Teodor Kubina należy do tych śląskich postaci, które – choć nie zawsze obecne w powszechnej pamięci – miały realny wpływ na bieg historii regionu i Polski. Urodzony w Świętochłowicach, wychowany w cieniu szybów kopalni Matylda, wykształcony w Królewskiej Hucie i Rzymie, wyrósł na jednego z najważniejszych duchownych pierwszej połowy XX wieku. Jego życiorys to opowieść o ambicji, pracowitości i odwadze – tej społecznej, narodowej i moralnej.
Chłopak z familoka, co chciał się uczyć
Przyszedł na świat 16 kwietnia 1880 roku w Świętochłowicach, jako ósme z dziewięciorga dzieci górnika Macieja Kubiny i Joanny z domu Rolek. Dorastał w realiach typowych dla robotniczego Śląska końca XIX wieku: w ciasnym mieszkaniu, wśród ciężkiej pracy ojca i codziennej troski o utrzymanie licznej rodziny. Od najmłodszych lat wyróżniał się jednak uporem i głodem wiedzy. Najpierw uczył się w miejscowej szkole ludowej, a potem – już jako nastolatek – trafił do gimnazjum w Królewskiej Hucie. Była to szkoła wymagająca i elitarna, a dla syna górnika także kosztowna. Kubina radził sobie, udzielając korepetycji, by nie obciążać rodziny.
Po maturze rozpoczął studia teologiczne we Wrocławiu, a następnie – dzięki talentowi i rekomendacjom – wyjechał do Rzymu. Tam, na Gregorianum i Angelicum, zdobył podwójny doktorat: z filozofii i teologii. Jak na chłopaka ze świętochłowickiego familoka – droga absolutnie niezwykła.
Kapelonek od świętego Wojciecha
Po święceniach kapłańskich w 1906 roku trafił do Mikołowa. To właśnie tam, w parafii św. Wojciecha, zetknął się z najważniejszymi postaciami polskiego ruchu narodowego na Śląsku. Poznał ks. Jana Kapicę, proboszcza z pobliskich Tychów, jednego z liderów polskiego środowiska katolickiego. W tym samym czasie na jego drodze pojawił się Wojciech Korfanty – wówczas młody, ale już wyrazisty polityk, który wkrótce miał odegrać kluczową rolę w historii regionu. Kubina angażował się w działalność społeczną, wspierał polskie inicjatywy, działał w towarzystwach, m.in. . w „Sokole”. Jego aktywność była na tyle widoczna, że władze pruskie uznały go za zbyt propolskiego i przeniosły najpierw na Pomorze, a potem do Berlina.
Farorz z Mariackiej
W 1917 roku wrócił na Śląsk jako proboszcz parafii Mariackiej w Katowicach. Miasto żyło wówczas napięciem narodowym, a Kubina nie zamierzał stać z boku. Wspierał polskie stowarzyszenia, organizował inicjatywy społeczne, pisał artykuły, a jego plebania była miejscem spotkań ludzi zaangażowanych w sprawy regionu. W czasie powstań i plebiscytu opowiedział się jednoznacznie po stronie polskiej. W 1921 roku wszedł do Naczelnej Rady Ludowej na Górnym Śląsku, a rok później do Tymczasowej Rady Wojewódzkiej, która przygotowywała struktury przyszłego województwa śląskiego.
Pamiętna msza 20 czerwca 1922
Najbardziej symboliczny moment jego śląskiej działalności nastąpił 20 czerwca 1922 roku. Tego dnia, podczas uroczystego powitania wojsk polskich wkraczających do Katowic, to właśnie ks. Teodor Kubina odprawił mszę na rynku. Był to dzień, w którym miasto oficjalnie stało się częścią Polski. W pamięci wielu mieszkańców zapisał się obraz proboszcza Mariackiej stojącego na podwyższeniu, wśród tłumów, w chwili, która miała wymiar historyczny i emocjonalny.
Fundamenty „Gościa Niedzielnego”
Rok później, w 1923 roku, Kubina został pierwszym redaktorem naczelnym „Gościa Niedzielnego”. To on nadał tygodnikowi charakter, ton i strukturę, które w dużej mierze przetrwały do dziś. Łączył publicystykę z duszpasterstwem, a gazetę traktował jako narzędzie formacji i edukacji.
Biskup częstochowski
W 1925 roku papież mianował go pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji częstochowskiej. Co znamienne – wcześniej odrzucił propozycje objęcia funkcji biskupa polowego oraz biskupa katowickiego. Nie chciał stanowisk politycznych ani prestiżowych; wolał pracę duszpasterską i organizacyjną. W Częstochowie budował diecezję od podstaw: powołał seminarium duchowne, zorganizował kurię, stworzył tygodnik „Niedziela”, a jego działalność szybko nadała nowej diecezji wyrazisty charakter.
Wojna i powojnie: nieoczywista odwaga
W czasie II wojny światowej nie opuścił swojej diecezji. Pozostał w Częstochowie, wspierał duchowieństwo i wiernych, współpracował z podziemiem, a w 1940 roku współtworzył memoriał biskupów polskich skierowany do Hansa Franka – jeden z najważniejszych aktów jawnego sprzeciwu wobec okupanta. Po wojnie, w lipcu 1946 roku, jako jeden z nielicznych hierarchów otwarcie potępił pogrom kielecki. Wystąpił przeciw przemocy i nienawiści, choć jego stanowisko nie spotkało się z powszechną aprobatą w Episkopacie.
Pamięć o biskupie
Dziś imię biskupa Teodora Kubiny noszą ulice w Katowicach, Świętochłowicach i Częstochowie. Jego nazwisko widnieje także na Zespole Szkół Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Wieluniu, a pamiątki po nim przechowuje Muzeum Archidiecezji Częstochowskiej. To pamięć zasłużona – bo Kubina był Ślązakiem z krwi i kości, pracowitym, upartym, wiernym swoim ludziom, a jednocześnie Polakiem, który nie bał się angażować w sprawy narodowe, nawet gdy groziły mu konsekwencje.
Jego życiorys to gotowy scenariusz: od familoka w Świętochłowicach, przez rzymskie uniwersytety, mikołowską plebanię, katowicki rynek w 1922 roku, aż po katedrę w Częstochowie, gdzie spoczywa do dziś. Warto, byśmy pamiętali o nim także na jego rodzinnym Śląsku.
Może Cię zainteresować:
Archidiecezja katowicka ma 100 lat. Dzielnica kościelna w środku miasta
Może Cię zainteresować:
