„Godzilla z Sosnowca”. Kim jest Bogdan Święczkowski – kontrowersyjny prezes Trybunału Konstytucyjnego?

Trybunał Konstytucyjny stał się polem bezprecedensowej bitwy o państwo. Zdjęcia z Warszawy obiegły świat, a politycy oskarżają się wzajemnie o zamach stanu. Rząd próbuje siłowo odbić instytucję obsadzoną przez poprzedników, którzy również nie stronili od łamania konstytucji i naruszania rozdziału władzy wykonawczej od sądowniczej. W samym środku tej awantury jest człowiek od nas.

Trudno sobie przypomnieć moment w najnowszej historii Polski, w którym państwo wyglądałoby na tak pogrążone w ustrojowym chaosie. Trybunał Konstytucyjny, który powinien stać na straży najwyższego prawa w Rzeczypospolitej, stał się przedmiotem politycznej wojny. Wojny, w której obie strony powołują się… na konstytucję, obie zarzucają sobie łamanie prawa, a obie mają na sumieniu działania, które podważały zaufanie obywateli do państwowych instytucji.

Konstytucja. Akt prawny do wycierania sobie gęby. Przez każdego

Konstytucję lekceważono w Polsce dużo wcześniej, niż wybuchł spór o Trybunał Konstytucyjny. Niemal odkąd istnieje III RP, świadomie uchwalano prawo sprzeczne z najważniejszą ustawą w państwie. Robiono to wiedząc, że czas, w jakim Trybunał rozpatrzy ewentualne skargi, jest na tyle długi, że skutki nowych przepisów zdążą wejść w życie. Trybunał zwykł wydawać przy tej okazji kuriozalne wyroki, stwierdzające, że jakaś ustawa czy rozporządzenie są sprzeczne z konstytucją, ale obowiązują do czasu uchwalenia nowych przepisów, zaś skutki nielegalnego prawa nie stają się automatycznie nieważne.

Rozumiecie ten absurd? Bezprawnie coś Wam nakazano, czego zakazano, coś zabrano, ale tak ma zostać – takie jest faktyczne znaczenie tych orzeczeń dla obywateli. I było takie na długo przed wybuchem wojny o trybunał.

Z takiej praktyki wynikało, że sprzeczne z konstytucją prawo było faktycznie nadrzędne nad konstytucją, choć powinno być odwrotnie. A przecież Trybunał Konstytucyjny winien dbać o Konstytucję RP jako o najwyższy akt prawny w Polsce, nie zaś przyklepywać jej podrzędność względem sprzecznych z nią aktów prawnych niższej rangi, które są akurat na rękę rządzącym. Z dowolnej opcji politycznej.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie późniejsze działania można usprawiedliwiać wcześniejszymi grzechami Trybunału. To, co dzieje się od 2015 roku, jest jednak daleko bardziej posuniętą degrengoladą praworządności i państwa niż to, co działo się przedtem.

Zamach stanu finałem pogłębiającego się bezprawia?

Powiedzmy sobie szczerze: dominujące od ponad dwóch dekad siły polityczne zrobiły bardzo wiele, by zniszczyć zaufanie obywateli do państwa, szacunek dla prawa i elementarne poczucie, że reguły obowiązują wszystkich. Udało im się także skłócić zwykłych ludzi do tego stopnia, że dziś potrafimy rzucać się sobie wzajemnie do gardeł z powodu stosunku do tego, jak politycy traktują władze sądowniczą. Nawet w rodzinach czy kręgach przyjaciół.

Pierwszą poważną bombę podłożono w 2015 roku. Kończący kadencję Sejm, zdominowany przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, wybrał pięcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego, choć w tamtym momencie miał prawo wybrać tylko troje. Kadencje pozostałych dwóch kończyły się już po upływie kadencji parlamentu. Trybunał Konstytucyjny (uznawany jeszcze wtedy przez wszystkich) uznał wybór trzech za zgodny z konstytucją, a dwóch za nieprawidłowy.

Prawo i Sprawiedliwość (a właściwie koalicja, czyli Zjednoczona Prawica, obejmująca także Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina), które wygrało wybory, postanowiło jednak potraktować tamten precedens jak przyzwolenie na wszystko. Nowa większość nie uznała prawidłowego wyboru trzech sędziów, a następnie wybrała pięciu kolejnych, w tym trzech na miejsca już obsadzone. Tak narodziło się pojęcie tak zwanych sędziów-dublerów. Od tego czasu kryzys konstytucyjny stał się jednym z najpoważniejszych problemów ustrojowych Polski.

Przez dwie kadencje rządów tak zwanej Zjednoczonej Prawicy, Trybunał funkcjonował, lecz jego skład i orzeczenia były kwestionowane przez znaczną część środowiska prawniczego, opozycji i opinii publicznej. Odbywały się protesty przeciwko niszczeniu praworządności. W dużej części słuszne co do zasady, choć w dużej części wynikające także z politycznego cynizmu. Bo przecież dla wielu polityków praworządność stała się wygodnym hasłem. Słowem – wytrychem, po który sięgali wtedy, gdy służyło to ich interesom.

Przy tym obie główne strony sporu mają interes w tym, by konflikt trwał. On bowiem polaryzuje społeczeństwo, cementuje elektoraty i utrudnia przebicie się jakiejkolwiek alternatywie. Nawet wtedy, gdy inne siły zgłaszają propozycje zakończenia sporu przez porozumienie. Obaj główni gracze są jednak beneficjentami awantury i wszelkie propozycje kompromisowego rozwiązania zwyczajnie ignorują.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda i Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski podczas uroczystości wręczenia nominacji. 9 grudnia 2024
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda i Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski podczas uroczystości wręczenia nominacji. 9 grudnia 2024

Nowe wybory – nowe rozdanie – stara cyniczna gra

Po wyborach w 2023 roku, kiedy władzę przejęła koalicja Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 Szymona Hołowni, sytuacja nie tylko się nie uspokoiła, lecz zaogniła. Pod hasłami przywracania praworządności pojawiały się działania, których zgodność z prawem również budzi poważne zastrzeżenia.

Jakby było tego mało, oliwy do ognia dodał prezydent Karol Nawrocki, nie przyjmując ślubowania od prawidłowo wybranych nowych sędziów, co uniemożliwia im pełnienie funkcji. Z drugiej strony obóz rządowy i jego nominaci stosują dziwne formuły ślubowania zastępczego – przed Marszałkiem Sejmu, a nawet notariuszem – próbując ograć prezydenta tak samo nieczysto, jak on sam gra z nimi.

12 września 2026 roku powstało miasteczko namiotowe pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Jego uczestnicy, przede wszystkim związani i sympatyzujący z PiS, zaprotestowali przeciwko zapowiedziom domniemanego siłowego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez obóz rządowy. Bezpośrednim tłem był spór o czterech sędziów wybranych przez Sejm, od których Karol Nawrocki nie przyjął ślubowania, a których Bogdan Święczkowski nie dopuścił do orzekania. Do namiotów zaczęli dołączać kolejni protestujący, pojawiali się politycy, a prowizoryczny obóz przekształcił się w stały punkt politycznego oporu.

Jednak niesłychane jest dopiero to, co wydarzyło się dalej. Bo tego nie da się już nazwać zwykłym sporem prawnym.

Zamiast siły argumentów – argument siły

30 października 2026 roku, w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego pojawiło się siedmioro sędziów wybranych przez Sejm – ci, którzy nie złożyli ślubowania przed prezydentem oraz ci, którzy złożyli, ale solidaryzowali się z tamtymi. Towarzyszyli im funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Z budynku mieli zostać usunięci dotychczasowi pracownicy ochrony. Wkrótce potem sędzia Anna Korwin-Piotrowska, powołując się na najdłuższy staż sędziowski, wydała zarządzenie o natychmiastowej, miesięcznej przerwie w czynnościach prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego.

