Ostatni saper kampanii wrześniowej. Antoni Byrski – Ślązak, który dwa razy uciekł przed śmiercią

Antoni Byrski, saper z Piekar Rudnych, dwukrotnie uniknął śmierci – najpierw w sowieckiej niewoli, potem na froncie. Jego losy ilustrują dramatyczne wybory Ślązaków w czasie II wojny światowej.

Antoni Byrski urodził się w 1904 roku w Piekarach Rudych koło Tarnowskich Gór. Historia Byrskiego przez długie lata spowita była milczeniem. W czasach Polski Ludowej należała do tematów niewygodnych i przemilczanych, a jej przypominanie mogło zostać uznane za działalność wymierzoną przeciwko państwu. Za rozpowszechnianie podobnych informacji groziły poważne konsekwencje, włącznie z karą pozbawienia wolności.

Jest to zarazem opowieść o skomplikowanych losach Ślązaków – losach, które często pozostają niezrozumiałe w innych częściach Polski. Historia tego regionu, naznaczona zmieniającymi się granicami, konfliktami i trudnymi wyborami, wymyka się prostym ocenom i jednoznacznym interpretacjom. Mam nadzieję, że postać Antoniego Byrskiego pozwoli przybliżyć tę niełatwą, a zarazem niezwykle ważną część naszej przeszłości oraz pomoże lepiej zrozumieć doświadczenia mieszkańców Śląska.

Dziś, dzięki zachowanym dokumentom i rodzinnym wspomnieniom, można odtworzyć niezwykłe losy człowieka, który uniknął śmierci w jednym z transportów organizowanych przez Sowietów po agresji Związku Radzieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku. Jego historia jest świadectwem dramatycznych wydarzeń tamtych dni, ale także dowodem na to, jak cienka bywa granica między życiem a śmiercią.

Kampania wrześniowa

Pod koniec sierpnia 1939 roku otrzymał natychmiastowe wezwanie do stawienia się w jednostce wojskowej. Pracując jako urzędnik kopalni „Kleofas”, otrzymał powołanie do oddziałów saperów kolejowych, które stacjonowały w Krakowie (najprawdopodobniej chodzi tu o 23 Batalion Saperów w Krakowie). Przed wyjazdem pożegnał się z rodziną, która miała zostać ewakuowana specjalnie przygotowanymi wagonami wraz z rodzinami pracowników umysłowych kopalni „Kleofas”.

We wrześniu 1939 roku szybko wkraczająca armia niemiecka na teren polskiej części Śląska spowodowała, że batalion został skierowany w okolice Modlina. Żołnierze nie uczestniczyli w walkach – oczekiwali na rozkazy. Po agresji Związku Radzieckiego 17 września 1939 roku i załamaniu się polskiej obrony otrzymali rozkaz zaprzestania walki i poddania się wojskom sowieckim.

Pod „opieką” Sowietów

Po złożeniu broni przed Sowietami, zgodnie z rozkazami dowództwa, żołnierzom odebrano broń, dokumenty oraz wszelkie oznaki przynależności wojskowej. Następnie kolumny jeńców ruszyły w nieznanym kierunku – gdzieś daleko, w głąb bezkresnego Związku Radzieckiego.

Początkowy chaos panujący w szeregach Armii Czerwonej sprawił, że polscy oficerowie przez pewien czas pozostawali wśród swoich podwładnych. Sowieccy strażnicy szybko jednak rozpoczęli ich wyłapywanie. Przyglądali się dłoniom jeńców, próbując odróżnić ludzi pracy fizycznej od urzędników, inteligentów i osób wykształconych. Na podstawie takich obserwacji ustalano, kto mógł należeć do korpusu oficerskiego.

Antoni, jako pracownik umysłowy, został wyłączony z grupy szeregowych żołnierzy. Wkrótce rozpoczął się wyczerpujący, trwający wiele dni marsz w głąb Związku Radzieckiego.

Kolumny jeńców były pilnowane przez uzbrojonych strażników, podczas gdy odebrana broń przewożona była na wozach jadących za marszową kolumną. Byrski zwrócił uwagę na charakterystyczny szczegół – wszystkie drogowskazy i tablice informacyjne wzdłuż trasy były starannie zasłonięte. Miało to uniemożliwić jeńcom ustalenie kierunku marszu i miejsca, do którego byli prowadzeni.

