Co ma wspólnego otwarte we włoskiej Toskanii Muzeum Igora Mitoraja ze współczesnym województwem śląskim?

Gdy myślę o Mitoraju, przypomina mi się człowiek zawieszony pomiędzy kulturami, regionami i tożsamościami. Człowiek będący jednocześnie „u siebie i nie u siebie” - fraza, której poświęciłam wiersz cały. Coś, co jest wpisane w DNA Śląska, jaki znamy.

Fondazione mitoraj rendering museo esterno popolato

Co ma wspólnego otwarte we włoskiej Toskanii Muzeum Igora Mitoraja ze współczesnym województwem śląskim?

Zaskakująco wiele.

Gdy myślę o Mitoraju, przypomina mi się człowiek zawieszony pomiędzy kulturami, regionami i tożsamościami. Człowiek będący jednocześnie „u siebie i nie u siebie” - fraza, której poświęciłam wiersz cały. Coś, co jest wpisane w DNA Śląska, jaki znamy.

Historia Mitoraja to również wprost historia współczesnego województwa śląskiego, ale i naszych sąsiadów - województwa małopolskiego - historia człowieka, którego życiowa droga prowadziła przez oba te regiony, zanim zaprowadziła go do światowego panteonu sztuki.

To historia chłopca z Grojca pod Oświęcimiem, ucznia liceum plastycznego w Bielsku-Białej, późniejszego studenta Krakowa, który zanim zdobył światowe uznanie, pracował także w Katowicach, pomagając utrzymać rodzinę.

Ale to również opowieść o obozie pracy. Spotkaniu polskiej więźniarki i francuskiego jeńca wojennego, o miłości lub bliskości odnalezionej na chwilę pośród wojennego piekła. A potem odtrącenia. O powrocie z Niemiec do Grojca. Powrocie z dzieckiem „obcego”. Z dzieckiem, które od pierwszych dni życia wymykało się prostym definicjom pochodzenia, tożsamości i przynależności.

Być może dlatego tak często myślę o Mitoraju jako o człowieku jednocześnie u siebie i nie u siebie. O człowieku, którego życie od pierwszych chwil naznaczone było doświadczeniem pogranicza. O człowieku, którego historia okazała się znacznie bardziej złożona niż ta, którą zwykle widzimy w cieniu monumentalnych rzeźb.

Być może dlatego jego historia i twórczość mogą być bliskie nam wszystkim mieszkającym na „Śląsku”, tym szeroko rozumianym. Od wzgórz Beskidów przez aglomerację Górnego Śląska, Zagłębia, po Częstochowę z Jurą Krakowsko-Częstochowską, po kłobuckie doliny rzek na północy.

Również tym, których - jak mnie - życie zaprowadziło na Śląsk. Adoptowanym przez Śląsk. Nasze śląskie historie, jak włoska historia Mitoraja, wrastają w miejsca, które z czasem przestają być obce i stają się ukochanym domem.

Przypomina mi się w tym miejscu myśl Zbigniewa Rokity przywołana podczas Aglo Festiwalu w manifeście „Pięknych Ludzi”: „Ślązakiem może być każdy. Ważne, aby był porządnym człowiekiem”. Może warto czasem o tym przypominać. Chociażby przy okazji otwarcia muzeum w dalekich Włoszech.

Myśląc o Mitoraju, który zrósł się z lokalną społecznością Pietrasanty, ale również o wielu mieszkankach i mieszkańcach współczesnego województwa śląskiego, którzy nie urodzili się tutaj, a mimo to pokochali to miejsce i współtworzą jego codzienność, tak naprawdę mówimy o naszych domach. Bo dom nie zawsze jest tam, gdzie się rodzimy. Czasem jest tam, gdzie zapuszczamy korzenie.

Ale jest to również opowieść o odrzuceniu. O tym, jak łatwo budujemy granice pomiędzy swoimi i obcymi. O tym, jak długo człowiek potrafi nosić w sobie doświadczenie nieprzynależności. O tym, że akceptacja nie zawsze przychodzi od razu.

Ślązak, krajcok i gorol. Swój, mieszaniec i obcy.

