Katowice to miasto, które nie daje się czytać od lewej do prawej. Piotr Fuglewicz – informatyk, ekonomista, przewodnik i autor Cokołów przechodnich oraz PalimpsestKATO, a także, wspólnie z Barbarą Zygmańską, cyklu spacerowników po Katowicach – pokazuje, że to raczej palimpsest, zapis wielokrotnie nadpisywany, z którego wciąż wychodzą spod spodu niemieckie napisy, żydowskie biografie, kresowe losy i śląskie traumy.
W rozmowie dla ŚLĄZAQ opowiada, dlaczego historia Katowic jest jak pergamin, z którego każda kolejna władza próbowała zeskrobać poprzednią warstwę – i dlaczego to się nigdy do końca nie udało. Mówi o Placu Wolności, gdzie na jednym cokole stało pięć różnych pomników; o Placu Sejmu Śląskiego, który w jednym kadrze mieści pruskie gimnazjum, międzywojenny monumentalizm, powojenny socrealizm i gierkowski beton; i o tym, jak informatyczna matryca pomaga mu porządkować chaos dziejów.
Fuglewicz tłumaczy też, jak korzysta z AI, by odnajdywać zapomniane biografie — w tym profesorów żydowskiego pochodzenia, o których polskie źródła milczą – i dlaczego bez cyfrowych narzędzi PalimpsestKATO powstawałby nie lata, lecz dekady.
Rozmawiamy o mieście, które wciąż negocjuje swoją tożsamość między „tutejszym” a „przyjezdnym”. I w tej samiej mierze o ludziach, których Katowice wypchnęły w świat, i o tych, których zasysały jak czarna dziura. A także o pamięci, która znika, ale zawsze wraca.


