalności Porcelana Śląska Parku, uruchomienie kotłowni gazowej i rozciągnięcie nowych ciepłociągów do wszystkich budynków. - Włożyliśmy w Fabrykę przez te 10 lat około 40-50 mln złotych - ocenia Wyszyński.

Małe miasteczko z firmami, restauracją, sklepami i zakładami usługowymi

Pierwszym najemcą lokalu w Fabryce Porcelany była... Fabryka Porcelany Bogucice, a pierwszym rynkowym, i to już w 2013 - firma On Lemon (wtedy John Lemon). Obecnie kompleks ma 80 najemców, i to nie tylko biura, siedziby firm, ale też restauracja, showroomy wnętrzarskie i z odzieżą (Pilawski), sklepy, usługi (np. dentysta, fryzjer, medycyna estetyczna, barber, tatuaże), bawialnia dla dzieci - Bajka Pana Kleksa, klub muzyczny P23. Około 20 proc. powierzchni jest wolnej, ale połowa z tego to niedokończone jeszcze poddasze w jednym z budynków.

- Od początku chcieliśmy stworzyć tu miejsce, które będzie żyło od rana do nocy, a nie zamykało się o 17, jak pracownicy biur idą do domu - mówi Rafał Wyszyński.

Dzisiaj Fabryka Porcelany nie wyróżnia się błękitnym kolorem, dzięki wyczyszczeniu elewacji, ściany wróciły do pierwotnej barwy cegły, już bez żadnej farby.

- Właściwie nie wiadomo, dlaczego w latach 70. państwową już wtedy fabrykę pomalowano na niebiesko, a stojącą obok Fabrykę Urządzeń Górniczych - na różowo - śmieje się Wyszyński. - Być może ówcześni zarządcy fabryki chcieli, by elewacja nie była taka ciemna, bo jednak pracowało tu wiele pieców i dużo było kominów, i elewacja zrobiła się po latach czarna, z wżartą w nią sadzą. Gdy my próbowaliśmy oczyścić elewację, to nie dało się nawet tego zrobić z użyciem chemii, jak chciała konserwator zabytków, bo przez kilkadziesiąt lat wżerały się w nią kwasy z kominów. Dało się to tylko piaskować - wspomina Rafał Wyszyński.

Przywrócono też stary napis "Podniesienie jakości daje dobrobyt", wcześniej niewidoczny pod warstwą farby. Dzisiaj pod nim chętnie fotografują się pracownicy albo goście Fabryki.

Każde miasto chce mieć swoją "Fabrykę Porcelany"

Co dalej z Fabryką Porcelany? Niedawno w miejsce ciągle łamiących się topól posadzono szlachetne platany. Z roku na rok przybywa kolorowych murali, które są już na Szlaku Katowickich Murali. Fabrykę odkryli też filmowcy, i to nie tylko z Polski, ale i z zagranicy, i coraz więcej planów filmowych jest tu instalowanych. Ostatnio Fabryka Porcelany udawała amerykańskie miasteczko sprzed lat.

- Będziemy się rozszerzać o kolejne poprzemysłowe, zabytkowe budynki w bezpośrednim sąsiedztwie Porcelany, z prawej strony patrząc od ul. Porcelanowej - zapowiada Rafał Wyszyński. - Dogadaliśmy się z firmą, która jest ich właścicielem i będziemy rewitalizować te zabudowania - dodaje prezes Fundacji Giesche.

Teraz Wyszyński jest już ekspertem od rewitalizacji obiektów poprzemysłowych. Doświadczenie zdobył "w boju". - Zwracają się do mnie urzędnicy z innych miast, bo każdy by chciał mieć swoją "Fabrykę Porcelany". Niektóre miasta mają perełki do zrewitalizowania, np. Mysłowice, Chorzów czy Ruda Śląska. Świetna była Fabryka Drutu w Gliwicach, ale została sprzedana na kawałki - dodaje Wyszyński.

Na szczęście z Fabryką Porcelany tak się nie stało i dzisiaj może być dobrym przykładem, jak prywatny kapitał może włączyć się w rewitalizację zabytków poprzemysłowych.

Zandka, Zabrze

Może Cię zainteresować:

Familoki między 100-letnimi platanami. Hutnicza kolonia Zandka. Zabrzańska odpowiedź na Nikisz

Autor: Katarzyna Pachelska

07/07/2022

Rok 1991: Cinquecento w Tychach

Może Cię zainteresować:

Fabryka w Tychach produkuje samochody od 1975 roku. Pamiętacie modele, które zmotoryzowały pokolenia nie tylko Ślązaków?

Autor: Grzegorz Lisiecki

16/08/2022