Nastolatkowie okradli sklep wędkarski. Właściciel zapłaci im 50 tys. złotych za udostępnienie wizerunku?

Właściciel sklepu wędkarskiego w Żorach przyłapał na gorącym uczynku dwóch nastolatków, którzy chcieli go okraść. Mieli plecaki wyładowane sprzętem o wartości 600 złotych. Ich wizerunki udostępnił na Facebooku. W odpowiedzi dostał pismo wzywające do przeprosin i zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. złotych.

Sklep wędkarski

Od kilku lat w Żorach działa sklep wędkarski prowadzony przez Artura Ostrowskiego - fanatyka wędkarstwa sportowego. Właściciel zauważył, że z półek w jego sklepie znika towar, więc postanowił przyjrzeć się klientom. Pewnego dnia trafił na podejrzanie zachowującego się nastolatka.

- Na moich oczach wziął plecionkę, udał się z nią do pomieszczenia obok, schował ją i przyszedł do stojaka. Wziął drugą plecionkę, znowu ją schował w drugim pomieszczeniu i odszedł. Okazało, że chowają wszystkie rzeczy do plecaków. Plecaki były praktycznie pełne, chcieli je wynieść ze sklepu - powiedział Artur Ostrowski Małgorzacie Frydrych, dziennikarce Interwencji Polsat News.

O sprawie poinformował Komendę Miejską Policji w Żorach, która potwierdziła, że w plecakach znaleziono sprzęt wędkarski o wartości 600 złotych. W przypadku takiej kwoty mowa o przestępstwie, co dla obu nastolatków może zakończyć się dozorem kuratora.

Udostępnił wizerunek nastolatków. Zapłaci 50 tys. złotych?

Właściciel sklepu zamieścił na Facebooku wizerunki i dane nastolatków, którzy dokonali kradzieży. Jak wyjaśnił dla Polsat News, nie chciał się zemścić, ale pokazać, że ze złodziejami trzeba walczyć. Wkrótce po tym otrzymał pismo od radcy prawnego, który domaga się w imieniu nastolatków przeprosin i 50 tys. złotych zadośćuczynienia.

- Ze mnie robi się przestępcę, dostałem pismo od ich radcy prawnego, że mam ich oficjalnie przeprosić i zapłacić 50 tys. złotych w ciągu dwóch tygodni. Inaczej oddadzą sprawę do sądu. Zwariowałem, powiedziałem, że nie ma takiej opcji. Ruszę niebo i ziemię, żeby pokazać ludziom, że z tym trzeba walczyć - podkreślił Artur Ostrowski w rozmowie z dziennikarką Interwencji.

Nie wiadomo, czy sprawa ostatecznie trafi do sadu.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon