Teatr okrutnego cudu wraca na Śląsk. Andrzej Kreutz Majewski i jego duchowi spadkobiercy w Katowicach

Od dwudziestego trzeciego września 2026 roku do czternastego marca 2027 roku Muzeum Śląskie w Katowicach zaprasza na podwójny projekt wystawienniczy poświęcony Andrzejowi Kreutzowi Majewskiemu. Ekspozycja „Wielkie sezony. Teatr Andrzeja Kreutza Majewskiego” oraz towarzyszący jej przegląd prac studentów krakowskiej ASP „Ulotne wizje” przypominają dorobek jednego z najodważniejszych scenografów drugiej połowy ubiegłego wieku. To rzadka okazja, by zobaczyć, jak wizjonerska wyobraźnia mistrza spotyka się z interpretacjami młodego pokolenia twórców.

Malarz, który pociągał za sznurki na światowych scenach

Kiedy Andrzej Kreutz Majewski wkraczał do teatru, polska opera zyskiwała nagle głos, którego słuchał cały świat. Przez lata jako naczelny scenograf Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie budował pomost między rodzimą sceną a międzynarodowym środowiskiem artystycznym. Współpracował z reżyserami formatu Augusta Everdinga, Jeana-Claude’a Ribery czy Kazimierza Dejmka oraz dyrygentami pokroju Georga Soltiego, Karla Böhma i Herberta von Karajana. Nie dbał o akademicki spokój. Wprowadzał na scenę autorską formę, w której współczesna awangarda zderzała się z neoromantyzmem, symbolizmem i monumentalizmem baroku. Krytycy bez wahania nazywali jego dzieła teatrem okrutnego cudu. Katowicka wystawa „Wielkie sezony. Teatr Andrzeja Kreutza Majewskiego”, kuratorowana przez Agnieszkę Kołodziej-Adamczuk, wyciąga z magazynów to, co w tym teatrze było najbardziej hipnotyzujące.

Zgromadzono tu sto sześćdziesiąt prac z dwudziestu siedmiu spektakli, wyselekcjonowanych z liczącej blisko czterysta pięćdziesiąt obiektów kolekcji. Fundament ten artysta przekazał swego czasu Centrum Scenografii Polskiej. Sercem ekspozycji są projekty i kostiumy do „Elektry” Richarda Straussa, realizowane w Kolonii, Warszawie, Hamburgu i Paryżu. Narrację otwiera projekt kurtyny do baletu „Święto wiosny” Igora Strawińskiego z polskiej prapremiery w 1962 roku. To wtedy zaczęła się ta długa, gorąca relacja Majewskiego z teatrem muzycznym.

Architektura lęku i kruche pomniki dzieciństwa

Życie artysty nosiło piętno historii. Urodzony 19 września 1934 roku w Brdowie, dorastał w czasach, gdy apokalipsa drugiej wojny światowej i skomplikowane rodzinne relacje odbierały poczucie bezpieczeństwa. Wychowywany głównie przez kobiety, przez całe dorosłe życie składał w całość swoją niepełną biografię, zmagając się z niepewnością pochodzenia. Być może dlatego w jego prywatnych dziennikach, pełnych notatek o snach i wizjach, dominują motywy śmierci, straty, lęku i wszechobecnej samotności. Sam zresztą powtarzał, że teatr jest dla niego wszystkim – raz rynsztokiem, raz Edenem, zawsze jednak dającym jakieś ukojenie.

Ta nieustanna potrzeba malowania obrazów, w których tworzył tak zwane kruche pomniki dzieciństwa, uformowała jego unikalny słownik symboli. W latach osiemdziesiątych, u szczytu swojej potęgi twórczej, gdy działał już jako niezależny demiurg, stworzył monumentalne realizacje takie jak „Pasja według świętego Łukasza” Pendereckiego czy „Król Roger” Szymanowskiego. Nie szedł na kompromisy. Zostawił po sobie nagrody, medale z Przag czy Nowego Sadu oraz status Koryfeusza Scenografii Polskiej, ale przede wszystkim zostawił specyficzny sposób patrzenia na przestrzeń sceniczną, który do dziś budzi skrajne emocje.

Gdy młodość mierzy się z dziedzictwem mistrza

Drugą część katowickiego projektu stanowią „Ulotne wizje...” – wystawa przygotowana przez studentów Katedry Scenografii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod okiem profesor Małgorzaty Komorowskiej. To podsumowanie całorocznej pracy młodych ludzi, którzy przez miesiące mierzyli się z archiwum mistrza. Majewski był zresztą silnie związany z krakowską uczelnią – studiował u Adama Marczyńskiego, Karola Frycza i Andrzeja Stopki, a od 1993 roku przez lata kierował tam Pracownią Scenografii Teatralnej. Zostawił po sobie pamięć pedagoga lapidarnego w korektach, ale niezwykle życzliwego i wymagającego.

Współcześni studenci nie poszli jednak drogą ślepego naśladownictwa. Pod okiem pedagogów, w tym współkuratorów dr Jadwigi Rożek-Sieraczyńskiej i mgr. Mateusza Pajerskiego, wzięli na warsztat kluczowe motywy jego twórczości: przemijanie, śmierć i biologiczny rozkład. W Pracowni Kostiumu poddali syntetycznej destylacji maskowe formy, pracując m.in. na surowym płótnie, by przełożyć indywidualne lęki malarza na uniwersalne doświadczenie pokolenia mierzącego się z traumami. Z kolei rekonstrukcja kostiumu z opery „Diabły z Loudun”, wykonana przez studentkę Marię Chybę, połączyła formy inspirowane ornatem i mitrą biskupią z ceramicznym szkieletem żeber. Zobaczymy tu także instalacje przestrzenne inspirowane dziennikami Majewskiego oraz prace nawiązujące do „Króla Edypa” czy „Hamleta”.

Całość tworzy niezwykły dialog pokoleń, w którym spękana ziemia z dawnych projektów mistrza spotyka się z nowymi pytaniami o samotność i poczucie winy. Wystawa w Muzeum Śląskim pozostanie czynna do połowy marca 2027 roku, dając rzadką szansę na zanurzenie się w świat, w którym teatr bywa surowy, olśniewający i bezwzględnie szery.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama