Godali mi Lojzik. Tak wspominaliśmy Alojzego Lyskę w Bibliotece Ślaskiej

Wczoraj, 29 września w Bibliotece Śląskiej odbył się pełen emocji wieczór wspomnień o Alojzym Lysc. Uczestnicy, wśród nich rodzina, aktorzy, naukowcy, samorządowcy i dziennikarze, przywoływali jego słowa, gesty i niezwykłą charyzmę, tworząc wielogłosową opowieść o człowieku, który potrafił „czarować słowem” i budować wspólnotę.

29 września w Bibliotece Śląskiej odbył się niezwykle poruszający wieczór wspomnień poświęcony Alojzemu Lysce – pisarzowi, regionaliście, folkloryście, nauczycielowi, samorządowcowi, wskrzecisielowi i jednemu z najważniejszych współczesnych opowiadaczy śląskiej pamięci. W spotkaniu wzięli udział jego bliscy, współpracownicy, aktorzy, naukowcy, samorządowcy, artyści i dziennikarze. Każdy z nich wniósł własny fragment opowieści o człowieku, który – jak wielokrotnie podkreślano – potrafił „czarować słowem” i budować wspólnotę tam, gdzie wcześniej jej nie było.

Spotkanie prowadzili dr Krystian Węgrzynek z BŚ oraz red. Beata Tomanek z Radia Katowice. Wstęp wygłosił dyrektor Biblioteki Śląskiej, dr Artur Madaliński, przypominając, że każdy obecny „otrzymał od Alojzego Lyski jakiś dar – słowo, czułość, zmianę myślenia – i teraz ma obowiązek go pielęgnować”.

Rodzina: czułość, codzienność i światło świetlików

Najbardziej osobiste wspomnienia przyniosła najstarsza córka pisarza Joanna. Jej opowieści tworzyły intymny portret człowieka, który – mimo ogromu pracy – zawsze stawiał rodzinę na pierwszym miejscu.

Wspominała ich codzienne spotkania przy kawie, które ojciec skrupulatnie odnotowywał w pamiętniku. Opowiadała o jego miłości do fotografii: „Nie chciał zdjęć w telefonie. Wszystko musiało być wywołane. Dzięki temu mamy całe pudła rodzinnych kadrów”.

Jednym z najbardziej poruszających obrazów było wspomnienie nocnej wyprawy na świetliki:

:„Przyjechał późnym wieczorem, kazał obudzić dzieci i pojechaliśmy do jedlińskiego lasu. W piżamach. A tam – tysiące świetlików. Dzieci pamiętają to do dziś”.

Córka przypomniała też jego rytuały: piątkowy kołocz („łokrajek, koniecznie róg!”), wyprawy po rośliny na wielkanocne palmy, wspólne śpiewanie z żoną Łucją przy mandolinie. „Miał w sobie pierwiastek matczyny. Potrafił zjednoczyć wszystkich” – mówiła.

Aktorzy: Hanka, Helmut i domowa pracownia pełna książek

Wieczór miał również wymiar teatralny. Głos zabrała Grażyna Bułka, odtwórczyni roli Hanki w monodramie Mianują mie Hanka. Opowiadała o tremie, gdy dostała od Lyski scenariusz: „Uczyłam się całe wakacje, codziennie po godzinie”. Wspominała też, jak Alojzy Lysko przyśnił się jej noc jego śmierci. Grając Hankę wieczorem tego samego dnia, w finałowej scenie, gdy bohaterka zwraca się do bliskich zmarłych, na końcu dodała: „Lojzuś, tyś też tam jest”.

Aktor Sławek Rosowski, grający w monodramie Helmut, przywołał próby w domowej pracowni pisarza w Bojszowach:

„Tysiące książek. Czułem się jak na największej scenie”. Najtrudniejsze były sceny miłosne – Lysko wymagał w nich absolutnej prawdy. Rosowski dodał, że sam pisarz był znakomitym aktorem: „W szkole górniczej potrafił wskoczyć na ławkę i całym ciałem pokazać pracę kombajnu”.

Naukowcy: język, charyzma i kodyfikacja śląszczyzny

Prof. Jolanta Tambor, językoznawczyni i przewodnicząca Rady Języka Śląskiego, mówiła o Lysce jako o jednym z najważniejszych twórców śląskiej literatury. Przypomniała jego występy na studiach podyplomowych UŚ: „Potrafił klęknąć przy mównicy, modulować głos, hipnotyzować słuchaczy”. Podzieliła się też refleksją, że język Lyski powinien być fundamentem kodyfikacji śląskiego języka literackiego: „nie trzeba szukać kompromisów między gwarami, wystarczy słuchać Lyski”.

Z kolei dr Agnieszka Tambor nazwała bohatera wieczoru„czarodziejem słowa”, a jego książki – „magicznymi księgami”.

Samorządowcy: „na początku było słowo”

Politycy i działacze z powiatu bieruńsko‑lędzińskiego mówili o Lysce jako o duchowym ojcu powiatu. Piotr Czarnynoga, pierwszy starosta, powiedział: „Na początku istnienia powiatu było słowo stworzone przez Alojzego Lyskę”.

Przypomniał, że zanim powiat pojawił się na mapie, Lysko stworzył miesięcznik Rodnia – pismo, które połączyło Bojszowy, Bieruń i Lędziny. „Rodnia zbudowała wspólnotę, której wcześniej nie było”. O 15‑letniej współpracy z pisarzem opowiadał Bernard Bednorz, starosta senior i wydawca ponad 30 książek Lyski.

Dziennikarze: duchy wojny, burze i „Śląski Druid”

Dziennikarz Tomasz Borówka opowiadał o niezwykłych zjawiskach opisanych w Duchach wojny – fenomenach paranormalnych, przeczuciach, gwałtownych burzach, symbolice meteorologii. Wspominał własne doświadczenie: „Czytałem opis śmierci jego ojca o północy. I nagle zorientowałem się, że robię to dokładnie w rocznicę jego śmierci”.

To Borówka nazwał Lyskę „Śląskim Druidem”. Zainspirowało go do tego spotkanie przy ogniu rozpalonym na Zielone Świątki przy pamiątkowych głazach w Bojszowach, które skojarzyły mu się z menhirami:

„Alojzy Lysko stał na tle płomieni, popiół sypał mu się na włosy i ubranie, a on opowiadał o Celtach i korzeniach Ślązaków. Wyglądał jak strażnik dawnych tajemnic”.

Zaś Anna Sekudewicz wspominała nagrywanie reportażu nad bezimiennym grobem żołnierza: „W słuchawkach usłyszałam strzały. Okazało się, że kopalnia testowała materiały wybuchowe”. Alojzy Lysko uznał, że nie był to przypadek, a znak.

Głos zabrał także Zbigniew Rokita, pisarz i reporter, laureat Nagrody Nike. Rokita mówił o Lysce jako o twórcy, który „przepracował Śląsk w sposób, w jaki niewielu miało odwagę to zrobić”. Podkreślał, że Lysko nie tylko opisywał historię regionu, lecz przede wszystkim wydobywał z niej ludzi – tych zwykłych, często zapomnianych, których losy splatały się z wielkimi procesami dziejowymi.

Rokita zwrócił uwagę na jego niezwykłą umiejętność łączenia faktów z emocją: „On potrafił opowiedzieć o wojnie tak, że człowiek czuł zapach ziemi, słyszał kroki, widział twarze. To była pamięć żywa, nie muzealna”.

Wspominał też ich rozmowy o pisaniu: Lysko powtarzał mu, że najważniejsze jest słuchać ludzi, bo „w każdym jest jakaś opowieść, którą trzeba tylko wydobyć”. Rokita mówił, że Lysko był dla niego jednym z najważniejszych przewodników po śląskiej tożsamości – kimś, kto „nie bał się trudnych tematów, ale zawsze podchodził do nich z czułością”.

„Gdy czytam jego książki, mam wrażenie, że on cały czas siedzi obok i dopowiada kolejne zdania” – zakończył Rokita.

Zawsze z serca

Dr Maria Bierwiaczonek opowiadała o pracy z zespołem Bojszowianie i widowisku Narodziny chleba, w którym Lysko występował z żoną. Wspominała sesję zdjęciową w polu: „Musiałam założyć kieckę i chustkę, żeby godnie fotografować”. Zaś bojszowski proboszcz, ks. dr Jakub Dąbrowski mówił m.in. o religijności Lyski i jego corocznych przemowach przy figurze św. Barbary:

„Zawsze mówił za górników. Zawsze z serca. I zawsze tak, że ludzie czuli, że to jest ich historia”.

Na koniec dodał: „Alojzy nie tylko pisał o Śląsku. On go kochał. I uczył nas, żebyśmy kochali go mądrze – przez pamięć, przez pracę, przez dobro”.

Krystian Węgrzynek zdradził, że scenariusz spotkania powstał na podstawie odnalezionego, ręcznie pisanego przez Lyskę spisu jego życiowych zawodów – od młodego pasterza po reżysera. W trakcie wieczoru dopisywano kolejne: aktor, czarodziej słowa, mistrz dydaktyki.

Węgrzynek ze wzruszeniem wspominał też ich osobistą relacjęi: „choby syn” – mówił o nim pisarz. Przypomniał moment, gdy dwa lata wcześniej Lysko stanął na scenie i zaczął śpiewać pieśń o rodzinnym domu. „Cała sala wstała i śpiewała z nim”.

Tamtej chwili nie zapomni nidgy nikt z obecnych wtedy w sali Biblioteki Śląskiej. Tydzień po śmierci Alojzego Lyski w tej samej sali panowała atmosfera wdzięczności, czułości i nostalgii za człowiekiem, który znaczył dla nas – i znaczy nadal! – tak wiele.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama