Roman Balczarek
Wojciech Jaroszewicz i jego Zasady pisowni języka śląskiego

Ślązacy nigdy nie przeklinali, prawda? Jest pierwsze opracowanie języka śląskiego prof. Jaroszewicza

Niedawno wydane “Zasady pisowni języka śląskiego” to pierwsze w pełni naukowe opracowanie języka śląskiego i jednocześnie pierwszy słownik ortograficzny śląskiego. A jeśli tego mało, to dr hab. Henryk Jaroszewicz opracował gramatykę i stworzył korpus języka śląskiego, który dzięki literaturze wyłania się z różnych gwar. Co wiemy dzięki tej lekturze?

Roman Balczarek: Zasady pisowni języka śląskiego. Czyli co?
Henryk Jaroszewicz: Jest takie powiedzenie, pochodzące jeszcze z XIX wieku, kiedy niemal hurtowo tworzono języki standardowe: “pisz tak, jak piszą dobrzy pisarze”. Wziąłem to sobie do serca i tworząc “Zasady pisowni języka śląskiego”, uznałem, że najlepiej, aby podstawą języka śląskiego stał się język współczesnej śląskiej literatury, czyli tej najbardziej prestiżowej warstwy śląszczyzny. Podczas prac kodyfikacyjnych gwary i śląskie dialekty zostawiłem trochę z boku – mówiąc obrazowo, nie chodziłem co chwila do ‘ōpy’ i nie pytałem się: “ōpa, jak to sie dŏwnij u wŏs gŏdało?”. Podstawą kodyfikacji stał się bowiem obszerny, liczący przeszło milion wyrazów korpus zbudowany w oparciu o współczesne śląskie teksty literackie – teksty które weszły do korpusu samodzielnie dobrałem i komputerowo opracowałem. Dlatego nie gwarantuję, że każda forma, która znajduje się w słowniku ma potwierdzenie w jakiejś konkretnej śląskiej gwarze, ale na pewno została użyta przez przynajmniej dwóch śląskich pisarzy. Wyjątkiem jest wąska grupa słów oznaczonych w słowniku gwiazdką, które pomimo niespełniania przyjętego kryterium frekwencji, z różnych powodów zdecydowałem się umieścić w pracy.

Ale Śląsk jest zróżnicowany. I język śląski również.
Tak, to prawda. Dlatego słownik dołączony do “Zasad” to słownik języka, a nie słownik gwar. Uprzedzając kolejne narzucające się pytanie – nie, nie obawiam się rozdźwięku pomiędzy śląskimi gwarami, mową śląskiej ulicy, a modelem języka zawartym w “Zasadach”. Czymś naturalnym jest przecież to, że inaczej się mówi w domu, na podwórku, a inaczej się pisze i mówi w szkole. Podobnie nie martwi mnie gwarowe zróżnicowanie Śląska, które często przedstawia się jako trwałą przeszkodę dla stworzenia jednego śląskiego języka. Przecież analogiczną sytuację mamy chociażby w języku polskim. Inaczej się mówi w Białymstoku, inaczej w Kielcach, Przemyślu, pod Rzeszowem czy w Pile. Inna intonacja, fonetyka, drobiazgi fleksyjne, inne słówka. Ale jednocześnie wszędzie w tych miastach obowiązuje standardowy język polski, którego uczy się w szkołach, który obowiązuje w przestrzeni oficjalnej. Dlaczego nie mielibyśmy zastosować analogicznego mechanizmu funkcjonowania językowych odmian śląszczyzny?

Najsłynniejszy polski językoznawca prof. Jan Miodek powiedział kiedyś, że nie da się skodyfikować “śląskiej gwary”, bo to za trudne.
Nie chcę, żeby to zabrzmiało arogancko lub przemądrzale, ale poza faktem, że trzeba było samodzielnie znaleźć sposób finansowania pracy, większych trudności podczas realizowania projektu nie napotkałem. Nie było oczywiście żadnych szans na uzyskanie jakiegokolwiek ministerialnego grantu na “Zasady”, ale już sam koszt druku tej książki pokrył Wydział Filologiczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Za co oczywiście jestem wdzięczny swoim przełożonym. Pomijając więc wątek finansowy, prace nad “Zasadami” nie były specjalnie złożone. Przez większą część zawodowego życia zajmowałem się historią języków słowiańskich i ich standaryzacją. Obserwowałem naocznie, jak rozpada się język serbsko-chorwacki, jak wyłaniają się z niego samodzielne języki chorwacki, serbski, potem bośniacki i czarnogórski. Stopień złożoności wszystkich tych procesów destandaryzacji i standaryzacji zachodzących w dawnej Jugosławii był dla mnie niezłą szkołą. Kodyfikacja języka śląskiego nie odbiega specjalnie od metod kształtowania standardu innych nowych języków. Trzeba rozstrzygnąć podobny zestaw problemów, jak np. w przypadku kodyfikacji języka bośniackiego – trzeba wybrać podstawę standardu, trzeba się zastanowić jaki dystans ma różnić nowy standard od sąsiednich języków, trzeba dobrać system zapisu, ortografii i znaleźć właściwy balans pomiędzy konieczną nowatorskością a przyzwyczajeniami użytkowników. I tak dalej.

