30 marca 1971 roku ratownicy kopalni „Mikulczyce–Rokitnica” w Zabrzu usłyszeli głos, którego – według wszystkich procedur i zdrowego rozsądku – nie powinno już być. Głos górnika, który wołał, że jest „z wczorajszej zmiany”.
Tak odnaleziono Alojzego Piontka, ostatniego ocalałego z zawału, który tydzień wcześniej – 23 marca 1971 – przysypał 19 pracujących w chodniku górników. Zginęło dziesięciu, ośmiu udało się uratować w pierwszych godzinach. Trzech pozostawało pod zawałem. Wszyscy byli przekonani, że nie ma już szans na życie.
A jednak.
Katastrofa w KWK Rokitnica
O 16:06 doszło do potężnego tąpnięcia. Zawalił się 72‑metrowy odcinek chodnika pokładu 508 – wypełniony drobnym kamieniem i miałem, bez wolnych przestrzeni. Ratownicy zaczęli pracę natychmiast, ale zawał był tak niestabilny, że każdy metr przekopywano godzinami. Po 38 godzinach znaleziono pierwsze ciało. W kolejnych dniach – następne. Dalsza akcja przeiegała w warunkach juz koszmarnych i pryzgnębiających. Ratownicy wiedzieli po prostu czuli – że w zawale są martwi ludzie. Wiele osób w sztabie akcji uważało, że dalsze prace nie mają sensu.
A jednak kopano dalej.
158 godzin w ciemności
Alojzy Piontek nie zginął w zawalonym chodniku. Przyciśnięty styliskiem od łopaty – przepiłował je blaszką z lampki na hełmie. Przeczołgał się do niewielkiej niszy, metr na siedemdziesiąt centymetrów wysokości. Tam spędził ponad sześć i pół doby, bez jedzenia i wody, pijąc własny mocz, tracąc rachubę czasu. Słyszał jeszcze żywego kolegę, Alfreda Gebauera. Rozmawiali, dodawali sobie otuchy. Gebauer zmarł kilka dni później, prosząc Piontka, by przekazał rodzinie pożegnanie.
30 marca o 5:14 ratownicy usłyszeli głos. Piontek był przytomny, logiczny, pomagał określić swoje położenie. Pytał o wynik meczu Górnika Zabrze w europejskich pucharach. Wydobyto go w zadziwiająco dobrym stanie.
Nazwano to „cudem w Zabrzu”
To był pierwszy w historii górnictwa udokumentowany przypadek, że zasypany górnik przeżył tak długo w tak małej przestrzeni, bez wody i żywności. Od tamtej pory jego historia stała się argumentem, by akcje ratownicze prowadzić do końca, nawet wtedy, gdy statystyka mówi, że nie ma już nadziei.
Piontek stał się postacią publiczną, symbolem wytrwałości i górniczego hartu. Po wypadku przeszedł na rentę, zmagał się z pylicą i urazem psychicznym. Zmarł w 2005 roku . Spoczywa w zabrzańskiej Rokitnicy.
Dziś, 55 lat po jego odnalezieniu, historia Alojzego Piontka wciąż porusza. To przeciez opowieść o człowieku, który nie powinien przeżyć – a jednak przeżył. Oraz o idacych mu z pomocą, którzy tak na zdrowy rozsądek nie powinni już kopać – a jednak to robili. A może przede wszystkim o nadziei, która potrafi przetrwać w ciemnościach i przebić się przez kilkadziesiąt metrów skał.