Na noc zatrzymywano ich w prowizorycznych obozowiskach otoczonych drutem kolczastym. Początkowo Rosjanie nie przewidzieli nawet wyżywienia dla tysięcy internowanych żołnierzy. Dopiero po kilku dniach zaczęto organizować skromne racje żywnościowe.

Wśród jeńców znajdowali się weterani pamiętający jeszcze czasy pierwszej wojny światowej. Doświadczeni przez wcześniejszą niewolę, radzili swoim towarzyszom niedoli, aby przy pierwszej nadarzającej się okazji pozbyli się wszelkich odznaczeń, dystynkcji oraz ukrytej broni osobistej. Ostrzegali, że ich odnalezienie mogło oznaczać natychmiastową egzekucję. Jak mawiali: „za takie rzeczy można było dostać kulę w łeb”.

Wielka ucieczka

Przełom nastąpił podczas jednej z gwałtownych burz w nocy. Sowieci – jak to było w zwyczaju – spożywali alkohol, który dodatkowo uśpił czujność wartowników. W obozowisku koń ciągnący wóz z odebraną polskim żołnierzom bronią spłoszył się i uszkodził ogrodzenie z drutu kolczastego. Powstała niewielka wyrwa.

Antoni wychował się na gospodarstwie i dobrze znał się na koniach. Korzystając z zamieszania z powodu burzy, wyprowadził zwierzę wraz z furmanką i pod osłoną nocy uciekł. Ruszył w przeciwnym kierunku niż kolumna jeńców.

Po wielu godzinach podróży dotarł do niewielkiego chutoru zamieszkanego przez Polaków i Ruskich. Tam otrzymał posiłek, cywilne ubranie oraz niezbędną pomoc. Gospodarze nalegali, aby jak najszybciej opuścił ich domostwo, obawiając się donosu ze strony sąsiadów. Radzili mu również pozbyć się wojskowego munduru. Antoni postanowił jednak zachować go i ukrył pod słomą na wozie.

Przebrany za chłopa przedostał się aż do okupowanego Lublina, znajdującego się już pod niemiecką administracją. Tam ponownie założył polski mundur i zgłosił się do milicji obywatelskiej, która tworzyła nową strukturę administracyjną w mieście. Jego dokumentami był jedynie ocalały nieśmiertelnik i mundur żołnierza polskiego.

Podczas pierwszego przesłuchania okazało się, że zna trzy języki: polski, niemiecki i rosyjski. Ta umiejętność sprawiła, że natychmiast skierowano go do pracy biurowej. Niemcy potrzebowali tłumaczy i urzędników zdolnych do kontaktów z różnymi etnicznymi grupami mieszkańców.

Mimo względnie bezpiecznej sytuacji Antoni nie przestawał myśleć o rodzinie. Nie wiedział, czy żona i dziecko żyją ani dokąd zostali ewakuowani. Po wielu prośbach uzyskał zgodę na wyjazd do domu. Obiecał komendantowi, że po odnalezieniu rodziny wróci do pracy w Lublinie.

Boża opatrzność, głos Kaszoka

Jednym z ludzi, którzy przyczynili się do ocalenia żony i syna Antoniego Byrskiego, był ich sąsiad, pan Kaszok. We wrześniu 1939 roku rodzina Byrskich została umieszczona w wagonie kolejowym przeznaczonym do ewakuacji ze Śląska w związku ze zbliżającymi się działaniami wojennymi. Sytuację tę zauważył właśnie pan Kaszok, który najprawdopodobniej uratował im życie.

Po latach wspominał to syn Antoniego, Tadeusz Byrski:

„Kiedy siedzieliśmy już w wagonie, przyszedł pan Kaszok i zapytał: »Pani Byrska, co pani robi?«. (…) »Przecież ci ludzie jadą prosto na śmierć. Wynocha z tego wagonu!«”

Sam Tadeusz wspominał:

„Mnie się to nie podobało, bo już byliśmy w wagonie. Wolałem pojechać i zobaczyć coś nowego”.

Decyzja okazała się kluczowa – uratowała im życie.

Powrót do domu

28 października 1939 roku pojawił się w Katowicach.

Zameldował się na Policji w Katowicach, gdzie kazano mu zdać wszelkie wojskowe przedmioty. Do rodzinnego mieszkania na Załężu wszedł własnym kluczem. W domu zastał jedynie tykający zegar. Wiedział już jednak, że rodzina prawdopodobnie żyje. Kiedy w końcu spotkał najbliższych, syn początkowo go nie rozpoznał – Antoni wychudzony, zarośnięty i wyniszczony wyglądał jak obcy człowiek.

Antoni nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że jego brawurowa ucieczka wyrwała go z kręgu śmierci. Los okazał się dla niego łaskawszy niż dla jego towarzyszy z batalionu saperów, którzy wkrótce mieli paść ofiarą zbrodni dokonanej przez Sowietów w Charkowie.

Codzienność

Byrski otrzymał skierowanie do urzędu pracy i każdego dnia musiał zgłaszać się po przydział do prac interwencyjnych. Taki stan rzeczy trwał do momentu, gdy otrzymał polecenie zabrania wałówki i stawienia się w wyznaczonym miejscu zbiórki. Oznaczało to początek kolejnej tułaczki – tym razem na roboty przymusowe w głąb Niemiec. Pracował w przedsiębiorstwie drzewnym w Schwaigern (Badenia-Wirtembergia).

Otrzymał Wehrpass i został uznany za zdolnego do służby w Wehrmachcie. Podczas rozmowy z niemieckim majorem uznano go za Niemca, gdyż urodził się w Oberschlesien krs. Tarnowitz. W dokumentach przekreślono słowo „Polen”, wpisując „Deutsches Reich”. W praktyce nadal musiał nosić oznaczenie Polaka.

Żona, dowiedziawszy się o jego sytuacji, załatwiła mu posadę księgowego w zakładach Stephan, Froelich & Klüpfel w Bytomiu, co umożliwiło jego powrót na Górny Śląsk.

Ostatnia mobilizacja

Pod koniec 1944 roku front zbliżał się do Częstochowy. Byrski, by uniknąć wcielenia do armii, zgłosił się do Volkssturmu. Mimo to trafił do transportu na front. Pociąg został zbombardowany w okolicach Lublińca. W chaosie nalotu Antoni po raz drugi uciekł przed śmiercią.

Po wielodniowej wędrówce wrócił do Tarnowskich Gór. Wkrótce Gestapo rozpoczęło jego poszukiwania. Uratowały go fałszywe zaświadczenia lekarskie od doktora Matuszka oraz szybki rozwój sytuacji na froncie.

„Wyzwolenie”

Na około godzinę przed wkroczeniem Armii Czerwonej z pobliskiego lasu wyszło dwóch młodych niemieckich żołnierzy. Prosząc o coś ciepłego do picia, trafili do domu Byrskich. Mieszkańcy podzielili się z nimi tym, co mieli.

Według relacji młodzi Niemcy mieli celowo się okaleczyć, by uniknąć dalszej służby. Ich los pozostaje nieznany.

Wspomnienia Tadeusza Byrskiego:

„My, dzieci, wiedzieliśmy, gdzie leży każdy trup, nawet ci w pasiakach. (…) Strzelano do nich, choć do dziś nie wiem, kto oddawał te strzały.”

Nowa rzeczywistość

W nowych realiach Antoni Byrski otrzymał polecenie zorganizowania posterunku Milicji Obywatelskiej. Brał udział w porządkowaniu miasta i pochówkach ofiar wojny. Wkrótce odmówił objęcia stanowiska komendanta i wrócił do przedwojennego zawodu.

Po latach jego syn zebrał i utrwalił historię ojca, przywracając pamięć o człowieku, którego losy przez długi czas pozostawały w cieniu wielkiej historii. Dzięki temu ocalała opowieść o śląskim bohaterze – historia, która rzuca nowe światło na dramatyczne dzieje śląskich rodzin uwikłanych pomiędzy dwa totalitarne systemy.

Volkssturm

Może Cię zainteresować:

Rozstrzelany Volkssturm. Zapomniane zbrodnie na Ślązakach w 1945 roku

Autor: Tomasz Borówka

07/03/2025

Uroczystosci w Katowicach w 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej

Może Cię zainteresować:

Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Katowice oddały hołd zamordowanym 86 lat temu

Autor: Tomasz Borówka

13/04/2026

Górny Śląsk 1939 na zdjęciach Leo Mehla

Może Cię zainteresować:

Wrzesień 1939 na Śląsku. Nieznane zdjęcia Leo Mehla

Autor: Tomasz Borówka

04/09/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama