Tomasz Sobania 1

Biegiem z Gliwic do Barcelony. Marzy mu się meta na Camp Nou z Robertem Lewandowskim

Tomasz Sobania ma już za sobą m.in. bieg przez Polskę z Zakopanego do Gdyni oraz z Częstochowy do Rzymu. W tym roku zawiesił poprzeczkę jeszcze wyżej. W 60 dni zamierza przebiec 60 maratonów i w ten sposób pokonać 2500 kilometrów z Gliwic do Barcelony. - To nie tak, że wybrałem to miejsce z powodu Roberta Lewandowskiego, ale oczywiście byłoby to spełnienie moich marzeń, gdyby dołączył do mnie chociaż na ostatnim kilometrze biegu - opowiada 23-latek.

Przygoda Tomasza Sobani ze sportem rozpoczęła się na rodzinnym podwórku i boisku lokalnego klubu piłkarskiego - KS Zamkowice Toszek. Z bieganiem zaprzyjaźnił się, kiedy wybrał naukę w Gliwicach. - Zawsze wychodziłem do liceum na ostatnią chwilę. Wiecznie byłem spóźniony na pociąg, więc musiałem biegać - opowiada.

Z czasem zaczął to robić w wolnych chwilach i tak zrodziła się pasja, która pozwoliła mu dobiec fragmentem Drogi św. Jakuba do Santiago de Compostela (300 kilometrów), z Zakopanego do Gdyni (756 kilometrów) oraz z Częstochowy do Rzymu (1517 kilometrów). Teraz przed nim największe jak dotąd biegowe wyzwanie, czyli bieg z Gliwic do Barcelony (2500 kilometrów).

Tomasz potrzebuje... większego kampera

23-latek ma za sobą roczne intensywne przygotowania, które zwieńczył ośmiodniowy obóz w Węgierskiej Górce na granicy Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, gdzie trenował dwa razy dziennie.

- Fizycznie czuje się przygotowany bardzo dobrze. Miałem dwa starty kontrolne w lipcu, które wypadły rewelacyjnie (68 i 90 kilometrów - przyp. red.). Niestety nie obyło się bez kłopotów, bo wcześniej złapałem kontuzję, a na dodatek zrezygnował główny sponsor mojego biegu, ale uporałem się z jednym i drugim - wzdycha z ulgą Tomasz.
Miłosz Pałaszewski

Może Cię zainteresować:

Miłosz Pałaszewski - młody zdobywca najdzikszych gór Europy. Maszeruje mimo przeciwności losu

Autor: Patryk Osadnik

31/07/2022

Na dodatek podczas ubiegłorocznego biegu z Częstochowy do Rzymu nabrał doświadczenia i tym razem wiedział, że potrzebuje… większego kampera.

- W ubiegłym roku to było szaleństwo. Weszliśmy do kampera, którym w życiu nie jeździliśmy i nie mieszkaliśmy. Okazało się, że po rozłożeniu łóżka, na którym odpoczywałem, nikt nie mógł już przejść po kamperze. Teraz mamy większy. Zamierzamy też kilka razy odpocząć w hotelu lub u znajomych, żeby nie zwariować - tłumaczy.

Bo jak nie zwariować, kiedy przez dwa miesiące w kółko powtarza się niemal ten sam dzień? Pobudka o 6.45, śniadanie, praca z fizjoterapeutą, start o 9.30 i przerwa na obiad oraz regenerację od 13.30 do 17.00. Później drugi etap biegu, aby pokonać w sumie 42 kilometry, kolacja, regeneracja i od 23.00 sen. Kolejnego dnia pobudka o 6.45 etc.

- Ostatnim razem po 30 dniach byłem już psychicznie bardzo zmęczony. Dlatego mam zaplanowane dwa dni na odpoczynek. Niestety, jeśli znów przydarzy się jakaś choroba lub inne nieprzewidziane przerwy, to być może na koniec będę musiał nadrabiać kilometry - mówi Tomasz. - Żeby nie zwariować, staram się trenować głowę, ponieważ podczas takich biegów bardzo się obciążam. Rano muszę się zmobilizować, żeby wyjść na bieg, po południu to samo i tak każdego dnia. Do tego presja sponsorów, mediów, kibiców - wylicza.

Ostatnim razem po 30 dniach byłem już psychicznie bardzo zmęczony (...) Żeby nie zwariować, staram się trenować głowę, ponieważ podczas takich biegów bardzo się obciążam - Tomasz Sobania.

Meta na Camp Nou z Robertem Lewandowskim

Tomasz planował pobiec do Jerozolimy, ale ostatecznie oszacował, że to jeszcze zbyt daleko. Postanowił, że musi wybrać cel bliższy o tysiąc kilometrów i tak padło na Barcelonę.

- Zawsze byłem kibicem FC Barcelony. W dzieciństwie marzyłem, żeby zagrać na Camp Nou. Może chociaż uda mi się zrobić rundę honorową wokół murawy? - zastanawia się. - To nie tak, że wybrałem to miejsce z powodu Roberta Lewandowskiego, ale oczywiści byłoby to spełnienie moich marzeń, gdyby dołączył do mnie chociaż na ostatnim kilometrze biegu.

Podczas ubiegłorocznego biegu do samego końca nie było wiadomo, czy uda mu się spotkać z papieżem Franciszkiem. Ostatecznie dostał się na audiencję. Teraz liczy, że uda mu się zakończyć bieg w towarzystwie Roberta Lewandowskiego na Camp Nou.

- Skierowałem oficjalne pismo do FC Barcelony, kontaktowałem się też z Konsulatem Generalnym RP w Barcelonie. Zobaczymy, co uda się wskórać. Marzenia są po to, aby je spełniać - podkreśla Tomasz.

Beczki cydru

Może Cię zainteresować:

Śląskie miasto, które słynie z cydru. Sami sobie tę legendę wymyśliliśmy

Autor: Patryk Osadnik

19/03/2022

Zbiórka na klub dla młodzieży

Bieg, podobnie jak w latach poprzednich, ma cel charytatywny. Tym razem Tomasz nie zbiera pieniędzy na konkretną osobę, ale na rzecz klubu dla młodzieży w Gliwicach, który zorganizowała Fundacja Arka Noego.

- Ma to być alternatywa dla ulicy czy miejskiego parku. Już teraz młodzież może w tym miejscu bezpiecznie spędzić czas przy kubku gorącej czekolady, zagrać w bilard czy tenisa stołowego, a także porozmawiać z psychologiem czy terapeutą, ale to dopiero początek, bo potrzeby są ogromne - wyjaśnia biegacz.

Link do zbiórki znajduje się TUTAJ.

Tomasz wyruszył w drogę do Barcelony w sobotę, 3 września, ze Stadionu Miejskiego w Gliwicach.

Skrzyczne to najwyższa położona w Polsce góra Beskidu Śląskiego

Może Cię zainteresować:

Najwyżej gdzie? Trzecia retro wycieczka w Beskidy. Cel: Skrzyczne, najwyższa góra Beskidu Śląskiego

Autor: Tomasz Borówka

19/06/2022