Uroczystości poświęcone pamięci ofiar katastrofy budowlanej odbyły się, jak co roku, przy pomniku, który stanął w pobliżu pustego placu po zawalonej hali. Odczytano imiona i nazwiska ofiar i zmówiono modlitwę w ich intencji. Przed pomnikiem złożono kwiaty i zapalono znicze.
„Pamięć o tamtych wydarzeniach jest w dalszym ciągu żywa”
Głos zabrał wojewoda śląski, Marek Wójcik, który przypomniał, że tragiczne wydarzenia sprzed 20 lat to największa katastrofa budowlana w historii współczesnej Polski.
- Pamięć o tamtych wydarzeniach jest w dalszym ciągu żywa wśród nas wszystkich. Zarówno ocalali z katastrofy, jak i ratownicy na pewno do końca życia będą mieli przed oczami obrazy tamtych dni. Te wspomnienia są ciągle żywe – zaznaczył Marek Wójcik.
Wojewoda podziękował także wszystkim służbom, które niosły pomoc poszkodowanym. Zaznaczył, że to dzięki ich pracy nie było więcej ofiar tej katastrofy. Dodał, że pamięć o tych wydarzeniach trwa także wśród nowych pokoleń ratowników i strażaków, ale jest też doświadczeniem pokoleniowych dla mieszkańców Chorzowa, Katowic, Siemianowic Śląskich czy innych miast aglomeracji, którzy pamiętają tamten wieczór i tamtą noc.
Prezydent Chorzowa, Szymon Michałek, mówił o tym, że ta katastrofa „nie tylko pozostawiła ogromną traumę i wyrwę w życiu rodzin, ale też dotknęła tych, którzy ratowali tamtego dnia ofiary spod zawalonej konstrukcji". Dodał, że władze zrobią wszystko, by taka katastrofa już nigdy nie miała miejsca.
W katastrofie hali MTK zginęło 65 osób
Do katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie doszło w sobotę, 28 stycznia 2006 roku, podczas wystawy gołębi pocztowych. Około godz. 17.15, pod ciężarem śniegu, zawalił się dach hali. W momencie katastrofy wewnątrz obiektu znajdowało się około 700 osób, a bilans tragedii to 65 ofiar śmiertelnych, w tym dziewięciu cudzoziemców, oraz ponad 140 rannych, z czego 26 doznało ciężkich obrażeń.
Akcja ratownicza prowadzona była w dramatycznych warunkach – przy temperaturze sięgającej poniżej -15 stopni Celsjusza. Brało w niej udział ponad 1300 ratowników, w tym strażacy, policjanci, żołnierze oraz grupy poszukiwawcze z psami. Ratownicy pracowali w nieustannym zagrożeniu, gdyż pozostałe elementy konstrukcji hali były niestabilne.
„Naszym obowiązkiem jest, żeby odświeżać pamięć o tym zdarzeniu”
Nadbryg. Janusz Skulich, który dowodził akcją ratowniczą, w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że było to z wielu względów najtrudniejsze zadanie w jego strażackiej karierze.
- Naszym obowiązkiem jest, żeby odświeżać pamięć o tym zdarzeniu, po to, żeby było zawsze przestrogą dla nas, uczyło nas pokory zarówno wobec tego, z czym przychodzi nam czasami wojować, jak i własnych umiejętności oraz oddawać szacunek tym wszystkim, którym się nie pomogło, tym ofiarom, ich rodzinom, bliskim, i tym wszystkim, którzy uczestniczyli w tym przedsięwzięciu ratowniczym - zaznaczył nadbryg. Janusz Skulich.
Tomasz Pietrzykowski, który był wówczas wojewodą śląskim stwierdził, że zorganizowanie takiej akcji w środku karnawałowo-feryjnego weekendu „w ciągu godzin czy wręcz minut, to był naprawdę cud organizacyjny”.
- Z mojego punktu widzenia sprawność tej akcji pozwalała się zająć tym, czym tacy urzędnicy powinni się zajmować. Jednocześnie umożliwiła mi to, że nie musiałem bezpośrednio na miejscu angażować się w tą akcję, bo ona była po prostu perfekcyjnie zorganizowana i zarządzana. Natomiast konieczne było zajęcie się całym zapleczem - tą gigantyczną falą chęci pomocy, angażowania się, oddawania krwi do tego było też wiele pytań o los bliskich. To wszystko w pierwszym momencie skupiało się w tym miejscu gdzie toczyły się akcja, w związku z tym było to ogromne utrudnienie dla sprawnego działania ratowników i służb. Ważne więc było stworzenie dogodnych warunków, żeby ta akcja mogła się toczyć – zaznaczył Tomasz Pietrzykowski.
Śledztwo wykazało błędy w projekcie wykonawczym hali, który znacząco odbiegał od zatwierdzonego projektu budowlanego. Konstrukcja była wadliwa od momentu budowy i mogła runąć w każdej chwili, a śnieg i lód tylko przyspieszyły katastrofę. Wykazano też, że wcześniejsze uszkodzenia konstrukcji były naprawiane doraźnie, bez rzetelnej analizy technicznej.
Wieloletnie procesy sądowe zakończyły się wyrokami skazującymi dla projektantów, byłych dyrektorów obiektu oraz rzeczoznawcy budowlanego. W 2019 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach prawomocnie orzekł o winie osób odpowiedzialnych za stan techniczny hali.
Może Cię zainteresować:

