Pierwsze „homomałżeństwa” zawarte za granicą zarejestrowane w Polsce, a radni wypinają piersi po ordery. Czy pomyliły im się role?

„Małżeństwa jednopłciowe” rozgrzały ponownie debatę publiczną, pierwsze akty takich związków zawartych za granicą zarejestrowano w Polsce, a politycy na wyścigi starają się podpiąć pod temat. Ci, którzy uważają to za sukces, chcą sobie przypisać cząstkę jego autorstwa, zaś twierdzący, że to kolejny etap upadku przypominają, jak walczyli przeciw niemu. Do tych pierwszych aspirują nawet radni, choć kompetencje rad gmin w tej sprawie są dokładnie żadne.

il.: SI
Sosnowiec. Pałac Ślubów LGBTQ+ (wizualizacja)
„Jako jedni z pierwszych w Polsce, wraz z takimi miastami, jak Kraków czy Wrocław, jeszcze w ubiegłym roku sosnowieccy radni zaapelowali do rządu o zmiany w systemie, aby miasto, a dokładnie Urząd Stanu Cywilnego otrzymał możliwość wpisywania aktów ślubów par jednopłciowych zawartych poza granicami kraju. Chodzi tu przede wszystkim o transkrypcję zagranicznego, legalnego aktu małżeństwa osób tej samej płci. (…) Pomysłodawczynią takiego apelu była radna, Ewa Szota oraz radni Koalicji Obywatelskiej, a pomysł został poparty także przez Lewicę. (...)” — napisał na portalu Facebook prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński 13 maja 2026 roku.

Wywołana przez prezydenta radna Rady Miasta Sosnowiec Ewa Szota odpisała w komentarzu tak:

„Dziękuję Panie Prezydencie za wsparcie tej inicjatywy. Nasz apel nie wynikał z polityki, ale z przekonania, że państwo nie może dzielić ludzi na równych i mniej równych. (…)”.

Rada Miasta Sosnowiec naciska w sprawie „małżeństw jednopłciowych”. I nic nie może

Zapytałem w komentarzu radną o to, jakie kompetencje mają rady gmin w tej sprawie i dostałem od Ewy Szoty odpowiedź następującej treści:

„Rada Miasta ma prawo zabierać głos i apelować w ważnych społecznie sprawach. Taki apel nie tworzy prawa ani nie zastępuje kompetencji rządu ale jest wyrażeniem stanowiska wspólnoty samorządowej w istotnej kwestii publicznej. W tym przypadku chodziło o problem nierównego traktowania części obywateli oraz potrzebę dostosowania przepisów do wyroków sądów i standardów praw człowieka. Uznaliśmy, że to temat na tyle ważny społecznie, że Rada Miasta miała prawo zająć stanowisko i to uczyniła.”

Przyjrzyjmy się zatem trzem istotnym tezom wynikającym z powyższych wypowiedzi:

  • to nie jest działanie polityczne,
  • chodzi o nierówne traktowanie części obywateli,
  • chodzi o problem ważny społecznie.

Spróbowałem przypomnieć sobie, czy były uchwały Rady Miasta Sosnowiec w istotnie ważnych sprawach dotyczących nierównego traktowania części obywateli, takich jak na przykład:

  • wiek emerytalny różny dla kobiet i mężczyzn,
  • orzecznictwo negujące prawo obojga rodziców do wychowywania potomstwa w równym stopniu w przypadku ich rozstania,
  • obciążenia dodatkowymi składkami na ubezpieczenia zdrowotne osób podejmujących dodatkową pracę choć nie dostają za to lepszej opieki zdrowotnej.

Mógłbym przywołać wiele jeszcze przykładów takich tematów ważnych społecznie, gdzie występuje nierówne traktowanie, niekiedy nawet w stopniu dużym. Ale w żadnym z nich Rada Miasta Sosnowiec nie uznała za stosowne zabrać głos przez blisko 3 dekady istnienia samorządu terytorialnego w Polsce. I dobrze, że nie zabrała głosu, bo nie ma żadnych kompetencji w tych sprawach i żadnej mocy sprawczej. Choć problemy, które podałem jako przykłady, dotyczą wielokroć większej liczby mieszkańców miasta, niż te, w sprawie których rada przyjęła uchwałę.

Wniosek z tego jest oczywisty i przeczy deklaracji radnych. To uchwała czysto polityczna, której wyłącznym celem było przypodobanie się swojemu elektoratowi. Bowiem wpływ tej uchwały na fakt, że sądy administracyjne wydały orzeczenia nakazujące rejestracje „małżeństw jednopłciowych” w Polsce był żaden. Wszak sądy są niezawisłe i nieczułe na jakiekolwiek naciski, czyż nie?

Czy po to wybieraliśmy radnych? Opinia

Pierwszy tekst na ten temat opublikowałem na początku tego roku po długim wahaniu. Bowiem wyrażenie opinii w tak drażliwym temacie prawdopodobnie poskutkuje natychmiastowym przyklejeniem mi łatki politycznej przez niektórych ludzi, którym polityka przesłania oczy na cały świat. Ponieważ jednak, mimo unikania przeze mnie wyrażania opinii i ograniczania się niemal wyłącznie do relacjonowania faktów i ewentualnie opinii cudzych, i tak nazwano mnie w ubiegłym roku już lewakiem, prawakiem, neoliberałem, faszystą, komunistą, KODziarzem, PiSuarem, silniczkiem, konfiarzem, onucą i jeszcze kilkoma równie niecelnymi i pogardliwymi określeniami, uznałem że nie ma co na opinie takich osób zważać i postanowiłem napisać kilka słów komentarza.

Rady gmin (w tym miast), z założenia, nie są ciałami politycznymi. Mówił o tym nawet prezydent Sosnowca w przedświątecznej rozmowie z nami, że większość samorządowców nie jest bezpośrednio zaangażowana politycznie. Praktyka pokazuje jednak coś innego. Oczywiście, że radni startują także z list partyjnych, bo to im daje pewien bonus – głosy wyborcze od ludzi, którzy żyją polityką. Głosy tych wyborców, dla których ważniejszym jest, kto pod jakim szyldem kandyduje od tego, jakie dana osoba ma pomysły na miasto, jakie cele i jakie umiejętności, które pozwalałyby te pomysły zrealizować.

Fakt zaangażowania politycznego i sympatii nie jest jednak usprawiedliwieniem politykierstwa w organie samorządowym, którego celem jest działanie na rzecz dobra wspólnoty jaką stanowią mieszkańcy gminy. Innymi słowy – dbałość o to, co jest zadaniem gminy. My – mieszkańcy – wybieramy Was po to, byście się zajęli szkołami, przedszkolami, chodnikami, ulicami, opieką nad niepełnosprawnymi i starszymi, komunikacją zbiorową, planowaniem kierunków rozwoju, likwidacją barier tego rozwoju, komunikacji itd.. Wśród tych zadań nie ma podejmowania uchwał w sprawach, które nie należą do rad gmin – a do takich należy sprawa uznania przez Polskę związków osób tej samej płci, zawartych za granicą Polski. To jest sprawa wyłącznie władzy krajowej i najprawdopodobniej – także konieczności zmiany Konstytucji RP.

A czy radni mogą mieć takie zdanie, jak podjęli w uchwale? Oczywiście mogą zarówno mieć, jak i wyrażać. Jak każdy obywatel. Ale czy powinni to robić w imieniu rady miasta, czyli poniekąd w imieniu wszystkich mieszkańców? Otóż, moim zdaniem, nie. I to bez względu na to, czy byłaby to uchwała o treści takiej, jak przegłosowano w Sosnowcu, czy przeciwnej. Bo przecież nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której rada miasta, zdominowana przez PiS czy wręcz prawicę – podejmuje uchwałę wzywającą rząd, parlament czy prezydenta kraju, by absolutnie nie wdrażali orzeczenia TSUE w życie. Byłoby to tak samo niewłaściwe, bo: bezskuteczne – to raz – dzielące lokalną społeczność – to dwa – oraz nieuprawnione – to trzy.
Przecież demokratyczny mandat do sprawowania władzy, czyli uzyskanie przewagi w wyborach, nie uprawnia nikogo do wypowiadania się w imieniu wszystkich. Powinien to rozumieć każdy, kto złości się, kiedy wybrany Prezydent RP – obecny czy któryś z poprzednich – wypowiada się w imieniu Polaków (sugerując lub wprost mówiąc, że wszystkich), choć blisko połowa nie głosowała na żadnego z nich. Dokładnie tak samo niewłaściwe jest zabieranie głosu w imieniu ogółu przez dowolny organ władzy. I kogokolwiek innego. Demokratyczne sprawowanie władzy bowiem to prawo do podejmowania decyzji w imieniu wszystkich, lecz nie prawo mówienia w imieniu wszystkich.

Dla zobrazowania istoty problemu podam taki przykład. Czytelnicy naszych portali szukają u nas informacji. Większość z nich tak robi, bo pomijam tych, którzy szukają jedynie okazji, by się pokłócić lub naubliżać komuś, dając upust swej frustracji. Każdy znany mi dziennikarz ma poglądy polityczne, większość wyraziste. Ja także je mam i często je wyrażam publicznie, lecz nie jako medium pod określonym tytułem, ale jako ja – Robert Lechowski – poza mediami, w których pracuję. Bo zarówno firma, która mnie zatrudnia, jak i czytelnicy jej portali, oczekują ode mnie pozyskiwania i dostarczania rzetelnych informacji. Bez względu na to, czy czytelnik lub widz głosuje na partię Q,V,X czy Y. Bo dziurawy chodnik, zalewana ciągle droga, awaria w szkole, smród z wysypiska czy przestępcy krzywdzący mieszkańców — nie mają barw politycznych. W moim głębokim przekonaniu medium lokalne nie jest od politykierstwa. W mediach jest miejsce na opnie, lecz z jasnym zaznaczeniem, że to felieton czy komentarz subiektywny. I raczej nie będą to zbyt często media lokalne.

Tak samo, według mnie, jest z rolą radnego – zarówno gminnego, jak i powiatowego czy wojewódzkiego. To przede wszystkim służba, funkcja społeczna, nie zaś praca. I naprawdę rozumiem, że radni ci mają swoje poglądy, które mają pełne prawo wyrażać publicznie, jakiekolwiek one są i zgodne z linią której partii są. Natomiast problem się rodzi wówczas, gdy te poglądy przyjmują formę aktu formalnego, takiego jak uchwała rady gminy (miasta lub wsi), powiatu, regionu. Bo Państwo nie mówią wówczas już jako pan Iksiński czy pani Igrekowska, tylko mówią jako organ reprezentujący wszystkich mieszkańców. I Państwo nie podejmują w ten sposób żadnej decyzji, do czego byliby uprawnieni. Państwo wykorzystują jedynie swą pozycję do nieuprawnionego wzmocnienia głosu swej manifestacji politycznej. Tak to widzę.

Dziury w drogach, zablokowane chodniki, niedorzeczne drogi dla rowerów? „Nie mamy na wszystko czasu”

Zastanawia mnie, jak to jest, że niekiedy radni nie znajdują czasu na zajęcie się sprawami, które sygnalizują im mieszkańcy. I są to często ważne sprawy w codziennym życiu, na które radni mają realny wpływ. Natomiast na sprawy o jawnie politycznym wydźwięku, na które radni nie mają wpływu żadnego, czas znajdują. Takich spraw jest trochę, o czym mówi wiele internetowych komentarzy mieszkańców. Nie takich, w których winią władze miasta za wszystko, co się w mieście dzieje, łącznie z zachorowaniami na zapalenie spojówek i katar. Ale sygnalizujących ważne sprawy. Ja tylko podam trzy przykłady spraw, które ja sygnalizowałem – nie jako dziennikarz, ale jako mieszkaniec miasta.

  • słupy oświetleniowe, stawiane na środku chodników mimo ich wymiany i remontu chodników, kiedy jest okazja, by je przesunąć we właściwe miejsca – pisałem u kilkorga radnych stosowne komentarze, które nigdy nie spotkały się z jakąkolwiek reakcją;
  • bajoro w sosnowieckiej Dańdówce, na jezdni i chodniku między ulicą Wojska Polskiego a hutą, przez które nie da się w żaden sposób przejść w czasie i po deszczu; tą drogą przez blisko półtora roku musieli chodzić piesi podczas przebudowy zamkniętego wiaduktu – także z wózkami i na wózkach; zwracałem się wówczas do dwojga radnych dzielnicy – bez odzewu; co ciekawe – odpowiedziała i zainteresowała się wówczas sprawą jedna osoba, która przestała wykazywać zainteresowanie, gdy… sama została radną;
  • przejście przez torowisko kolejowe między ulicami Dęblińską/Naftową a Sobieskiego; miasto „przespało” okazję, by zwrócić się do »PKP Polskie Linie Kolejowe« i wspólnie zbudować przejście pod torami, co byłoby idealnym rozwiązaniem problemu braku przejścia dla pieszych między dwiema częściami miasta; to jest realny problem, gdyż najkrótsza, legalna droga to prawie kilometr dalej piechotą; zarówno ja, jak i inni mieszkańcy, zwracali się do radnych, by zainterweniowali i zmotywowali miasto, bo przecież to jedna z ich ról – reagować na uzasadnione potrzeby mieszkańców; skończyło się tak, że nikt z miasta nie zwrócił się do kolei z konkretnym wnioskiem na czas; teraz – kiedy jest już po czasie, by zrobić to z sensem – stanie tam wielka konstrukcja nad ziemią, czyli kładka; będą co prawda windy dla rodziców z wózkami czy dla niepełnosprawnych, które oczywiście za jakiś czas nie będą sprawne, tak jak w innych miejscach w mieście (patrz: na przykład „Ślimak” lub schody ruchome na „Patelni”); przedstawiciel »PKP PLK« powiedział mi wprost, że gdyby miasto zwróciło się wcześniej do nich, wówczas tunel pod torowiskiem był jak najbardziej realny i łatwy do wykonania, w dodatku o wiele tańszy, niż kładka; jestem przekonany, że na otwarciu tej kładki, która nigdy nie powinna powstać, będzie tłum radnych, chętnych otrąbić swój sukces, choć brak tunelu jest ewidentną porażką – rozsądku, właściwego gospodarowania i po prostu – dobrej roboty.

Ciekawe, co zostanie zawalone lub zrobione nie tak dobrze, jak powinno być, gdyby Szanowni Radni zajęli się swoimi obowiązkami zamiast w tym czasie procedować uchwały bez żadnej mocy, za to dzielące ludzi i sprawiające, że się pokłócą na święta (bo uchwałę przyjęto tuż przed Bożym Narodzeniem ubiegłego roku).

„Loteria urodzeniowa” w Sosnowcu. Można będzie wygrać mieszkanie za urodzenie dziecka?

„Loteria urodzeniowa” w Sosnowcu. Czy możliwość wygrania mieszkania zatrzyma negatywne trendy demograficzne?

Sposób na pogarszające się wskaźniki demograficzne?

ŚlązaQ #100. Arkadiusz Chęciński – Prezydent Miasta Sosnowiec. 23 grudnia 2025

Arkadiusz Chęciński. Dlaczego prezydent Sosnowca został youtuberem, co zrobić z Zagłębiem, rowerzystami i pieszymi oraz czy uczynimy Sosnowiec znów wielkim? ŚlązaQ #100

Czy Sosnowiec będzie znów wielki? Rozmowa z Arkadiuszem Chęcińskim

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama