Lutnia Śląsk

Tak rodziła się godka. Oto najstarszy zapis dźwiękowy języka Ślązaków. Z 1913 roku

Rok przed wybuchem I Wojny Światowej, berliński nauczyciel Paul Schmidt odwiedził Górny Śląsk. Wyposażony w jeden z wynalazków Thomasa Edisona miał za zadanie sporządzić dokumentację folkloru Ślązaków. Paul Schmidt, wysłannik Berlińskiego Archiwum Fonograficznego przywiózł czterdzieści woskowych wałków, na których nagrały się głosy, śpiew i muzykę sprzed 110 lat.

Paul Schmidt nagrywał ludzi w trzech miejscowościach na zachodzie Rejencji Opolskie: Polnisch Rasselwitz, Sedchütz i Pechhütte. Dziś to Racławiczki, Dziedzice (nie te Czechowickie) i Smolarnia w województwie opolskim. Nagrania te są najstarszym znanym zapisem dźwiękowym języka Ślązaków. Chociaż i tu jest pole do dyskusji.

Paul Schmidt nie pozostawił po swojej wizycie żadnych fotografii, ale nie były one koniecznie. Berlińczyk doskonale wiedział, jak używać fonografu i reżyserować nagrania. Jakość nagrań pokazuje, że Schmidt znał każdy atut i słabość wynalazku Edisona. Wśród wszystkich zbiorów Berlińskiego Archiwum Fonograficznego Pieśni Ludowe Górnego Śląska są w czołówce jakości woskowych nagrań.

Efektem podróży z lipca 1913 roku były 34 nagrane walce woskowe. W archiwum przetrwały 32 walce, a 31 udało się zdigitalizować. Obecny zbiór, który można odsłuchać liczy sobie 43 utwory muzyczne, w tym część utworów instrumentalnych. Ponadto mamy do dyspozycji krótkie opisy z personaliami wykonawców i artykuł naukowy Paula Schmidta. To prawdziwe El Dorado dla etnografów.

Hameryka

Może Cię zainteresować:

Jak zwindykowałem Ślązaka w Teksasie. Wymyśliła go znana amerykańska gra komputerowa

Autor: Roman Balczarek

26/08/2022

Instytut Psychologii Humbolta

Pomysł, aby zrealizować nagrania narodził się już w 1900 roku. Carl Stumpf z Instytutu Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Berlińskiego był zafascynowany ideą nagrywania głosów ludzi. Początkowo było to jego hobby, lecz z czasem Stumpf podjął ambitny projekt stworzenia archiwum fonograficznego. Początki były związane bezpośrednio z instytucją Uniwersytetu, lecz Archiwum szybko się usamodzielniło stając się największą instytucją tego typu w kraju.

Nie wiemy jednak, dlaczego Stumpf zlecił Schmidtowi nagrania pieśni Ślązaków i dlaczego właśnie Schmidt miał być najlepszym człowiekiem do tego zadania. Na nasze szczęście liczy się efekt, a nagrania każdy z nas może samodzielnie odsłuchać, gdyż Berlin zdigitalizował wałki, a Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk udostępnił nagrania w 2017 roku.

Szła dzieweczka do laseczka

Nagrania dostarczają prawdziwej różnorodności muzycznej w ramach muzyki wiejskiej. Oczywiście na tyle na ile różnorodna ona była. Ciekawe jest to, że muzyka w 1913 była uważana przez młodszych mieszkańców wsi za przestarzałą, więc tak naprawdę mamy okno na XIX-wieczną muzykę. Młodzi gustowali bardziej w wielkomiejskich marszach niż w muzyce swoich ojców. Widać, że konflikt pokoleń muzyki był już na długo przed istnieniem zespołów Żelazna Dziewica czy Czerwone Ostre Papryczki Chilli.

Wśród wielu pieśni najbardziej rozpoznawalne dla mieszkańców województwa śląskiego będą “Szła Dziewieczka do laseczka” i “Niech żyje gospodarski stan” (czyli rolniczy z języka śląskiego), który to większość zna w innej wersji tekstowej- “Niech żyje górniczy stan”. Kolejnym smaczkiem z nagrań jest króciutki fragment dialogu tuż przed rozpoczęciem nagrywania. Jeden z wykonawców pyta się “Już?”, a Schmidt odpowiada “Ja”.

Język pieśni

I tak przechodzimy to tego co jest tak naprawdę najciekawsze. Możemy wreszcie przekonać się jak brzmiał język pieśni śląskich i możemy go skonfrontować z próbami zapisu śląskiego przez etnografów. To nie pseudo śląskie pieśni Zespołu Śląsk (który to pięknie śpiewa, ale repertuar to fugazi), a faktyczne ludowe pieśni bez nacisków politycznych.

Dynamite2

Może Cię zainteresować:

Górny Śląsk we włoskim Meksyku, czyli co spaghetti westerny mają wspólnego z powstaniami śląskimi

Autor: Roman Balczarek

12/08/2022

To, co mi się najbardziej rzuciło w uszy to słyszalna głoska w niektórych pieśniach “ę”. Dziś nieobecna w języku śląskim, a jeszcze 110 lat temu dało się gdzieniegdzie usłyszeć. Mimo to pieśni korzystają z wielu śląskich słów jak “dzioucha, mamiczka, padałaś mi”, a uważny słuchać odnajdzie nie tylko słowa, a całą gramatykę śląskiego. Repertuar pokazuje, że w przypadku pieśni codziennych śląski dominował, lecz kościelne pieśni były wykonywane w języku polskim. Nie jest to sensacja czy coś co zmienia aktualny stan badań, ale mówimy o kapitalnym dowodzie na te narrację. Zaznaczam jednak, że nie oznacza to, że modlono się wyłącznie po polsku. Naukowcy są zgodni, że sakralnymi językami Ślązaków był polski i niemiecki. W ciągu ostatnich dwustu lat śląski nie był językiem modlitw. A skoro o języku śląskim to słychać w nagraniach różnice między współczesnym śląskim, zwłaszcza gwarą centralną języka śląskiego, a ponad stuletnią wersją z powiatu krapkowickiego.

Zachęcam więc do zapoznania się samodzielnie z nagraniami. Są one w oszałamiającej jakości jak na standardy 1913 i w dość niskiej na obecne. Jednakże ich wartość jest ogromna, to kamień milowy w zakresie badań języka śląskiego i folkloru Górnego Śląska.

Dla zainteresowanych. Tu znajduje się zapis wykonu śląskich pieśni. Unikalna kolekcja.

Księża na autonomicznym Śląsku

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Autonomiczny Śląsk dbał o pracowników budżetówki? Najlepiej mieli księża

Autor: Dariusz Zalega

16/09/2022

Pg wodehouse 1945

Może Cię zainteresować:

P.G. Wodehouse, legendarny pisarz w Toszku: „Jeśli to jest Górny Śląsk, to jaki jest Dolny?”

Autor: Marcin Zasada

12/08/2022