Co ciekawe, Gorzelik i Słomka nie zawsze stali po różnych stronach barykady. Obaj w latach 80. działali w śląskich strukturach „Solidarności Walczącej”, jednej z najbardziej bojowych organizacji ówczesnego podziemia antykomunistycznego. To w uznaniu za te zasługi lider RAŚ został niedawno odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności, co wzbudziło niemałe kontrowersje.
Obaj panowie zostali od razu rozpoznani przez Krzysztofa Lewandowskiego. Główny bohater nie omieszkał ich przywitać, wyraźnie licząc na to, że nadadzą rozmowie rumieńców. Jej tematem były poplątane koleje losu Friedricha Wilhelma von Redena (1752–1815), twórcy górnośląskiego przemysłu, a jeszcze bardziej – jego chorzowskiego pomnika.
Lewandowski w swojej książce zaakcentował dwa słabo znane fakty z życia Redena. Po pierwsze zwrócił uwagę na wątek wywiadowczy w jego biografii. Tłumaczył na spotkaniu:
„Reden napisał raport o stanie gospodarki Rzeczpospolitej. To niezwykle ważny dokument […] Z jednej strony możemy z punktu widzenia współczesnej Polski powiedzieć, że to niedobre, bo to szpieg, ale z drugiej strony on w zasadzie jest bardzo zasłużony, bo dzięki niemu mamy szczegółowe informacje, jak gospodarka upadającej Rzeczypospolitej wyglądała, bo ten raport się zachował do naszych czasów”.
Inną, ciemną kartą w życiorysie tej pomnikowej postaci miała być jego uległość w czasie napoleońskiej okupacji, która poskutkowała tym, że na ostatnie lata życia został pozbawiony ministerialnych funkcji i znalazł się w niełasce na pruskim dworze. Lewandowski wskazywał na okoliczności łagodzące dla tej „zdrady”:
„To pytanie my dzisiaj próbujemy rozstrzygać […] myśląc o państwach narodowych, że „oto zdrajca Niemiec pokłonił się Francuzowi”. […] On nie był od urodzenia mieszkańcem Prus i poddanym króla pruskiego, więc pewnie nie myślał o tym zupełnie w tych kategoriach […] Było ryzyko, że jeżeli on nie zawrze porozumienia z Napoleonem, to ten jego dorobek przemysłowy będzie zniszczony […] W tamtym okresie historycznym wiele osób, łącznie z królem, nie zachowywało się w sposób godny i nie wiedziało, co się z tego wszystkiego wydarzy”.
Rewelacje o Redenie jako szpiegu i zdrajcy zostały przyjęte z nieukrywanym zadowoleniem przez Adama Słomkę, który z Redenem ma na pieńku nie od wczoraj – a wszystko z powodu jego chorzowskiego pomnika.
Przypomnijmy, że jest to już trzecia wersja monumentu. Pierwsza powstała w czasach pruskich, a została zniszczona przez nieznanych sprawców dopiero w lipcu 1939 r. W czasie okupacji hitlerowskiej Niemcy postawili sobie za punkt honoru odbudowę pomnika, co nastąpiło w 1940 r. Nowy monument przetrwał tylko pięć lat, zanim został zniszczony przez wkraczającą Armię Czerwoną. Obecna jego wersja powstała w 2002 r. dzięki inicjatywie społecznego komitetu.
Nie spodobało się to wtedy Adamowi Słomce, który wraz z działaczami KPN przeprowadził głośną medialnie pikietę. Jeden z uczestników protestu wdrapał się wówczas na cokół z transparentem „Pomnik Prusaka – policzek dla Polaka”. Słomka nie odpuszcza tematu i kilka lat temu wystosował apel do ministra kultury o usunięcie pomnika. Jak widać – bezskutecznie.
Krzysztof Lewandowski nie omieszkał przypomnieć tamtych kontrowersji:
„Z nami jest pan poseł Adam Słomka, który wtedy był bardzo aktywny, manifestował i był przeciwny temu, żeby ten pomnik był odsłonięty. To są te nasze górnośląskie wątpliwości – gdzie powinniśmy, gdzie nie powinniśmy, co powinniśmy uczcić. Pewnie się tutaj będziemy spierać, pan marszałek Gorzelik pewnie będzie po drugiej stronie tego politycznego sporu”.
Lewandowski, wieloletni wiceprezydent Zabrza, zwrócił uwagę na pewną różnicę między Chorzowem a swoim rodzinnym miastem:
„My też się baliśmy, nazywając ulice w Zabrzu na przykład „Donnersmarcków”, czy odwołując się do tej niemieckiej i pruskiej historii. Ale w Zabrzu, o dziwo, nie budziło to nigdy wielkich emocji i w zasadzie odbywało się zupełnie po cichu, bez jakichś wielkich dyskusji. Nawet radni Prawa i Sprawiedliwości głosowali zdecydowanie za tymi koncepcjami”.
Jerzy Gorzelik podzielił się swoją intuicją, skąd te dwadzieścia parę lat temu wzięło się zapotrzebowanie na pomnik Redena:
„Wtedy, kiedy pojawiło się pewne zapotrzebowanie na Redena na przełomie mileniów, mieliśmy do czynienia też z krytyczną sytuacją ekonomiczną. To była ta najbardziej bolesna faza transformacji gospodarczej. I Reden był taką postacią, która, można powiedzieć, była wielogłosowa. Z jednej strony uosabiała taki czas, kiedy ten przemysł opiekował się człowiekiem, a więc nawet ci, którzy mentalnie w jakimś stopniu tkwili w czasach PRL-u, kiedy wszystko krążyło wokół wielkich zakładów pracy, mogli się z tą postacią identyfikować. Ale jednocześnie on miał też ten wizerunek budowany wówczas w publicystyce – takiego sprawnego menedżera, człowieka innowacyjnego, który poradziłby sobie właśnie w nowych czasach, tych już zdeterminowanych przez warunki liberalnej demokracji, wolnego rynku itd.”
Słomka i Gorzelik, choć na niewielkiej sali siedzieli krzesło w krzesło, taktownie nie wchodzili w bezpośrednie interakcje. Kiedy lider KPN nadal nie zabierał głosu, Krzysztof Lewandowski zwrócił się do niego z uśmiechem: „Panie pośle, proszę nas nie zawieść”. Wywołany w ten sposób do odpowiedzi były poseł przedstawił świadectwo tego, jak osławiony protest przeciwko pomnikowi Redena wyglądał z perspektywy organizatora. Okazało się, że wbrew pozorom posiada wiele zrozumienia dla wielokulturowości, bo sam w takim środowisku się wychował:
„Jestem z Cieszyna. W Cieszynie, jak pamiętam z dzieciństwa, to było tak: Węgrzy, na cmentarzu i jeszcze żyjący, dużo Austriaków, troszkę Niemców […] Moja babcia z prababcią pochodziły z Wiednia i zawsze mówiły ze sobą po niemiecku, żeby dzieci nie rozumiały […] W Cieszynie jest to normalne, że bohaterowie, ważne osoby z historii czy z rodzin, są z różnych kręgów kulturowych”.
Następnie przedstawił genezę protestu, który – jak się okazało – wcale nie był jego własną inicjatywą:
„Ten pomnik to jest 2002 r. Zanim zostaje odsłonięty, to już są spory. Do biura Konfederacji Polski Niepodległej zgłaszają się rodziny powstańców śląskich. Te pierwsze są z Bytomia, tej części Bytomia, która była w II Rzeczypospolitej [...] Potem się do tego dołączyli ludzie z Chorzowa. To samo – z rodzin powstańców śląskich. Łączyło ich to, że [Reden to dla nich] okupant, że hitlerowski pomnik, że renegat […]”.
Okazało się też, że spektakularny przebieg protestu był raczej dziełem przypadku niż efektem przemyślanej strategii. Były poseł tłumaczył:
„Protest miał być delikatny, ale jeden z tych chłopaków, jakiś wnuk powstańca śląskiego, wskoczył na pomnik z flagą i zrobiło się… Telewizja Trwam była i dała relację, Nasz Dziennik. Z tego się zrobiła ogólnopolska, duża sprawa, mimo że w zasadzie nie było [w nas] wielkiego przekonania. Wiedzieliśmy, że jest to sprawa historyczna, że Niemcy mają tutaj swój udział w przemyśle [...] To była bardziej taka osobista inicjatywa tych rodzin […]”.
Po latach Adam Słomka nadal uważa, że dobrze wtedy postąpili, a to, czego dowiedział się o Redenie teraz – że był agentem i zdrajcą – tylko go w tym poglądzie utwierdza. Lapidarnie przedstawił również zupełnie inny niż Gorzelik pogląd na to, co stało u źródeł odbudowy monumentu Redena:
„Pomnik był częścią takiej fascynacji u elit samorządowych na Śląsku: Unia Europejska, Niemcy, że nam pieniądze dadzą […] [więc] pokażmy, jacy jesteśmy Europejczycy”.
Na koniec Słomka uderzył w bardziej pojednawcze tony, nawiązując przy tym do swoich doświadczeń z Ukrainy (po rosyjskiej agresji w 2022 r. sformował grupę ochotników pod nazwą „Legion Polski”, z którą jeździ pomagać w tym kraju):
„Wtedy to był bardzo silny spór polityczny. Fajnie, jak to teraz przejdzie na zainteresowanie, jak ta historia naprawdę szczegółowo wyglądała i dziękuję, że Pan [tj. Krzysztof Lewandowski] się za to zabrał i napisał, bo to przybliży ludziom po prostu ich własną historię […] Jak ja teraz jestem we Lwowie czy Stanisławowie, to widzę, jak się Ukraińcy bardzo interesują, skąd tam te polskie rody magnackie, choć w istocie to byli Rusini, którzy się spolonizowali. To są fenomenalne rzeczy dla mnie […]: na Zaolziu, na Górnym Śląsku, na Kresach – to w zasadzie jest ta sama opowieść”.
Ostatecznie okazało się, że trwające ponad godzinę spotkanie nie tylko przebiegło bez incydentów, ale na koniec obaj politycy z uśmiechami zapozowali jeszcze do wspólnej fotografii. Po raz kolejny okazało się, że katowicki oddział Klubu Jagiellońskiego jest miejscem spotkań osób o bardzo różnych wyborach światopoglądowych.
W najbliższych miesiącach okazji do takich spotkań będzie. Klub Jagielloński Katowice realizuje obecnie projekt „imPressje Górnośląskie”, a jego częścią jest cykl spotkań dyskusyjnych poświęconych tematyce regionalnej. To w środę 27 sierpnia poświęcone było książce „Radio Familok. Historia śląskich szlagierów” (szczegóły). A dzień wcześniej, 26 sierpnia, Klub Jagielloński wspólnie z Muzeum Historii Katowic zorganozował zwiedzanie Nikiszowca adresowane specjalnie dla mam z dziećmi.
Spotkanie autorskie z Krzysztofem Lewandowskim miało miejsce 13 sierpnia. Moderował Michał Muszalik, śląski prawnik i poeta, członek Klubu Jagiellońskiego. Zapis video można zobaczyć na kanale Szyb Kultury na Spotify lub YouTube.