Wizje przyszłości Śląska

Śląsk przyszłości sprzed 90 lat: "Jedno miasto od Sosnowca po Zabrze. Wielomilionowe miasto maszyn"

Śląsk przyszłości. Jego wizje roztaczano niejednokrotnie. Szczególnie w XX wieku. Było ich tyle, że któreś po prostu musiały się sprawdzić. I się sprawdzały. O innych zapominano. Bo zmieniały się ustroje. Bo wizjonerzy odchodzili. Bo tracili zapał. Bo takie były czasy.

Nie minie kilkadziesiąt lat, a cała ta równina od góry św. Klemensa po górę Dorotki, od Sosnowca po Zabrze zmieni się w jedno wielomiljonowe miasto maszyn, miasto pracy, miasto-olbrzym, którego poszczególne dzielnice zwać się będą nazwami dzisiejszych miast: Roździenią, Szarleją, Katowic, Królewskiej Huty, Siemianowic, Chorzowa itd., itd. - pisała Zofia Kossak-Szczucka w książce "Nieznany kraj" z 1932 roku, swoim literackim ujęciu dziejów Śląska od czasów Bolesława Chrobrego po dwudziestowieczne powstania. Wizja była trafna. Od czasów pisarki konurbacja śląsko-zagłębiowska rozrosła się i scaliła. I przez pewien czas rzeczywiście mogła być postrzegana jako jeden wielki moloch, napędzany płynącym nieprzerwaną rzeką z podziemi węglem i żarem wielkich pieców, kraina ognia i popiołów przywodząca na myśl Mordor J.R.R. Tolkiena. Większość pieców już wygasła, mało które koła na wieżach wyciągowych szybów jeszcze się kręcą, ale substancja miejska i infrastruktura miasta-olbrzyma istnieją. I są teraz wielomilionową Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią.

Wielkie wizje małego wojewody

Gdy powstawał "Nieznany kraj", własne wizje rozwoju Śląska snuł też ambitny polityk urzędujący w monumentalnym gmachu przy Jagiellońskiej w Katowicach, skądinąd Kossak-Szczuckiej znajomy - wojewoda Michał Grażyński. Czołowy decydent województwa śląskiego rad uczyniłby z niego w ogólności, zaś z Katowic w szczególności, coś, czego pozazdrościłyby Polsce Niemcy na swojej, pozostałej im po plebiscycie i powstaniach części Górnego Śląska. Miała to być - jak to ujął nieżyjący już historyk prof. Zygmunt Woźniczka, wielki Grażyńskiego admirator - swego rodzaju wizytówka kultury, nauki, rozwoju cywilizacyjnego polskiej części Górnego Śląska.

Poza flagowymi (i zrealizowanymi) inwestycjami ery Grażyńskiego, jak Muzeum Śląskie, Śląskie Konserwatorium Muzyczne, Instytut Śląski, Biblioteka Śląska, Instytut Pedagogiczny, Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe, Wyższe Studium Nauk Społeczno-Gospodarczych , rozgłośnia Polskiego Radia w Katowicach, poza drapaczem chmur, mającym kłuć niemieckie oczy aż w Bytomiu, powstawały też - i trzeba przyznać, że w znacznej części przyoblekały się w rzeczywisty kształt - bardziej przyziemne plany rozwoju. Jak ten, jeszcze z 1926 roku:

(...) potężny ruch osobowy i towarowy na obecnym śródmiejskim dworcu kolejowym w Katowicach ma być w dalszej przyszłości przez rozbudowę kolei obwodowej z czterema nowymi dworcami dzielnicowymi odciążony i komunikacja podmiejska stworzona; główny zaś dworzec towarowy ma być odłączony od obecnego dworca osobowego i przeniesiony do Ligoty Pszczyńskiej, wreszcie obecny śródmiejski dworzec osobowy z drugim wejściem do ulicy Wojewódzkiej, przebudowany. Projekta w tym kierunku złączone z projektem rozbudowy miasta nie są jeszcze konkretnie uchwycone i ustalone.
Rozbudowa domów mieszkalnych w nowo przyłączonych dzielnicach miejskich celem złagodzenia katastrofalnych stosunków mieszkaniowych tak śródmieścia wtłoczonego w dolinę Rawy, jako też peryferyjnych dzielnic;
dokończenie regulacji rzeczki Rawy celem umożliwienia rozwoju miasta w kierunku północnym połączona ze sklepieniem miejskiego odcinka tego strumyka dla stłumienia niezdrowych wyziewów;
rozszerzenie sieci kanalizacyjnych i wodociągowych; zadrzewienie miasta ku stworzeniu lepszych warunków zdrowotnych, aby w zadymiony jednostajnie smutny krajobraz wnieść jak najwięcej światła, słońca i zieleni;
rozszerzenie zakładów użyteczności publicznej przede wszystkiem targowiska i hali targowej, z których to inwestycyj dużą część już obecnie wykończoną została (rzeźnia miejska, wzmocnione oświetlenie, rozbudowa parku Kościuszki);
naprawa zniszczonych i w czasie wojennym i powojennym zaniedbanych bruków ulicznych i rozbudowa dalszych ulic;
budowa lotniska; stworzenie lokali dla zebrań i zabaw kulturalnych;
budowa nowych hoteli odpowiadających obecnym wymogom i różne inne inwestycje, przedstawiają się jako pilne konieczności lokalne, które z biegiem czasu programowo wykonane być muszą.

Realizacja choćby tylko elementów tych koncepcji potrwała latami i wielu z nich nie doczekała nie tylko sanacja Grażyńskiego, ale i my dziś (należytego zadrzewienia miasta domaga się kolejne pokolenie katowiczan). Niektóre koncepcje zrealizowano, ale inaczej - np. w Ligocie powstał dworzec towarowy, jednak nie przejął całkowicie funkcji katowickiego, a kariera lotniska na Muchowcu w roli portu lotniczego trwała krótko.

Zapomnianą, a w znacznej części zrealizowaną wizją Grażyńskiego jest koncepcja rozwoju infrastruktury turystycznej w Beskidzie Śląskim. Inwestycje w Ustroniu i Wiśle w powszechnej świadomości kojarzone są raczej z PRL i epoką wojewody Jerzego Ziętka. I słusznie - ale prekursorem był tu jego poprzednik nazwiskiem Grażyński. To małego wzrostu i odwrotnie proporcjonalnej doń ambicji wojewoda, skądinąd zapalony turysta górski, zainicjował m.in. takie inwestycje, jak szosy na Równicę i przełęcz Kubalonka, a zwłaszcza kolej do Wisły-Głębiec. Nie wspominając już o nowoczesnym basenie kąpielowym w Wiśle, którą dodatkowo spopularyzowało zbudowanie tam zameczku prezydenckiego.

Wizje na miarę Tysiącletniej Rzeszy

Następcy Grażyńskiego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim... a nie, wtedy przez parę lat Gauhaus Kattowitz, mieli jeszcze większy rozmach. W każdym razie planów, bo zrealizowano z nich tyle co nic. Naziści zamierzali przemienić Górny Śląsk w nowe Zagłębie Ruhry (tak przynajmniej szumnie zapowiadali). Plany te cieszyły się poparciem samego Reichsführera SS Heinricha Himmlera. W rejonie Sosnowca i Tarnowskich Gór miały powstać nowe miasta. Pojawiła się tez koncepcja budowy kompletnie nowej stolicy regionu poza Katowicami. Wpierw miano je zlokalizować w okolicy Rud Raciborskich bądź Starych Gliwic-Ostropy. Ostatecznie jednak wybór padł na Tychy. 11 marca 1941 roku Hitler wydał osobistą zgodę na wybudowanie tam stołecznego miasta Gau Oberschlesien. Miało ono zostać nazwane na jego cześć - Führerstadt, czyli Miasto Führera. Jednak dyktator zastrzegł, by do budowy przystąpić dopiero po zakończeniu wojny. Zwycięskim. Zgoda pozostała więc tylko na papierze. Wykreślone przez architektów plany, na dziesięciolecia spoczęły w archiwum i dziś stanowią urbanistyczną ciekawostkę.

Oczkiem w głowie Fritza Brachta, gauleitera Górnego Śląska, było budownictwo mieszkaniowe. Dobre warunki bytowe miały zachęcić robotników z głębi Niemiec do przeprowadzki na Śląsk. Bracht gromko więc zapowiadał w prasie szeroko zakrojoną budowę robotniczych osiedli. Nie obyło się bez wbicia przezeń pierwszej łopaty na jednej z budów, skwapliwie obfotografowanego i pokazanego następnie na łamach "Kattowitzer Zeitung". Ale mimo iż w 1942 roku powstał na Śląsku imponujący plan budowy blisko 400 tysięcy mieszkań w ciągu 10 lat, to i ten projekt nie miał szczęścia. Ledwo Bracht zdążył wystąpić o państwowe fundusze na jego realizację, nastąpiła klęska pod Stalingradem, po której rozwój mieszkalnictwa na Śląsku siłą rzeczy spadł na odległą pozycję listy priorytetów.

Na Śląsku przystąpiono też do budowy autostrady, a ściślej przedłużenia autostrady z Wrocławia do Gliwic, które przez okolice Mikołowa i Tychów miała biec dalej na Kraków, Przemyśl i ostatecznie Kijów. Rozpoczęto nawet (i szybko porzucono) prace ziemne, których relikty przetrwały w podmikołowskich lasach do dziś. Przebieg dzisiejszej autostrady A4 jest kompletnie inny.

Wielkie wizje socjalizmu

Z rozmachem planowano też za PRL. Nowe Tychy rzeczywiście powstały, tyle że socrealistyczne. Architektoniczne realizacje w tym stylu wyrosły też np. w Katowicach czy Świętochłowicach. Ale to jedynie ułamek tego, co planowano w ramach perspektywicznego planu zagospodarowania przestrzennego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego z 1953 roku. W jego myśl centrum Katowic... pardon, Stalinogrodu, miało - jak podaje Barbara Szczypka-Gwiazda w poświęconej architekturze i urbanistyce części monumentalnej monografii "Katowice. Środowisko, dzieje, kultura i społeczeństwo -

miało "skupiać się wokół znacznie poszerzonego rynku. Ostanie się przy nim tylko obecny gmach teatru, reszta budynków, stanowiąca dziedzictwo epoki kapitalistycznej, ustąpi miejsca wielkim, nowoczesnym obiektom administracyjnym, handlowym i kulturalnym. W sąsiedztwie rynku, w kierunku rozdzielczego ronda na Chorzów, Siemianowice, Sosnowiec, rozpocznie się już w najbliższych latach budowę monumentalnych gmachów Śląskiej Biblioteki Publicznej, Opery Śląskiej, hotelu Orbis, nowego hotelu miejskiego oraz Centralnego Domu Towarowego. Budowę domu kulturalnego, nowego teatru, rozgłośni radiowej, budynku filharmonii, muzeum, budynku DOKP, wielkiej łaźni, cyrku stałego i dwóch kin".

Jeśli dobrze policzyć, to okaże się, że parę spośród tych planowanych obiektów rzeczywiście za czasów PRL powstało. Choć już nie w stylu socrealizmu. Ale cyrku stałego w Katowicach nie ma do dziś. Chyba, że w sensie metaforycznym.

Mieli też komuniści inne swoje idee nigdy nie zrealizowane - jak projekt "Kanału Bytomskiego", mającego połączyć dorzecza Odry i Wisły, którymi popłynęłyby barki z węglem z kilkudziesięciu kopalń Śląska i Zagłębia.

Natomiast jako udana (mimo że niepełna) realizacja kompleksowej, unikatowej nie tylko na Śląsku koncepcji narodził się Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku.

Gazeta zapowiadała powstanie portu w Bytomiu

Może Cię zainteresować:

Kanał Bytomski, 1000-tonowe statki i port w Bytomiu. Rejs od Odry do Wisły

Autor: Tomasz Borówka

08/03/2022

Budowa Planetarium Śląskiego

Może Cię zainteresować:

Terraforming, czyli Planetarium Śląskie jak na innej planecie. Archiwalne zdjęcia z budowy to jak film science fiction

Autor: Tomasz Borówka

17/04/2022