10 stycznia 1990 roku, o godzinie 2.24 w nocy, w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii polskiego górnictwa. W wyniku dwóch wypaleń metanu zginęło 19 górników, a kilkudziesięciu zostało rannych. Mija kolejna rocznica tamtego dramatu – wydarzenia, które do dziś pozostaje bolesną raną dla rodzin, załogi i całego Górnego Śląska.
Dwa wypalenia metanu. 42 ludzi pod ziemią
Tragedia rozegrała się w pokładzie 506, na głębokości 1030 metrów. Był to rejon o wyjątkowo trudnych warunkach naturalnych: IV kategoria zagrożenia metanowego, klasa B zagrożenia pyłowego i III stopień zagrożenia tąpaniami.
Dlatego wprowadzono tam zabezpieczenia wykraczające ponad ówczesne normy: gęstą sieć czujników metanometrycznych, dodatkowe czujniki naprężeń górotworu, otwory odmetanowujące wiercone w krótkich odstępach. To jednak nie wystarczyło.
O 2.24 nastąpiło pierwsze silne wypalenie metanu. Dwanaście minut później – drugie, jeszcze większe. W rejonie pracowało 42 górników. Sześciu zginęło na miejscu. Kolejni umierali w szpitalach – oparzeni, zatruci, z uszkodzonymi drogami oddechowymi. Łącznie życie straciło 19 ludzi.
Co mogło być przyczyną?
Tuż przed pierwszym wypaleniem stacja sejsmiczna zarejestrowała wstrząs odprężeniowy. Nie wykluczono, że to on spowodował nagłe wydzielenie metanu ze zrobów lub pokładu. Gaz mógł zapalić się od iskry wytworzonej przez głowicę kombajnu, który pracował w twardych, kwarcowych wkładkach spągu.
Pierwsze wypalenie zapaliło kawałek drewna leżący w ścianie. To właśnie ten płonący fragment miał po kilku minutach zainicjować drugi, silniejszy wybuch.
Część pracowników zdążyła użyć pochłaniaczy ucieczkowych. Wielu — nie.
Akcja ratownicza i pierwsze informacje
Ratownicy z Halemby i Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego prowadzili akcję do godziny 7.20. Wycofano 36 pracowników, z których większość trafiła do szpitali w Siemianowicach i Bytomiu. Stan wielu był krytyczny.
Ówczesne media – pozbawione internetu, telefonów komórkowych, transmisji na żywo – przekazywały jedynie krótkie komunikaty. W pierwszych godzinach mówiono o sześciu ofiarach. Dopiero kolejne dni przynosiły tragiczne potwierdzenia śmierci następnych rannych.
Kondolencje rodzinom przesłał Wojciech Jaruzelski, będący wówczas prezydentem Polski. Lech Wałęsa – wtedy przewodniczący Solidarności – również skierował depeszę z wyrazami współczucia.
Halemba – kopalnia wszystkich zagrożeń
Ówczesne kierownictwo kopalni podkreślało, że Halemba jest jednym z najtrudniejszych zakładów w Polsce. Na głębokości ponad kilometra występowały jednocześnie wszystkie znane w górnictwie zagrożenia: metanowe, tąpaniowe, pyłowe i temperaturowe.
Wstrząsy powodowały rozszczelnianie pokładów, co utrudniało odprowadzanie gazu. W takich warunkach nawet rozbudowane systemy zabezpieczeń nie dawały pełnej gwarancji bezpieczeństwa.
Inna epoka, inna informacja, ten sam strach
Dziś trudno wyobrazić sobie tamtą atmosferę. Nie było kamer, live’ów, mediów społecznościowych. Nie było tłumów reporterów i wozów transmisyjnych pod bramą kopalni. Byli tylko ludzie – rodziny, sąsiedzi, koledzy z pracy – stojący w ciszy, czekający na wiadomości. I obawiający się tych najgorszych
Nie robiono zdjęć telefonami. Nie nagrywano filmów. Były znicze, łzy i milczenie.
Katastrofa z 10 stycznia 1990 roku zapisała się w historii Śląska jako jedno z tych wydarzeń, które na zawsze zmieniają społeczność. Każda rocznica jest przypomnieniem o cenie, jaką górnicy płacili i wciąż płacą za swoją pracę.