Być może właśnie dlatego historia Mitoraja tak bardzo kojarzy mi się ze Śląskiem. A sam Igor Mitoraj tak bardzo fascynuje mnie nie tylko jako człowiek, ale również jako artysta. Bo podobnie jak Śląsk potrafił łączyć rzeczy pozornie niemożliwe do połączenia. Przeszłość z teraźniejszością. Piękno z bólem. Doskonałość z pęknięciem. Antyk ze współczesnością.

Jego dzieła zawieszone są pomiędzy światami tak samo jak on sam zawieszony był pomiędzy kulturami, miejscami i doświadczeniami. Na pierwszy rzut oka widzimy idealne twarze bogów, herosów i postaci zaczerpniętych z mitologii. Jednak po chwili dostrzegamy coś więcej. Brakujące fragmenty ciał. Pęknięcia. Bandaże. Ślady czasu. Blizny.

Mitoraj nie odtwarzał antyku. On prowadził z nim dialog. Tak jak my, współcześnie kochający Śląsk, prowadzimy z nim i o nim debatę. Igor Mitoraj pokazywał, że człowiek pozostaje człowiekiem niezależnie od epoki. Tak samo pięknym i tak samo niedoskonałym. Tak samo silnym i tak samo kruchym. Dlatego jego rzeźby są tak współczesne. Bo nie opowiadają o bogach. Opowiadają o nas. O naszych stratach. O tęsknotach. O pamięci. O ranach, które pozostają częścią naszej historii nawet wtedy, gdy nauczyliśmy się z nimi żyć.

Być może właśnie dlatego tak wielu odbiorców odnajduje w nich własne doświadczenia. Także tutaj. Na Śląsku. W miejscu, które również nosi swoje blizny. Blizny historii, przemysłu, wojen, migracji i nieustannych zmian. Kolejnych transformacji, czasami bolesnych. A jednak nie przestaje być piękne.

Być może właśnie dlatego świat pokochał Mitoraja. Nie dlatego, że tworzył piękne, nieraz monumentalne rzeźby. Pięknych rzeźb w historii sztuki było przecież wiele. Mitoraj opowiadał o czymś znacznie trudniejszym. O tym, jak zachować piękno, nie ukrywając blizn.

Jego bohaterowie nie są doskonali. Noszą ślady czasu. Pęknięcia. Braki. Bandaże. Rany. Tak jak ludzie, których spotykamy każdego dnia. Tak jak miasta. Tak jak regiony. Tak jak Śląsk. Może właśnie dlatego jego sztuka pozostaje tak aktualna. Bo nie opowiada o idealnym świecie. Opowiada o świecie prawdziwym. O człowieku, który potrafi być jednocześnie silny i kruchy. Spełniony i poszukujący. Zakorzeniony i pozostający w drodze. U siebie i nie u siebie jednocześnie.

Mitoraj nie bał się złożoności. Przeciwnie. Czerpał z niej. Jego sztuka jest wielowarstwowa, tak jak wielowarstwowe są ludzkie losy. Tak jak wielowarstwowa jest historia miejsc. Tak jak wielowarstwowe bywają nasze własne życiorysy. Być może właśnie dlatego odnajdujemy w niej samych siebie.

Bo pod antycznymi twarzami bogów i herosów ukrył historię człowieka współczesnego. Pozwalał zajrzeć pod ich powierzchnię. Zobaczyć twarze ukruszone, spękane, zabandażowane. Nie ukrywał również tej strony ludzkiego doświadczenia, która daleka jest od ideału. Człowieka prawdziwego. A prawda rzadko bywa jednowymiarowa.

To właśnie ten język okazał się zrozumiały niemal wszędzie. Od Japonii po Wyspy Kanaryjskie. Od Londynu po Rzym. Od Pietrasanty po miejsca, których większość z nas nigdy nie odwiedzi.

Nie dlatego, że świat potrzebował kolejnych posągów. Świat potrzebował opowieści. A Mitoraj potrafił ją opowiadać. Nie słowami. Kamieniem. Brązem. Światłem. Cieniem.

Własnym alfabetem symboli, do których powracał przez całe życie. Twarzami. Ustami. Dłońmi. Bandażami. Pęknięciami. Pozornie prostymi, powszechnie znanymi symbolami. Powracającymi motywami niczym słowami w zdaniu, które za każdym razem znaczą trochę więcej. A te powtórzenia nie są banalnością, lecz prawdą świata, w którym zarówno pragnienia, bolączki, jak i radości powtarzają się przez tysiąclecia. Pozornie banalne w swoich powracających historiach.

Dlatego jego dzieła rozpoznawalne są na całym świecie. Nie dlatego, że są monumentalne. Lecz dlatego, że są osobiste. Bo każdy człowiek odnajduje w nich własną historię. Własne doświadczenia. Własne blizny. Własne pytania. Tęsknoty i miłości. I być może właśnie dlatego Mitoraj stał się jednym z nielicznych współczesnych polskich artystów, których twórczość na trwałe wpisała się w historię sztuki światowej.

Nie kopiował świata. Nie próbował za nim nadążyć. Tworzył własny. A potem zapraszał nas do jego wnętrza. Tak jak my dziś zapraszamy Państwa do Muzeum Igora Mitoraja w Pietrasancie, by jeszcze

głębiej zajrzeć do wnętrza jego świata i twórczości. Dlatego otwarte w czerwcu 2026 roku Muzeum Igora Mitoraja nie jest wyłącznie kolejną instytucją kultury. To symboliczne domknięcie pewnej historii.

Historii człowieka, który całe życie pozostawał trochę pomiędzy światami, a ostatecznie znalazł miejsce, z którym zrósł się tak mocno, że dziś trudno opowiadać o Pietrasancie bez Mitoraja i o Mitoraju bez Pietrasanty.

I czy ta opowieść nie przypomina również Śląska? Miejsca, które od pokoleń przyciąga ludzi poszukujących pracy, szansy, lepszego życia, własnej drogi, a czasem po prostu domu. Miejsca, gdzie spotykają się różne historie, doświadczenia i tożsamości. Miejsca, które dla jednych jest ziemią rodzinną od pokoleń, a dla innych stało się ukochanym domem z wyboru.

Być może właśnie dlatego historia Mitoraja tak dobrze wybrzmiewa również tutaj. A może nie tylko historia samego artysty. Także historia miejsca, które otrzymało nowe życie.

Dawna hala targowa stała się pierwszym na świecie Muzeum Igora Mitoraja, zachowując pamięć o tym, czym była wcześniej. Tak jak jego twórczość pozostaje dialogiem z wyobrażeniem świata, który przeminął, a być może nigdy jeszcze w pełni się nie ziścił.

I czy również w tym nie ma czegoś bardzo bliskiego śląskiemu doświadczeniu? Przecież od lat uczymy się nadawać nowe znaczenia miejscom, które kiedyś służyły innym celom. Kopalniom. Hutom. Warsztatom. Halom. Nie wymazując ich historii, lecz dopisując do niej kolejne rozdziały. Być może właśnie dlatego tak łatwo odnaleźć w tej historii również cząstkę własnej.

Dla tych z Państwa, którzy podczas podróży po Toskanii zechcą odwiedzić to miejsce, Muzeum Igora Mitoraja znajduje się przy:

  • Fondazione Museo Igor Mitoraj
  • Viale Oberdan 35
  • 55045 Pietrasanta (LU)
  • Toskania, Włochy.
Industriada, Muzeum Śląskie w Katowicach

Może Cię zainteresować:

Industriada 2026 w Muzeum Śląskim. Urbex w środku miasta, rajza na kole, a nawet beforek dzień przed Świętem Zabytków Techniki

Autor: Katarzyna Pachelska

06/06/2026

Piotr Fuglewicz

Może Cię zainteresować:

„Katowice to palimpsest”. Piotr Fuglewicz w ŚLĄZAQ o mieście, które wciąż nadpisuje własną historię

Autor: Tomasz Borówka

05/06/2026

Zabytkowy gmach poczty w Chorzowie

Może Cię zainteresować:

Neogotycki klasyk w centrum Chorzowa. Poczta, która wygląda jak średniowieczny zamek

Autor: Maciej Poloczek

05/06/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama