Marsz autonomii

Co stało się ze śląskim ruchem regionalnym? Kiedyś współrządzili, dziś tylko maszerują

Za tydzień, 16 lipca 2022 r., w Katowicach odbędzie się kolejny Marsz Autonomii organizowany przez Ruch Autonomii Śląska. Obok organizowanego zimą, Marszu na Zgodę, to w ostatnich latach jedyna widoczna aktywność środowiska, które przez kilka lat współrządziło województwem śląskim. Co się stało ze śląskimi regionalistami? Czy będą jeszcze odgrywać jakąś znaczącą rolę?

Wróćmy jednak do początków. W Polsce trwa transformacja ustrojowa. Po pierwszych częściowo wolnych wyborach, które odbyły się 4 czerwca 1989 r., powołano rząd na czele z Tadeuszem Mazowieckim, znanym działaczem opozycyjnym. Obok reprezentantów obozu solidarnościowego w jego składzie znaleźli się także członkowie partii rządzących w czasach PRL (PZPR, SD i ZSL).

Grupa społeczników z Górnego Śląska poczuła wtedy, że już można. Spotkali się w podziemiach kościoła pw. św. Jadwigi Śląskiej w Rybniku, gdzie 13 stycznia 1990 r. podpisali deklarację ideową "Ruch na rzecz pełnej autonomii Śląska". Byli wśród nich m.in.: ks. Henryk Jośko, Rudolf Kołodziejczyk czy Paweł Musioł. Rok później Ruch Autonomii Śląska został zarejestrowany jako stowarzyszenie. Istniał już wtedy Związek Górnośląski, ale od początku była to organizacja „zachowawcza”, która nie chciała drażnić rządzących w Warszawie.

Ruch Autonomii Śląską miał swoich posłów

Powstanie Ruchu Autonomii Śląska spotkało się z negatywną reakcją różnych polskich środowisk (co zresztą nie zmieniło się do dziś). Regionalne stowarzyszenie szybko rosło w siłę i w ciągu pół roku liczba jego członków przekroczyła sześć tysięcy. RAŚ stawiał nie tylko na działania związane z edukacją i kulturą, ale również polityką. Strategicznym celem stowarzyszenie jest bowiem uzyskanie autonomii dla Górnego Śląska.

W 1991 roku odbyły się pierwsze w pełni wolne wybory po upadku PRL-u. Wtedy jeszcze według dosyć liberalnej ordynacji wyborczej. Wystartował w nich Ruch Autonomii Śląska i to z sukcesem. Z listy RAŚ do Sejmu dostali się Andrzej Musioł, pierwszy przewodniczący stowarzyszenia oraz Kazimierz Świtoń, związkowiec i działacz opozycyjny w okresie PRL-u. Dziś mało kto o tym pamięta. W kolejnych wyborach parlamentarnych wprowadzono progi wyborcze w skali całego kraju i takie regionalne organizacje, jak RAŚ nie miały już szans na sejmowe mandaty. Działacze stowarzyszenie próbowali swoich sił z list partii ogólnopolskich, ale bez sukcesów.

RAŚ a spis powszechny

Ruch Autonomii Śląska trwał, ale przez lata niewiele z tego wynikało. Zmieniło się to, gdy w stowarzyszeniu pojawił się Jerzy Gorzelik, były działacz Solidarności Walczącej, a później jeden z liderów Związku Ludności Narodowości Śląskiej. W RAŚ został rzecznikiem prasowym i kierował katowickim kołem stowarzyszenia. W 2003 roku został jego przewodniczącym.

W szerszej świadomości Ruch Autonomii Śląska zaistniał przy okazji spisu powszechnego w 2002 r. Przed spisem stowarzyszenie prowadziło pod hasłem „Masz prawo zadeklarować narodowość śląską”. Kampanię skuteczną, bo narodowość śląską zadeklarowało ponad 173 tys. osób. Taki wynik bardzo zaskoczył polityków z Warszawy.

Kolejny spis powszechny pokazał, że to dobry kierunek działania. W 2011 roku narodowość śląską zadeklarowało blisko 847 tys. osób, w tym jako pierwszą 436 tys. Według tych danych Ślązacy to największa mniejszość narodowa w Polsce. W podejściu rządu centralnego nic się jednak nie zmieniło.

Obywatelski projekt ustawy uznający mniejszość śląską za mniejszość etniczną został odrzucony przez Sejm. Inicjatorem projektu była Rada Górnośląska zrzeszająca 11 śląskich organizacji i stowarzyszeń. Obok Ruch Autonomii Śląska m.in. Związek Górnośląski i Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej. Wyników ostatniego spisu powszechnego nadal nie znamy.

Autonomiści we władzach województwa. Panika w Polsce

W wyborach parlamentarnych regionalne organizacje nie mają szans, więc Ruch Autonomii Śląska postanowił zawalczyć o sejmik wojewódzki. W 2002 r. stowarzyszenie samodzielnie wystartowało w wyborach, ale bez sukcesu. W 2006 r. lista wyborcza RAŚ była zblokowana z listami PO i PSL (taką możliwość wprowadził ówczesny rząd). Jednak autonomiści znów nie uzyskali żadnego mandatu.

Zmieniło się to cztery lata później. W wyborach do sejmiku województwa śląskiego w 2010 r. Ruch Autonomii Śląska wystawił samodzielne listy i uzyskał 8,49% poparcia i wprowadził trzech radnych: Jerzego Gorzelika, Henryka Mercika i Janusza Witę. Regionalne władze Platformy Obywatelskiej zaprosiły autonomistów do wspólnej koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym.

To wywołało paniczną reakcję tak po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej. Sprzeciw był także w samej Platformie Obywatelskiej. W pierwszym głosowaniu odrzucono kandydaturę Jerzego Gorzelika na członka zarządu województwa śląskiego. Głosowanie trzeba było powtórzyć i – jak mówiono w kuluarach sejmiku – radni PO musieli użyć odpowiednich długopisów.

Koniec koalicji RAŚ z PO

Wspólne rządzenie układało się dobrze, aż do czasu awantury o wystawę dotyczącą historii Górnego Śląska w nowym gmachu Muzeum Śląskiego. Wystawa to pomysł Leszka Jodlińskiego, ówczesnego dyrektora muzeum. Jednak jej scenariusz nie wszystkim się spodobał. Jako pierwszy w 2013 r. zaprotestował Piotr Spyra z Ruchu Obywatelskiego Polski Śląsk, wtedy członek Platformy Obywatelskiej i wicewojewoda śląski. Stwierdził on, że na wystawie będzie „za dużo o Niemcach”.

Za dyrektorem muzeum stanął Ruch Autonomii Śląska, a jego koalicjant – Platforma Obywatelska – po drugiej stronie. Prawicowe media pisały o „germanizacyjnym kulturkampfie Jerzego Gorzelika”. Z kolei Adam Matusiewicz z PO, ówczesny marszałek województwa śląskiego, scenariusz wystawy nazwał „skrajnie proniemieckim”. Koalicja wisiała na włosku, ale przetrwała. Do czasu.

Po kompromitacji ze startem Kolei Śląskich Adam Matusiewicz przestał być marszałkiem, a jego miejsce zajął Mirosław Sekuła. Od początku swoich rządów „grillował” Jerzego Gorzelika. W końcu lider RAŚ miał dosyć. W kwietniu 2013 r. koalicja z PO została zerwana. Gorzelik zarzucił Sekule m.in. ustawianie konkursu na nowego dyrektora Muzeum Śląskiego. Stwierdził też, ze regionalne władze PO nie potrafią wyciągać wniosków z popełnionych błędów, a o samym marszałku mówił, że jest pełen podziwu dla „niewiarygodnej elastyczności” jego kręgosłupa.

W kolejnych wyborach samorządowych, w 2014 r., Ruch Autonomii Śląska wprowadził do sejmiku województwa śląskiego czterech radnych. Początkowo województwem rządziła koalicja PO-PSL-SLD, ale w czerwcu 2015 r. RAŚ do niej dołączył. Był temu przeciwny Jerzy Gorzelik, który miał w pamięci nieudaną współpracę w poprzedniej kadencji. Za zawarciem koalicji optował jednak wiceprzewodniczący RAŚ, Henryk Mercik. Tym razem to on został członkiem zarządu województwa, a koalicja przetrwała do końca kadencji.

Śląska Partia Regionalna i... wyborcza porażka

Jeszcze przed końcem samorządowej kadencji 2014-2018 nastąpiły przetasowania w śląskim ruchu regionalnym. Powołano m.in. Śląską Partię Regionalną. Za tym pomysłem stał Grzegorz Franki, przewodniczący Związku Górnośląskiego, który do nowego projektu namówił Henryka Mercika z Ruchu Autonomii Śląska. Środowiska obu stowarzyszeń miały współtworzyć nową partię.

Po pewnym czasie Franki przypomniał sobie jednak, że jest członkiem innej partii – Platformy Obywatelskiej i opuścił Mercika. Regionaliści postanowili jednak kontynuować projekt Śląskiej Partii Regionalnej i pod tym szyldem ostatecznie wystartowali w wyborach samorządowych w 2018 r. i… ponieśli klęskę.

Gwoździem do trumny był błąd podczas rejestracji komitetu wyborczego. Jego pełnomocnik w rubryce skrót nazwy komitetu wpisał KW ŚPR, choć można było wpisać pełną nazwę Śląska Partia Regionalna. Potencjalnym wyborcom trudno było więc było się w tym połapać, tym bardziej, że nazwy innych komitetów wyborczych były w pełnym brzemieniu. Na domiar złego tuż przed ŚPR na liście wyborczej znalazła się inna śląska partia – Ślonzoki Razem.

Stworzyli ją m.in. byli członkowie RAŚ, skonfliktowani z władzami stowarzyszenia i wystawili własne listy w wyborach do sejmiku województwa. Ostatecznie oba ugrupowania podzieliły się głosami – Ślonzoki Razem dostały 3,23%, a Śląska Partia Regionalna – 3,10% - i żadne z nich nie uzyskało mandatów w sejmiku. Liderzy Ślonzoków Razem nie ukrywali zresztą, że dla nich ważniejsze jest to, by ŚPR nie dostała się do sejmiku, niż mandaty radnych dla własnych kandydatów.

Czy śląski ruch regionalny się odrodzi?

Po tej wyborczej porażce śląski ruch regionalny zniknął z polityki. Postulaty regionalistów, dotyczące m.in. języka śląskiego przejęli członkowie ogólnopolskich partii: Monika Rosa - posłanka Koalicji Obywatelskiej, Łukasz Kohut – wybrany do Parlamentu Europejskiego z listy Wiosny, a ostatnio także Michał Gramatyka z Polski 2050. Choć z tym ostatnim na konferencji prasowej w sprawie śląskiej godki pojawił się Henryk Mercik. Przed spisem powszechnym w 2021 roku, zawarto z kolei porozumienie śląskich organizacji i polityków pod nazwą Ślōnskŏ sztama. Zaś o haśle "Autonomia 2020" już chyba wszyscy zapomnieli.

Ostatnio cześć młodych działaczy Śląskiej Partii Regionalnej postanowiło ją opuścić. Założyli własne stowarzyszenie REGIOS. Jego wiceprezes, Łukasz Giertler, w wywiadzie dla portalu ŚLĄZAG mówił, że „stagnacja to słowo kluczowe, kiedy mówimy o ŚPR i całym środowisku regionalnym na polu politycznym. Wielokrotnie spotykaliśmy się z tym, że kiedy pojawiał się dobry innowacyjny pomysł, rozpoczynała się rozciągnięta w czasie dyskusja".

Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, ostatnio mało publicznie aktywny, na początku lipca mówił w wywiadzie dla portalu ŚLĄZAG, że liczył na to pojawią się nowe twarze, którym uda się skonsolidować ruch regionalny. Dodał, że Śląska Partia Regionalna miała być taką formułą. - Nadzieje nie zostały jednak spełnione i wydaje mi się, że znów główny akcent w środowisku regionalnym będzie musiał spocząć na Ruchu Autonomii Śląska. Z mojej perspektywy to coraz bardziej oczywiste – zaznaczył.

Ruch Autonomii Śląska pozostaje najbardziej znaną marką, jeżeli chodzi o śląski ruch regionalny. O Śląskiej Partii Regionalnej czy Ślonzokach Razem pamięta już niewiele osób, a inne organizacje w ogóle nie przebiły się do szerszej świadomości. Wydaje się więc, że największe szanse w najbliższych wyborach samorządowych będą właśnie pod szyldem RAŚ. Jednak gdy śląski ruch regionalny znów będzie podzielony, to skończy się tak, jak ostatnio – na marginesie regionalnej polityki.