Katarzyna Pachelska
Robert Konieczny, architekt

Robert Konieczny o Spodku: "Gwiezdne wojny", koncert Lady Pank i ikona Katowic

Katowicki Spodek został otwarty dokładnie 51 lat temu, 8 maja 1971 roku. Dziś słusznie jest uznawany za ikonę miasta - mówi Robert Konieczny, światowej sławy architekt, katowiczanin, i wspomina premierę "Gwiezdnych wojen" w kinie w Spodku, koncert ulubionej kapeli i zawody, na których zdobył najgorsze miejsce.

Pan jest starszy czy młodszy niż Spodek?
Starszy! (śmiech). Ja jestem z grudnia 69’, a Spodek z maja 71’.

Pewnie ma pan osobiste wspomnienia związane ze Spodkiem, jeszcze z lat dzieciństwa w Katowicach?
Mogę wymienić trzy najważniejsze doświadczenia. Pierwsze gdy byłem z tatą na premierze „Gwiezdnych wojen” w kinie w Spodku. Wtedy dopiero przeprowadziliśmy się do Katowic z Kochłowic. To doświadczenie, te statki kosmiczne wypływające z olbrzymiego ekranu właśnie w tym budynku w kształcie latającego talerza spowodowało, że przez wiele lat Spodek był moim numerem 1, jeśli chodzi o budowle. Ta skala, ta forma, te statki kosmiczne. Tego się nie zapomina.

A drugie wspomnienie?
Pamiętam też pierwszy koncert w moim życiu – to był Lady Pank, mój ulubiony zespół, grający w Spodku. Coś niewiarygodnego. Trzecie doświadczenie miałem z innej perspektywy. Byłem szermierzem, szablistą. Pierwsze moje zawody odbyły się właśnie w Spodku, to były Mistrzostwa Śląska. Wylądowałem w finale. Wielkie przeżycie. Zdobyłem najgorsze miejsce, czyli czwarte. Przegrałem zresztą z moim kolegą, z którym zawsze wygrywałem na treningach. Ale za to wygrałem z gościem, który zdobył pierwsze miejsce. Wtedy byłem poniekąd na scenie Spodka. Potem kolejne koncerty, różne akcje, teraz już targi, bo Spodek jest fajnie połączony z Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Tworzą zgrany duet.

Sentymenty na bok. Jak pan ocenia budynek Spodka jako architekt? Dla zwykłego człowieka zaprzecza on prawom fizyki, bo ma dach znacznie szerszy niż podstawę.
Dach nie stoi klasycznie na ścianach, tylko wisi. Pochylone ściany Spodka są złapane linami, które z kolei zbiegają się w tej małej kopule na szczycie, i powoduje, ze ściany nie opadają. To dla mnie, jako architekta, ciekawa, złożona konstrukcja. Dlatego tam nie ma żadnych podpór, dlatego to jest takie lekkie, a w środku jest olbrzymia przestrzeń. Sama ta bryła jest fajna, siedzi.

Siedzi jakby UFO wylądowało.
Ale siadło tak, że nie ma pytań.

Pierwotnie jednak to nasze UFO miało siedzieć gdzie indziej, bo na terenie Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, w Chorzowie, a nie w Katowicach. To Jerzy Ziętek, zobaczywszy potencjał tego niecodziennego projektu zdecydował, że stanie gdzie indziej, w centrum Katowic. To była dobra decyzja?
Jak najbardziej. Nie chcę tu używać górnolotnych słów, ale trzeba mieć niesamowity instynkt, by podjąć taką decyzję. To wszystko nie mogło się ułożyć lepiej.

Uważa pan, że Spodek zasługuje na miano ikony Katowic?
Tak, on jest ikoną Katowic, i zawsze będzie. To obiekt wyjątkowy nie tylko w skali Polski, ale świata. Jego struktura, forma, konstrukcja są absolutnie niecodzienne, niespotykane, trudne. Określenie go ikoną nie jest na wyrost.

Wydaje się, że Katowice, tak jak nie szanują różnych innych budynków, czego przykładem wyburzenie dworca PKP, to ze Spodkiem obchodzą się jak z jajkiem. Pamięta pan pewnie, jaka była awantura przy okazji wymiany łusek Spodka.
Wszyscy, poczynając od władz miasta, a kończąc na zwykłym mieszkańcu, czujemy, że to jest coś wyjątkowego. Każdy z nas ma jakieś skojarzenia, wspomnienia związane ze Spodkiem. Każdy z nas wie, że przez Spodek Katowice są kojarzone w Polsce. To jest obiekt, który goście zapamiętują. Dlatego podchodzimy do niego z pietyzmem i większą uwagą.

Coś by pan zmienił w otoczeniu Spodka? Nie boli pana ten wybetonowany, zwykle pusty, plac przed naszą ikoną?
W Katowicach nie ma takiego typowego placu miejskiego, jak w innych miastach. Miejsce przed Spodkiem służy miastu jako taki plac. Tu może się zebrać większa liczba ludzi, tu można zrobić imprezę na zewnątrz. Każde miasto potrzebuje takiej przestrzeni. Siłą rzeczy, gdy tam nikogo nie ma, to jest zwykły pusty plac. Jakbyśmy tam posadzili zieleń, to to miejsce straciłoby funkcję placu miejskiego. Wiadomo, że można jakoś pokombinować, żeby było bardziej zielono, ale zasadniczo ja bym tego miejsca jako placu miejskiego nie psuł. Dzięki niemu Spodek dobrze otwiera się na miasto, nic go nie zasłania. To działa, pracuje.

Podobają się panu nowe budowle, które wyrosły przy Spodku, w Strefie Kultury?
Otoczenie Spodka jest bardzo fajne, pudełkowe. Wszystkie obiekty w Strefie Kultury to są różnego rodzaju pudełkami, rozmaicie przetworzonymi. Tu pogniecionymi, tu poukładanymi w ciekawy sposób. Mamy kółko, czyli Spodek, i pudełka wokół. To dobrze do siebie pasuje. Fajne jest to, że rozstrzygnięto konkurs na budynek parkingu w Strefie Kultury, który wszystkie samochody zgrupuje, i przestrzeń wokół budynków stanie się jednym wielkim parkiem. To będzie zielone miejsce, gdzie będzie można dobrze spędzić czas.

To dobrze, że wokół Strefy Kultury powstają osiedla mieszkaniowe?
Tak. Absolutnie jestem zwolennikiem tego, by te tereny zabudowywać. Dzięki temu zabudowa będzie zróżnicowana, i połączy ten teren z Bogucicami. Powinna tam powstać fajna przestrzeń do życia i mieszkania.

CZYTAJ TEŻ:

Katowice w latach 70. XX wieku

Może Cię zainteresować:

Katowice z lat 70. Te fotografie układają się w opowieść o zapomnianej nowoczesności miasta

Autor: Tomasz Borówka

11/07/2022

Katowice Jurand Jarecki

Może Cię zainteresować:

Katowice na kolorowym filmie z 1974 roku. Pierwsze lata Spodka w Katowic. Jedna z epok miasta "wiecznie niedokończonego"

Autor: Redakcja

14/06/2022

Katowice Jurand Jarecki22

Może Cię zainteresować:

Niepowtarzalne kolorowe zdjęcia Katowic z lat 60. i 70. Z teki architekta Juranda Jareckiego, który pokochał to miasto

Autor: Katarzyna Pachelska

10/09/2022