Ogłosiła, że przejmuje kierowanie instytucją! Uzasadniła to między innymi blokowaniem dostępu do orzekania nowym sędziom, niewykonywaniem zabezpieczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz sposobem organizacji pracy Trybunału. Święczkowski uznał zarządzenie za pozbawione mocy prawnej. Na oficjalnym profilu TK pojawił się komunikat o bezprawnym przejęciu strony internetowej i zarzut popełnienia przestępstwa zamachu stanu przez osoby uczestniczące w tych działaniach.

Zaczął się prawdziwy chaos. Przed budynkiem przybywało demonstrantów. Poza PiS, pojawili się także politycy prawicowi. Przybyło oddziałów policji. Część zgromadzonych podjęło próbę przedostania się na teren Trybunału. Otwarcie bramy uniemożliwiały łańcuchy, które w końcu zostały przecięte szlifierką kątową, a Święczkowski pojawił się przed policyjnym kordonem. Zaapelował do zgromadzonych o spokój. Doszło do przepychanek i zatrzymań osób, które przedostały się przez ogrodzenie.

Podczas manifestacji przed budynkiem TK Grzegorz Braun ujawnił pismo zastępcy Komendanta Głównego Policji z 29 października 2026 roku. Dokument, oznaczony jako „bardzo pilny”, nakazywał utrzymanie sił oddziałów i pododdziałów prewencji w pełnej gotowości do natychmiastowego wyjazdu w czasie od 2 do 8 listopada. Wytyczne dotyczące wyposażenia funkcjonariuszy brzmią jeszcze poważniej: pistolety maszynowe, broń gładkolufowa, miotacze pieprzu i inny specjalistyczny sprzęt przydatny w starciach.

Mówiąc wprost – chodziło o mobilizację sił policyjnych w całym kraju, co odebrano jako wezwanie do gotowości stawienia się w Warszawie do walki z demonstrującymi przeciwko zmianom w Trybunale. Policja jednak stanowczo zaprzeczyła podobnym spekulacjom, choć potwierdziła autentyczność pisma.

Wieczorem prezydent Karol Nawrocki przerwał podróż do Senegalu i wrócił do kraju. W nocy przyjechał do siedziby Trybunału. Doszło do fizycznej konfrontacji z osobami znajdującymi się przy wejściu, z udziałem głowy państwa!

Gorszące sceny na ulicach obiegły światowe media

Takie obrazy i takie decyzje przywołują skojarzenia, których w praworządnym państwie prawa wolelibyśmy nie mieć a porównania do przygotowań poprzedzających stan wojenny przestają być wyłącznie retoryczną przesadą. Obywatele oglądają na ekranach sceny przepychanek, przecinania łańcuchów i konfrontacji z funkcjonariuszami przed siedzibą jednego z najważniejszych organów kraju. Zresztą te sceny pokazały media w całej Europie i Ameryce, a nawet poza nimi.

Najbardziej skrajne głosy wieszczą nawet wojnę domową. To wydają się być scenariusze mocno przesadzone. Ale sam fakt, że zaczęto o nich mówić w kontekście sporu o sąd konstytucyjny, jest kompromitujący dla wszystkich odpowiedzialnych za ten kryzys.

A teraz zastanówmy się nad terminem. Wszystko dzieje się tuż przed Wszystkimi Świętymi. Czy przypadkiem autorzy operacji przejęcia Trybunału Konstytucyjnego nie liczyli na to, że Polacy rozjadą się na groby i stracą zainteresowanie sporem o Trybunał? To oczywiście spekulacja, jednak nie zauważyć, że moment przeprowadzenia tak kontrowersyjnej operacji jest co najmniej zastanawiający.

Nazwisko głównego bohatera tej awantury, przez lata szerzej nieznanego prokuratora z Sosnowca, jest dziś obecne nie tylko we wszystkich najważniejszych polskich mediach. Pojawiło się dziś w światowych agencjach prasowych i najbardziej rozpoznawalnych tytułach medialnych. Sosnowiczanin stał się twarzą najbardziej niepokojących od blisko 40 lat obrazków z Polski na całym świecie!

Bogdan Święczkowski w koszulce z napisami: „Tusk Vision Network – nie oglądam. G...o – nie czytam.”. 2011 rok
Bogdan Święczkowski w koszulce z napisami: „Tusk Vision Network – nie oglądam. G...o – nie czytam.”. 2011 rok

Polityk udający niezależnego prawnika

Bogdan Święczkowski urodził się 22 maja 1970 roku w Sosnowcu. Jest absolwentem prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na studiach poznał między innymi Zbigniewa Ziobrę. I to właśnie ta znajomość okazała się jednym z najważniejszych czynników jego późniejszej kariery.

Po ukończeniu uczelni w 1994 roku odbył aplikację prokuratorską w Tychach. W 1996 roku rozpoczął pracę w Prokuraturze Rejonowej w Sosnowcu jako asesor, a od 1998 roku był już pełnoprawnym prokuratorem. Następnie trafił do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, gdzie pracował najpierw w wydziale śledczym, a później w wydziale zajmującym się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej.

Wraz ze zwycięstwem wyborczym PiS w 2005 roku, rozpoczął karierę w Prokuraturze Krajowej. Został zastępcą, a następnie dyrektorem Biura do spraw Przestępczości Zorganizowanej. Nadzorował i koordynował najpoważniejsze śledztwa dotyczące zorganizowanych grup przestępczych oraz przestępstw finansowych i gospodarczych. Ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był wówczas jego kolega ze studiów – Zbigniew Ziobro.

Już rok później Święczkowski został szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Najpierw, 13 września 2006 roku, mianowano go pełniącym obowiązki szefa ABW, a 19 października objął stanowisko na stałe. Kierował służbą do 2 listopada 2007 roku.

To właśnie w czasie jego szefowania ABW doszło do jednego z najgłośniejszych wydarzeń tamtych lat – śmierci Barbary Blidy. Funkcjonariusze Agencji wkroczyli do domu byłej posłanki w Siemianowicach Śląskich, aby ją zatrzymać w związku ze śledztwem dotyczącym tak zwanej mafii węglowej. W czasie akcji Blida śmiertelnie postrzeliła się z pistoletu. Święczkowski zeznał potem przed sejmową komisją śledczą i przyznał, że jako były szef ABW ponosi moralną odpowiedzialność za to, że jego podwładni nie zapobiegli samobójczej śmierci polityczki SLD, jednocześnie sprzeciwiając się przedstawianiu jej jako bohaterki i podkreślając, że prokuratura miała podstawy do stawiania jej zarzutów.

Po przegranych przez PiS wyborach w 2007 roku wrócił do pracy prokuratorskiej. W 2010 roku, w związku z likwidacją Prokuratury Krajowej i utworzeniem Prokuratury Generalnej, przeszedł w stan spoczynku.

Ze stanu spoczynku wprost do polityki. Choć nie wyszło

Ta zmiana nie oznaczała jednak końca działalności publicznej Święczkowskiego. Wręcz przeciwnie – teraz już nie musiał udawać apolitycznego. No, przynajmniej na jakiś czas.

W wyborach samorządowych w 2010 roku wystartował jako kandydat bezpartyjny z listy Prawa i Sprawiedliwości i zdobył mandat radnego Sejmiku Województwa Śląskiego.

Rok później, w wyborach do parlamentu, dostał pierwsze miejsce na liście PiS w okręgu wałbrzyskim. W czasie kampanii wyborczej pozował do zdjęć w koszulce z napisem: „Tusk Vision Network nie oglądam. G...a nie czytam”. Hasło stylizowano na logotypy »TVN« i »Gazety Wyborczej«. Fotografia wykonana w Świdnicy szybko obiegła Internet. To jednak nie przeszkodziło mu w zdobyciu mandatu poselskiego. A może nawet pomogło.