Feliks Steuer

Może Cię zainteresować:

Feliks Steuer. Człowiek, który „wymyślił" godkę i... wcale nie chciał, żeby została uznana za język

Autor: Roman Balczarek

14/10/2022

No to sztojer eli ślabikorz?
Dla mnie alfabet nie jest jakąś specjalnie istotną kwestią. W zasadzie moglibyśmy pisać po śląsku nawet w cyrylicy, szczególnie, że to alfabet historycznie bardziej słowiański niż alfabet łaciński. Chodzi mi o to, że alfabet to kwestia umowna, przede wszystkim forma, pewnego rodzaju opakowanie języka. Znów obrazowo mówiąc – wodę można nalać do butelki przezroczystej, do butelki z zielonego szkła, albo do metalowej puszki. Niezależnie od koloru i materiału pojemnika, cały czas będziemy mieli w pojemniku wodę. Więc dzisiaj teoretycznie moglibyśmy pisać po śląsku nawet cyrylicą, tyle że jest ona nieznana większości Ślązaków. Zmierzam tą okrężną drogą do konkluzji, że najlepiej wybrać do roli standardowego ten rodzaj alfabetu, który będzie najłatwiejszy do nauczania. Oczywiście wiem, że określony alfabet pełni też jakąś funkcję ideologiczną, symboliczną, ale wybrany sposób zapisu musi być przede wszystkim użyteczny. Istnieją nawet badania naukowe, które dowodzą, że nauka języków mniejszościowych jest łatwiejsza, jeśli ortografia tych języków jest zbliżona do powszechnie znanego języka większościowego. A taką właśnie ortografię oferuje ‘ślabikŏrz’, który w podstawowej wersji ma tylko dwie dodatkowe litery ô oraz ō i wykorzystuje większość reguł ortograficznych obecnych w standardowej polszczyźnie. To zapis, który Ślązakowi, w większości przypadków edukowanemu za pośrednictwem polszczyzny, nie powinien sprawić żadnych problemów.

A pisownia steuerowska?
Zawsze mnie bawiło popularne w pewnych radykalnych śląskich kręgach przekonanie „co sztojerowy szrajbůnek je echt ślůnski”. Że jest to najczystsze śląskie pismo, pismo o narodowo-śląskim DNA. No, ale zapomina się, że przecież sam Feliks Steuer był Ślązakiem ducha polskiego. Nowy alfabet pomagał mu w dodatku układać Kazimierz Nitsch, kolejny wielki polski patriota. Co najlepsze, Steuerowi nawet na moment nie przyszło do głowy uznać śląszczyznę za coś więcej niż jeden z polskich dialektów. Moim zdaniem przekonanie o immanentnej śląskości „sztojerowego szrajbůnku” wyrasta z niepotrzebnej próby mitologizowania ślaszczyzny, być może z jakiegoś masochistycznego pielęgnowania wydumanych, antypolskich urazów. Oczywiście zgadzam się, że ‘sztojer’ jest bardziej fonetyczny niż inne propozycje śląskiego zapisu, ale nie jest on konsekwentnie fonetyczny. Faktycznie, zapisuje się nim wiernie z wymową samogłoski miękkie, ale już nie odnotowuje się na przykład ubezdźwięcznień – piszemy w sztojerze “przodek, przodka, przodkůw”, a przecież konsekwentny zapis fonetyczny nakazywałby użycie form: “pszodek, pszotka, pszotkůf”.

Czyli jednak wygrywa ślabikorz?
Tak, chociaż podczas prac nad "Zasadami" długo debatowaliśmy nad ostatecznym składem ‘ślabikŏrza’. Pierwotnie chciałem nadać językowi śląskiemu dość wąską, rygorystyczną normę, a w takiej sytuacji trzy, oryginalnie „ślabikŏrzowe” litery õ, ã, ŏ stawały się zwyczajnie niepotrzebne. Wystarczającym byłoby usankcjonowanie jedynie dwóch nowych znaków: ô oraz ō. Podczas późniejszych dyskusji ze śląskimi pisarzami często jednak słyszałem głosy, że zawężanie liczby nowych liter tylko do ô oraz ō bardzo utrudni współtworzenie śląskiej literatury i rozwój języka śląskiego np. w opolskiej części Śląska, czy na Śląsku Cieszyńskim. Co ciekawe, za pozostawieniem w alfabecie kompletu pięciu oryginalnych ‘ślabikorzŏwych’ znaków optowali przede wszystkim pisarze z Chorzowa, Bytomia, Katowic! Ostatecznie za obligatoryjne, właściwe normie wzorcowej uznaliśmy znaki ô oraz ō, natomiast pozostałe trzy litery õ, ã, ŏ weszły w skład normy dopuszczalnej. Ich użycie jest więc możliwe, choć nie jest konieczne.

Marsz Autonomii 2021

Może Cię zainteresować:

Zapomniane śląskie słowa. Hardkorowy QUIZ znajomości ślonskiej godki

Autor: Arkadiusz Nauka

30/09/2022

A ile czasu zajęła praca nad "Zasadami..."?
Wliczając w to proces wydawniczy, który przebiegał bardzo sprawnie oraz czas poświęcony na zestawienie i opracowanie korpusu leksykalnego… wyszło prawie pięć lat. Paradoksalnie, w pracach „pomogła” epidemia COVID, która zamknęła mnie na długo w domu i skazała na dydaktyczną pracę uniwersytecką w formie online. Dzięki temu miałem trochę więcej czasu na prowadzenie badań i opracowywanie "Zasad.”

Wiemy już jak powstawała kodyfikacja i opracowanie korpusu, ale nadal nie wiemy jaki jest śląski. Niektórzy badacze, twórcy tzw. polisystemów łączą język i jego dzieła z tożsamością użytkowników i na odwrót. Cykl bez początku i końca.
Można to połączyć ze znanym poglądem, że człowiek tworzy język, a język tworzy człowieka. Tak, to bez wątpienia dotyczy też Ślązaków i języka śląskiego. Swoją drogą, analizując leksykę śląską można odkryć jej ciekawą fizjonomię. Okazuje się bowiem, że słownictwo literackiego języka śląskiego obfituje w wyrażenia abstrakcyjne, zintelektualizowane, a także wyrazy związane z przestrzenią miasta. Mamy więc: miyłość, przekōnanie, świadōmość, mamy też: gruba, fabryka, banka, ale i tyjater, muzeum. Słów odnoszących się do życia na wsi jest stosunkowo mało. Wszystko to stoi w opozycji do słów Jana Miodka, który przed dekadą powiedział wprost, że po śląsku nie da się wyrażać abstrakcyjnych pojęć. No cóż – okazało się, że jednak się da. Dzisiejszy język śląski to język zintelektualizowany i „zurbanizowany”.

I odmiejscowy. Dużo w nim toponimicznych słówek, bardzo konkretnych o niezwykle wąskich definicjach.
Tak, mamy w nim trochę słów o pochodzeniu toponimicznym. Zresztą, gdyby wybierać jakieś takie symboliczne, niosące ze sobą garstkę paradoksów, „panśląskie” słowo, które łączy Górny i Dolny Śląsk, to chyba najlepszy byłby bōnclŏk. To kamionkowy garnek z Bolesławca, czyli dawnego Bunzlau. Garnek, w którym można robić żur, barszcz i ogórki, ale kompotu już nie wolno. Często jeżdżę na targi porcelany i kamionki do Bolesławca, mam tam niedaleko z Legnicy. Nie wiem jednak, czy choć jeden procent Dolnoślązaków, którzy stoją za straganami wie, że istnieje takie słowo jak bōnclŏk. Oni po prostu sprzedają garnki. Ale też – gdyby sytuację odwrócić – pewnie niewielki odsetek Górnoślązaków wie, jakie jest pochodzenie słowa bōnclŏk, które przecież świetnie znają i na co dzień używają.

Oprócz bōnclŏka mamy cioroka, który oddaje naszą obsesję na punkcie porządku. Najbardziej mnie zastanawiała jednak zŏwitka. Samotna panna z dzieckiem. Wszystkie kryteria muszą być spełnione. Ciekawe czy to efekt popularności zjawiska?
Myślę, że tak. W obrębie każdego języka i każdej kultury krąży wiele autostereotypów. U nas zwykło się przyjmować, że Ślązaczki są wyjątkowo cnotliwe, albo że Ślązacy nigdy nie przeklinali i że dopiero kiedy „prziszły na Ślōnsk hadziaje a gorŏle” w śląskiej przestrzeni komunikacyjnej pojawiły się przekleństwa. Okazuje się jednak, że mamy w śląszczyźnie świetnie zakorzenione i znaczeniowo sprecyzowane słowo zŏwitka, które dowodzi wszystkiego z wyjątkiem jakiegoś szczególnie cnotliwego prowadzenia się Ślązaczek. Parę lat temu Małgorzata Iżykowska i Aleksandra Starczewska-Wojnar, analizując protokoły i zapisy z rozpraw sądowych przekonująco też dowiodły, że "kurwa" była w języku XIX-wiecznych Ślązaków częstą, lecz nader łagodną obelgą w porównaniu z całym zestawem innych, śląskich rynsztokowych wyzwisk i przekleństw.

A jak stary jest język śląski?
Problem z odpowiedzią na to pytanie wynika z faktu, że znaczenie słowa „język” jest bardzo pojemne. Dla przykładu – język polski to nie tylko skodyfikowany język używany w teatrze, telewizji, drukach urzędowych, nauczany na lekcjach języka polskiego w szkole. Gwara podhalańska, profesjolekt lekarzy czy żargon uczniów w lublińskiej podstawówce to też przecież język polski! Zresztą, jeśli zaprezentujemy Niemcowi czy nawet Czechowi nagranie ludowych pieśni weselnych z Mazowsza, a potem fragment telewizyjnych wiadomości, bez chwili wahania powie, że w każdym przypadku słyszał język polski. Dlatego musimy się zastanowić, czy mówiąc „język” myślimy o zbiorze wszystkich możliwych realizacji komunikacyjnych na danym obszarze narodowo-etnicznym, czy myślimy o czymś węższym, wysublimowanym, literackim. O wzorcowej i skodyfikowanej odmianie języka, spotykanej w literaturze, nauczanej w szkołach, stosowanej w administracji. Dlatego na pytanie: „jak stary jest język śląski?” nie padnie jedna odpowiedź, bo zwyczajnie paść nie może. Mogę więc odpowiedzieć – co zresztą jest napisane w pierwszym zdaniu mojej książki – że język śląski to najmłodszy język słowiański, mający niespełna dwadzieścia lat, wywodzący się bezpośrednio z dialektu śląskiego. Byłby to język śląski w tym wysublimowanym, wąskim, skodyfikowanym, literackim rozumieniu. Ale z drugiej strony, z czystym sumieniem uznaję słynne zdanie z Księgi Henrykowskiej “Day ut ia pobrusa, a ti poziwai” za najstarszy zabytek języka śląskiego. Oczywiście w tym wypadku pojęcie ‘język śląski’ rozumiem szeroko, jako zbiór wszystkich realizacji językowych, które nie należą do standardu polskiego, czeskiego czy niemieckiego, a były od wieków tworzone na Śląsku.

Najstarsze zdanie w języku polskim, które obecnie jest niezrozumiałe dla Polaka, a zrozumie je każdy Ślązak i Czech.
Tak, trochę to prawda. Swoją drogą, myślę, że należy je postrzegać jako regionalną współwłasność. Moim zdaniem do tej krótkiej frazy prawo mają zarówno Ślązacy, Polacy jak i Czesi. No, ale to tylko jedno zdanie. Z dłuższych tekstów literackich, które można włączać do kanonu zabytków języka śląskiego wymienić można XVII-wieczną satyrę “Płacz a narzykanie predykantōw ze Ślōnska wygnanych w Namysłowskim kraju”, świetnie niedawno opracowaną przez Mirosława Syniawę. Z dłuższych tekstów mamy oczywiście XVI-wieczny list Ambrożego Szklorza, naszpikowany śląskimi cechami językowym – ale to jeszcze nie jest tekst literacki.

Przy okazji tych dywagacji nad historią języka śląskiego, pojawia mi się w głowie zawsze pewna natrętna myśl, która kiedyś kazała mi przewartościować własne stereotypowe myślenie o języku i jego historii. Chodzi o to, że przywykliśmy do schematycznego postrzegania podrzędności dialektów wobec języka, traktujemy zwykle języki jako „właścicieli” dialektów. Mówi się, że język polski ma dialekty takie i takie, język niemiecki dialekty takie a takie, język angielski zaś dialekty takie i owakie... Ale przecież z historycznego punktu widzenia to nieprawda. Pierwotne były gwary, z nich dopiero posklejały się dialekty i dopiero na bazie dialektów mogły powstać języki. Czyli tak naprawdę to dialekty zradzają języki, a więc to dialekty mają swoje języki, a nie na odwrót! Co ważne, na bazie dialektu jakiś język literacki może się wytworzyć, ale wcale nie musi. Czasem pewna wspólnota nie odczuwa potrzeby budowania własnego, odrębnego języka literackiego. I tak właśnie długo było ze Ślązakami, którzy przez wieki, niemal bez wyjątku nie odczuwali potrzeby wytworzenia własnego standardu – wystarczał im w tej funkcji język niemiecki, polski, czeski. Moim zdaniem, teraz na przełomie tysiącleci, taką potrzebę w końcu wyraźnie odczuli i dlatego powołali do życia swój samodzielny język, język śląski.

***

W czasie naszej rozmowy pojawił się pewien wątek związany z nagraniami języka śląskiego z 1913 roku, o których to zresztą pisałem jakiś czas temu (droga Redakcja umieści zapewne link do artykułu). Mój rozmówca zauważył wtedy, że śląski ma niebywałe szczęście w kontekście takich nagrań. Inne języki nie miały go:
“U schyłku XIX wieku, pewien włoski dialektolog (Matteo Bartoli) spotkał się z ostatnim człowiekiem (Tuone Udaina) znającym wymarły już język dalmatyński, czyli, technicznie rzecz biorąc, ostatnią, archaiczną, lokalną odmianę klasycznej łaciny. Praktycznie wszystko co wiemy dzisiaj o języku dalmatyńskim jest owocem nigdzie nienagranych rozmów przeprowadzonych przez wspomnianego badacza i informatora. Sęk w tym, że informator w momencie przeprowadzania wywiadów nie miał już ani jednego zęba, był głuchy, trochę się jąkał, a po dalmatyńsku nie mówił od kilkudziesięciu lat. Dlatego też opisywaną w literaturze naukowej formę języka dalmatyńskiego trzeba dzisiaj traktować z wielką ostrożnością i rezerwą. My na Śląsku jesteśmy w całkowicie innej sytuacji, dysponując niezłej jakości zapisami dźwiękowymi, dającymi świetnie wyobrażenie języka śląskiego sprzed wieku”.

***

Nakład “Zasad pisowni języka śląskiego” jest „bibliofilski”, zbliżony do nakładu większości publikacji naukowych wydawanych w Polsce i wynosi raptem 210 egzemplarzy. Toczą się jednak zaawansowane rozmowy z wydawcą w sprawie dodruku. Ponieważ praca spełniać ma funkcje dydaktyczne, licencja na której została wydana pozwala na dość swobodne kopiowanie dzieła, jego przedruki i cytowania. “Zasady” wraz z dodatkiem gramatycznym to świetna pomoc dla osób piszących po śląsku – początkujący mogą tę pracę traktować jako podręcznik, zaawansowani użytkownicy jako precyzyjną pomoc weryfikującą wątpliwości językowe. “Zasady pisowni języka śląskiego” to jednak także bardzo ważny głos środowisk naukowych, które działają na rzecz standaryzacji języka śląskiego i prawne uznanie go za język regionalny.

Stove Selvagen

Może Cię zainteresować:

Śląski QUIZ na kryzys energetyczno-paliwowy. Konkretnie: co mo babsko rzić do wungla?

Autor: Arkadiusz Nauka

07/10/2022

Marsz Autonomii 2022 14

Może Cię zainteresować:

Ostateczny test znajomości języka śląskiego. Gorole nie dadzą rady. QUIZ

Autor: Arkadiusz Nauka

20/10/2022

Marsz Autonomii 2022 55

Może Cię zainteresować:

Śląskie słowa, przy których polszczyzna po prostu wysiada. Wiesz co oznaczają? QUIZ

Autor: Arkadiusz Nauka

18/10/2022