Według oficjalnego komunikatu PSP, w akcji brało udział 29 pojazdów straży pożarnej i ponad 100 ratowników. Strażacy przez wiele godzin walczyli z ogniem, który rozprzestrzeniał się szybko ze względu na konstrukcję i wyposażenie hali.
- Pożar w miejscowości Aleksandria Pierwsza został opanowany. Aktualnie trwa dogaszanie zarzewi ognia, a na miejscu działa 29 pojazdów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej – poinformowała PSP.
Szczegółowe relacje publikowały również jednostki OSP, m.in. OSP Hutki, które opisywały trudne warunki akcji i konieczność kierowania kolejnych zastępów z powiatu częstochowskiego. Na ten moment nie ma informacji o osobach poszkodowanych.
- Działania gaśnicze prowadzone były zarówno z wnętrza obiektu oraz przy użyciu drabin mechanicznych i podnośników. Kluczowym zagrożeniem były zbiorniki z olejem hydraulicznym, w tym jeden stał się głównym źródłem pożaru. Do jego ugaszenia użyto ciężkiej piany gaśniczej po wcześniejszym demontażu części poszycia ścian i dachu - informują w PSP.
Strażacy podkreślają, że była to jedna z największych akcji gaśniczych w regionie w ostatnim czasie. Przyczyny pożaru będą ustalane przez biegłych.
Seria pożarów hal i składowisk w woj. śląskim
Pożar w Aleksandrii Pierwszej to kolejny w ostatnich miesiącach duży incydent pożarowy w regionie. W województwie śląskim regularnie dochodzi do pożarów hal, magazynów i składowisk odpadów — część z nich ma charakter przypadkowy, inne budzą podejrzenia o celowe podpalenia.
Dlaczego w regionie dochodzi do tylu pożarów?
Śląskie jest jednym z najbardziej uprzemysłowionych województw w kraju. Duża liczba hal, magazynów, zakładów produkcyjnych i składowisk odpadów sprawia, że ryzyko pożarów jest wyższe niż w innych częściach Polski. Do tego dochodzą:
- stare instalacje elektryczne,
- nielegalne składowiska,
- przeciążone magazyny,
- celowe podpalenia, t
- błędy ludzkie i zaniedbania.
PSP regularnie apeluje o kontrole i zgłaszanie nieprawidłowości, zwłaszcza w miejscach, gdzie przechowywane są odpady lub materiały łatwopalne.
Pożary w Polsce to rosyjski sabotaż?
Wraz z serią pożarów hal i składowisk w Polsce coraz częściej pojawiają się pytania o możliwy rosyjski sabotaż. Niektóre sprawy rzeczywiście mają już potwierdzone wątki wywiadowcze, inne pozostają jedynie w sferze podejrzeń. Oto syntetyczne podsumowanie aktualnego stanu wiedzy:
Co jest pewne? Że istnieją udowodnione przypadki podpaleń dokonanych na zlecenie rosyjskich służb. W 2024 roku polskie służby zatrzymały osoby odpowiedzialne za podpalenia m.in. w Warszawie i Radomiu, działające na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Prokuratura i ABW potwierdziły rosyjski ślad w kilku śledztwach. Dotyczy to m.in. pożaru Marywilskiej 44 oraz prób sabotażu infrastruktury w innych częściach kraju. Rosja prowadzi w Europie operacje dywersyjne. Zachodnie wywiady i analizy OSW wskazują, że Kreml wykorzystuje podpalaczy, prowokatorów i siatki agenturalne do destabilizacji państw UE.
Co pozostaje w sferze podejrzeń? Na dziś nie ma dowodów, że większość pożarów hal i składowisk w Polsce to sabotaż. W wielu przypadkach przyczyny są lokalne: zaniedbania, przeciążone instalacje, nielegalne składowiska, błędy ludzkie lub celowe podpalenia o motywach ekonomicznych. Nie potwierdzono, by ostatnia fala pożarów w woj. śląskim była elementem skoordynowanej operacji. Służby analizują każdy przypadek osobno, ale nie wskazały dotąd na wspólny mianownik.
Co więc mówią służby? Że Polska jest jednym z celów rosyjskich działań sabotażowych, ale każdy incydent wymaga indywidualnego potwierdzenia. ABW i policja prowadzą wzmożone działania analityczne, zwłaszcza w sprawach dotyczących infrastruktury krytycznej, magazynów i składowisk odpadów. Zaś służby apelują o ostrożność w formułowaniu wniosków, podkreślając, że nie każdy pożar ma podłoże wywiadowcze, a pochopne łączenie zdarzeń może wprowadzać w błąd.