To jednak zrodziło kolejny spór. Święczkowski nie chciał zrzec się statusu prokuratora w stanie spoczynku, co poskutkowało stwierdzeniem przez ówczesnego marszałka Sejmu wygaśnięcia jego mandatu. Grzegorz Schetyna uzasadnił decyzję tym, że nie można łączyć obu funkcji. Święczkowski odwołał się do Sądu Najwyższego, ale ten oddalił jego skargę.

W listopadzie 2011 roku wygaszono mu również mandat radnego Sejmiku województwa Śląskiego. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach odrzucił skargę Święczkowskiego i na tę decyzję.

Warto zwrócić uwagę, że Święczkowski jest przede wszystkim politykiem, a nie po prostu prawnikiem. Jego kariera od lat przebiegała w ścisłym związku z jednym obozem politycznym, a kolejne stanowiska zawdzięczał ludziom, z którymi był związany. Latami był to PiS, a kiedy w partii nastąpił rozłam, Święczkowski poparł powstanie Solidarnej Polski – partii tworzonej przez polityków skupionych wokół swojego wieloletniego przyjaciela – Zbigniewa Ziobry.

„Godzilla” ze Środuli

Po ponownym przejęciu władzy przez PiS i jego koalicjantów w 2015 roku, Święczkowski wrócił do pierwszej ligi. 24 listopada został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, a 7 marca 2016 roku objął stanowisko Prokuratora Krajowego i pierwszego zastępcy Prokuratora Generalnego, którym był oczywiście Minister Sprawiedliwości i jego przyjaciel – Zbigniew Ziobro.

W tym czasie miał ogromny wpływ na funkcjonowanie prokuratury. To właśnie w tym środowisku przylgnął do niego przydomek „Godzilla”. Nie wiadomo, kto wymyślił takie określenie. Prawdopodobnie nawiązuje do jego postury (Bogdan Święczkowski jest naprawdę duży), a także – według relacji osób, które z nim pracowały – do sposobu sprawowania władzy. Z relacji części podległych mu prokuratorów wynikało, że zarządzał metodą kija i marchewki. Za lojalność miały czekać awanse, za nieposłuszeństwo – degradacje, delegacje do innych miast i postępowania dyscyplinarne.

W 2019 roku objął stanowisko przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Ekspertyz Ekonomicznych i Finansowych w Łodzi, utworzonego przez ministra sprawiedliwości. Był też jednym z założycieli Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów „Ad Vocem”.

Zagłębiak na czele Trybunału Konstytucyjnego

W 2022 roku Sejm wybrał go na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Kandydaturę zgłoszono 26 stycznia, a 8 lutego została przegłosowana. 16 lutego Święczkowski złożył ślubowanie wobec prezydenta Andrzeja Dudy i objął urząd.

W 2024 roku, po zakończeniu urzędowania Julii Przyłębskiej, zgromadzenie ogólne sędziów TK przedstawiło prezydentowi dwie kandydatury na stanowisko prezesa. Jedną z nich był właśnie Święczkowski. 9 grudnia 2024 roku Andrzej Duda powołał go na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Już wtedy legalność procedury budziła poważne wątpliwości. W zgromadzeniu, które przedstawiło kandydatów, uczestniczyli bowiem także sędziowie-dublerzy. Byli prezesi TK, między innymi Marek Safjan i Andrzej Zoll, kwestionowali prawidłowość wyboru. Prezydent Duda uznał jednak, że procedura została przeprowadzona zgodnie z prawem.

W ten sposób były prokurator krajowy, były szef ABW, wieloletni współpracownik Ziobry i po prostu polityk stanął na czele instytucji, która powinna być jednym z najważniejszych bezpieczników praworządności w Polsce.

Prezes TK, który kiepsko udaje bezstronnego arbitra

Objęcie stanowiska prezesa TK nie oznaczało, że Święczkowski wycofa się z politycznej walki. Przeciwnie – szybko stał się jednym z jej najbardziej aktywnych uczestników.

Już 5 lutego 2025 roku złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Donalda Tuska, marszałka Sejmu Szymona Hołownię, marszałkinię Senatu Małgorzatę Kidawę-Błońską, ministrów, parlamentarzystów koalicji rządzącej, prezesa Rządowego Centrum Legislacji oraz niektórych sędziów i prokuratorów. Zarzucił im działania zmierzające do zmiany ustroju państwa i usunięcia konstytucyjnych organów władzy. W zawiadomieniu pojawił się zarzut zamachu stanu.

Sprawą w prokuraturze zajął się Michał Ostrowski, zastępca Prokuratora Generalnego, który wcześniej był podwładnym Święczkowskiego. Ostrowski wszczął śledztwo, po czym minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar zawiesił go w czynnościach na sześć miesięcy. Święczkowski uznał to za bezprawne działanie wymierzone w niezależność prokuratury. Politycy koalicji rządzącej oceniali natomiast zawiadomienie jako instrumentalne wykorzystanie prawa karnego do walki politycznej.

Kolejnym punktem zapalnym stała się sprawa oprogramowania szpiegującego »Pegasus«. We wrześniu 2025 roku prokurator generalny Waldemar Żurek wystąpił o zgodę na pociągnięcie Święczkowskiego do odpowiedzialności karnej w związku z podejrzeniem przekroczenia uprawnień w czasie, gdy kierował Prokuraturą Krajową. Chodziło o nielegalne działania związane ze stosowaniem oprogramowania szpiegowskiego. W październiku zgromadzenie ogólne sędziów TK nie wyraziło zgody na uchylenie Święczkowskiemu immunitetu. Co szczególnie znamienne, w głosowaniu w swojej sprawie uczestniczył sam zainteresowany. Prokuratura zakwestionowała później prawidłowość podjętej uchwały, wskazując między innymi na udział osób, których status sędziowski jest sporny.

W sporach o kwestie ustrojowe Trybunał pod kierownictwem Święczkowskiego konsekwentnie zajmował stanowisko korzystne dla opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, a zarazem niekorzystne dla rządzącej koalicji. Dotyczyło to między innymi finansowania Trybunału, uprawnień parlamentarzystów, sposobu wyboru sędziów oraz zasad badania ich niezawisłości. Trudno nie zauważyć, że w najważniejszych sporach politycznych TK stał się sojusznikiem jednej ze stron. Choć powiedzmy sobie szczerze – dawniej, kiedy skład trybunału obsadzała Platforma Obywatelska i PSL – też się to zdarzało, choć nie aż tak często i tak jawnie.

Pamiętajmy jednak, że fakt orzekania w sposób zgodny z wolą rządzących nie oznacza z automatu braku racji ani racji. Przez ostatnie dekady Trybunał – w dowolnym składzie – ma na koncie orzeczenia słuszne jak i takie, których powinni się wstydzić.

Najbardziej bezpośredni konflikt z nowo wybranymi sędziami i opcją, która ich wybrała, dotyczył jednak samego funkcjonowania Trybunału. Święczkowski odmawiał dopuszczenia ich do orzekania, mimo że Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał środek tymczasowy nakazujący zaprzestanie utrudniania im objęcia i wykonywania obowiązków. To właśnie ten spór stał się jednym z głównych argumentów przywołanych przez Annę Korwin-Piotrowską w zarządzeniu z 30 października 2026 roku.

Korwin-Piotrowska utrzymuje, że kieruje Trybunałem na podstawie wydanych zarządzeń. Święczkowski odrzuca jej kompetencje. Prezydent staje po stronie dotychczasowego prezesa, którego pół Polski nie uznawało już wcześniej. Rządzący stają po stronie samozwańczej prezeski, której nie uznaje chyba nawet więcej, niż pół Polski. Nie ma kto rozstrzygnąć tego sporu pod względem prawnym, bo przecież do rozstrzygania jest właśnie Trybunał Konstytucyjny! Tworząc przepisy dotyczące TK nikt nie przewidział, że zamiast bycia podmiotem będzie on przedmiotem sporu.

I jest w tym wszystkim coś szczególnie smutnego. Ludzie, którzy przez lata przyczyniali się do niszczenia autorytetu prawa, instytucji i państwa w ogóle – nie odeszli w niesławie. Przeciwnie – nadal odgrywają pierwszoplanowe role w swoich obozach politycznych i w życiu publicznym.

No i w ten sposób prezes, którego samo powołanie budziło już kontrowersje, stał się centralną postacią kolejnego etapu kryzysu, który właśnie trwa i przybrał tak trudną wcześniej do wyobrażenia formę.

Bogdan Święczkowski w todze sędziego Trybunału Konstytucyjnego
Bogdan Święczkowski w todze sędziego Trybunału Konstytucyjnego

Najwyżej obsadzony Zagłębiak

Bogdan Święczkowski jest związany z sosnowiecką Środulą, gdzie wciąż mieszka. Jego żoną jest Małgorzata Hencel-Święczkowska – również prawniczka i sędzini. W 2017 roku została ona prezeską Sądu Rejonowego w Sosnowcu. Gdy utworzono sąd okręgowy w tym mieście, mówiło się, że Zbigniew Ziobro zrobił to specjalnie dla niej, by mogła zostać prezeską sądu wyższej rangi. Spekulacje na ten temat budziły tak wiele kontrowersji, że ostatecznie do tego nie doszło. Prezesem został kto inny, choć żona Bogdana Święczkowskiego została oddelegowana tam do orzekania, a następnie awansowana na na sędziego sądu okręgowego. Równolegle pozostawała prezeską sądu rejonowego.

Jej kariera również znalazła się w centrum kontrowersji. W 2025 roku Sąd Najwyższy, rozpoznając konkretną sprawę, zakwestionował jej niezależność i bezstronność w związku z okolicznościami powołania na stanowisko sędziego oraz późniejszym awansem.

Święczkowski jest autorem i współautorem publikacji dotyczących przestępczości zorganizowanej oraz wymiaru sprawiedliwości. W 2012 roku ukazała się książka „Łańcuch poszlak. Wielka gra mafii i rosyjskich służb specjalnych”, będąca wywiadem rzeką z nim, napisanym przez Romana Mańkę i Łukasza Ziają. Dwa lata później Święczkowski i Ziaja opublikowali wspólnie książkę pod tytułem „Afery czasów Donalda Tuska”.

Bogdana Święczkowskiego trudno przedstawiać jako człowieka, który przypadkowo znalazł się w polityce. Przez lata był jej aktywnym uczestnikiem, a następnie stanął na czele instytucji, która powinna pozostawać poza bieżącą walką partyjną. Teraz jego nazwisko zna cała Polska a od wczoraj – twarz zna także świat. Tym samym Sosnowiec ma znów polityka, którego działalność zapisze się na kartach historii kraju. A czy jest się z czego cieszyć? To już oceńcie sami.

Najwyższe władze Polski z Zagłębia. Zawadzki, Gierek, Babiuch, Szczepański, Święczkowski

Może Cię zainteresować:

Prezydent Polski z Dąbrowy? Przywódca państwa z Sosnowca? No prawie. Do tego premier, szef propagandy i prezes trybunału z Zagłębia Dąbrowskiego. To wszystko się wydarzyło

Autor: Robert Lechowski

12/06/2026

Czeladź. Sąd Rejonowy w Czeladzi – siedziba. 22 września 2025

Może Cię zainteresować:

Czeladź. Katarzyna Cok nowym prezesem tutejszego Sądu Rejonowego. Odpolitycznienie czy wymiana „drużyny Ziobry” na „ekipę Żurka”?

Autor: Robert Lechowski

22/09/2025

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda i prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski podczas uroczystości wręczenia nominacji. 9 grudnia 2024

Może Cię zainteresować:

Bogdan Święczkowski – kontrowersyjny prokurator z Sosnowca – został Prezesem Trybunału Konstytucyjnego

Autor: Robert Lechowski

10/12/2024

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama