Noc krysztalowa mini

Dariusz Zalega: Bez litości dla uchodźców, czyli co na Śląsku zrobiono dla uciekających Żydów?

Dariusz Zalega: Bez litości dla uchodźców, czyli co na Śląsku zrobiono dla uciekających Żydów?

autor artykułu

Dariusz Zalega

Nim zapłonęły synagogi podczas Nocy Kryształowej, hitlerowcy przez polską granicę na Śląsku „wypchnęli” kilka tysięcy Żydów. Polska jednak niezbyt paliła się do pomocy uchodźcom.

26 października 1938 roku, jak odnotował dziennik „Polonia” Wojciecha Korfantego, przed „Sądem Okręgowym w Chorzowie rozpoczął się ciekawy proces”. Oskarżono czterech miejscowych policjantów. Zarzut? 29 lipca odstawili żydowską rodzinę: Hermana, Eugeniusza, Gertrudę i Ingeborgę Freyów, do Czechosłowacji zamiast - jak to przewidywał nakaz wydalenia wydany przez starostwo w Świętochłowicach, do Niemiec. Policjant Franciszek Herok, jak notował dziennikarz, „z płaczem przyznaje się do winy i podaje, że Freyów znał jeszcze z czasów, gdy mieszkał w Murckach. Odtransportował ich do Czechosłowacji, kierując się litością”.

Sąd nie przejmował się tym, że w Niemczech rządzi Hitler. Tymczasem dzień po rozpoczęciu tego procesu naziści rozpoczęli pierwszą masową akcję wysiedlania Żydów właśnie z Niemiec.

Wystarczył pretekst

W październiku 1938 roku polski rząd wydał zarządzenie, które pozbawiało mieszkających w III Rzeszy Żydów polskiego obywatelstwa. Na podstawie nowych przepisów obywatele polscy mieszkający za granicą zostali zobowiązani do składania wizyt konsulom, którzy przedłużali ważność paszportów bądź „zatrzymywali dokumenty" tych obywateli, którzy według poufnych instrukcji podpadali pod przepisy ustawy o pozbawieniu obywatelstwa. Zarządzenie było wprost skierowane przeciwko Żydom na emigracji oraz polskim radykałom (np. we Francji).

Oficjalnie zaprotestował ambasador Niemiec w Warszawie Hans Adolf von Moltke, choć pretekst do deportacji polskich Żydów był Berlinowi na rękę – niemiecka policja miała już bowiem przygotowane wcześniej listy deportacyjne.

Atmosfera wokół Żydów w Niemczech stawała się wówczas coraz gorsza. Marcel Reich wspominał: „W sierpniu 1938 roku, ku zgrozie nie tylko Żydów, oficjalnie wprowadzono imienne napiętnowanie: Żydówkom narzucono dodatkowe imię »Sara«, mężczyznom zaś »Izrael«. Prócz tego paszporty Żydów zostały ostemplowane na każdej stronie dużą literą »J«".

A tak pisał o deportowanych: „Mówili doskonale po niemiecku i ani słowa po polsku. Urodzili się w Niemczech bądź przybyli jako bardzo małe dzieci i tutaj uczęszczali do szkoły. A jednak wszyscy oni, o czym wnet się dowiedziałem, z jakichś tam powodów byli posiadaczami polskich paszportów – tak jak i ja".

27 października poinformowano polskich Żydów w Niemczech o cofnięciu im zgody na pobyt w tym kraju. Następnego dnia wieczorem przystąpiono do ich aresztowań na niemieckim Śląsku. Tego dnia prezydent policji w Gliwicach otrzymał informację, o przyjeździe transportów specjalnych z 8 tysiącami Żydów z głębi Rzeszy. Z samego Lipska do Bytomia trafiło 1464 dorosłych Żydów oraz 196 dzieci. Amerykański konsul w Lipsku David Buffom raportował: „ma tu dziś miejsce generalne przepędzanie polskich dzieci z Lipska do Polski. (…) Radykalne środki, by to uskutecznić, zastosowano o godzinie piątej. (…) Władze przeczesały szkoły, domy, sklepy, a nawet dom starych kobiet dla polskich Żydów”.

Kosztami ich krótkiego pobytu w Bytomiu, przed wydaleniem, obarczono tamtejszą żydowską organizację pomocową, a samych uchodźców umieszczono w zarekwirowanej bytomskiej synagodze.

Katowice lata 30

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Dlaczego dopiero dziś Górny Śląsk zaczął... grzeszyć inteligencją?

Autor: Dariusz Zalega

30/09/2022

Wypychanie uchodźców

Tu zaczyna się historia nieco znana z wydarzeń na granicy białorusko-polskiej. Otóż kierownik opolskiej placówki gestapo dr Schafer przekazał telefonicznie władzom rejencji polecenie, aby w wypadku odmowy przyjęcia Żydów przez władze polskie, „dostarczyć ich do zielonej granicy i stamtąd wpędzić do Polski przy pomocy policyjnych środków przymusu”.

Żydów nie przekazywano oficjalnie polskim placówkom straży granicznej na przejściach, lecz przepędzano nocą pod eskortą policji. W „sprawnym w” wydaleniu Żydów, jak stwierdzał prezydent policji dr Palten, pomogli esesmani z SS-Standdarrte-23 z Bytomia oraz sprowadzeni z Opola pracownicy gestapo. W kilku przypadkach akcja napotkała opór uchodźców, ale szybko go stłumiono.

Palten nie był zadowolony, że niektóre władze regionalne pozwalały zabierać Żydom ich bagaż (choć i tak niewielki, bo mieli dosłownie minuty na spakowanie się). Jak donosił: „Przeciążeni bagażem Żydzi wyrzucali go po części do lewego lub prawego rowu przydrożnego podczas wypychania ich przez zieloną granicę”.

Korespondent „Daily Herald” pisał w artykule „Noc terroru na granicy” (31 października) o przepędzaniu Żydów między Radzionkowem i Bytomiem. „W sobotę we wczesnych godzinach porannych, w chłodny i dżdżysty poranek, tłum około dwóch tysięcy osób pojawił się nad granicą. Masa krzyczących dzieci, tłum bezbronnych kobiet i zrozpaczonych mężczyzn została potoczona przez jakąś setkę niemieckich strażników granicznych, w hełmach i z najeżonymi bagnetami”.

Perspektywa obozu

Do momentu zamknięcia polskiej granicy wydalono na Polski Śląsk 6 tysięcy Żydów, czyli niemal jedną trzecią spośród ogólnie wysiedlonych. Już 28 października – według słów prezydenta policji - „wypchnięto” do Polski na Śląsku 4400 Żydów, a następnego dnia 1800 kolejnych. Prezydent policji dr Palten zamierzał nawet „osiadłych w tym okręgu bezpaństwowych Żydów odesłać do obozów koncentracyjnych”, ale przyszła dyrektywa o odwołaniu „Polenaktion”. Jak zauważył historyk Karol Jonca, „Niewątpliwie chodziło o największa antyżydowską akcję, a zarazem pierwszą masową akcję wysiedleń Żydów w Trzeciej Rzeszy od objęcia władzy przez nazistów. Niewymierne były szkody materialne i moralne wyrządzone wysiedlonym, bowiem pozbawiano ich majątku, oszczędności, warsztatów pracy, mieszkań itd.”

Powstania śląskie

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: O co właściwie 100 lat temu walczyli powstańcy śląscy?

Autor: Dariusz Zalega

20/05/2022

W jednym z ówczesnych polskich raportów czytamy: „Do Katowic przybyły w straszliwym stanie wygłodzone dzieci żydowskie, dziewczęta i chłopcy w mundurkach szkolnych z podręcznikami w ręku. [...] Wiele z nich rozchorowało się w drodze".

Cień Nocy Kryształowej

Reakcje międzynarodowe na ten „kryzys uchodźczy” były jednak stonowane, gdyż w tym czasie decydowały się losy Czechosłowacji. Po polskiej stronie też narastał podsycany przed endecję i kościół katolicki antysemityzm. Ówczesne polskie sądy też nie miały problemów z odsyłaniem Żydów do Niemiec.

Tym łatwiej też było nazistom przeprowadzić kilka dni później, po zamachu zdesperowanego Herschela Grynszpana na niemieckiego radcę ambasady w Paryżu, pogromu podczas tzw. Nocy Kzyształowej. Ale wtedy już polała się krew i zapłonęły synagogi – także w Bytomiu, Gliwicach, Hindenburgu (Zabrzu), Raciborzu, Pyskowicach...

Ziarno nienawiści zostało posiane. Ale byli i tacy, którzy nie poddali się tej propagandzie nienawiści: „Tylko niewielu ludzi próbuje usprawiedliwiać te ekscesy. Ogólnie akcję przeciwko Żydom ocenia się bardzo zdecydowanie. (…) Często słyszy się w fabrykach: 'Dzisiaj są to Żydzi, a kto jutro?'” - jak donosił ówczesny raport emigracyjnych socjaldemokratów z niemieckiego Sląska.

Polska umywa ręce

27 kwietnia 1939 roku do wojewodów oraz m.in. starostów Katowic, Chorzowa i Bielska trafiło poufne pismo Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nakazujące zdecydowane przeciwdziałanie napływowi uchodźców do Polski w związku z aneksją Austrii, Czech i sytuacją w Niemczech. W piśmie podkreślano odpowiedzialność karną za nielegalne przekraczanie granicy oraz postulowano zaostrzenie kontroli nad przebywającymi w Polsce cudzoziemcami. „Osobom tej kategorii nie mogą być wydawane jakiekolwiek dokumenty legalizujące ich pobyt w Polsce” – stwierdzał poufny okólnik, dodając przy tym bez osłonek, że zatrzymane osoby należy odstawiać z powrotem do państwa, z którego przybyły drogą nielegalną – czyli do Rzeszy.

Warto przypomnieć tą historię, gdy w uchodźcach niektórzy już nie dostrzegają ludzi.

Wczasy

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Kiedy Ślązacy nauczyli się odpoczywać? Wycieczki zakładowe były przełomem

Autor: Dariusz Zalega

01/07/2022