Wczasy

Dariusz Zalega: Kiedy Ślązacy nauczyli się odpoczywać? Wycieczki zakładowe były przełomem

Dariusz Zalega: Kiedy Ślązacy nauczyli się odpoczywać? Wycieczki zakładowe były przełomem

autor artykułu

Dariusz Zalega

Długość urlopu (płatnego) jest miarą poziomu rozwoju społecznego danego państwa. Bo co za przyjemność tyrać, gdy państwo teoretycznie bogate, ale ludzie nie mają dla siebie czasu (vide USA). A jak to u nas bywało?

Czasu wolnego kiedyś nie było. Zawsze było coś do roboty, a to przy domu, a to jakaś dodatkowa fucha. No bo trzeba było z czegoś żyć. Jedynymi wycieczkami były tylko te interesowne – szukanie pracy, albo pielgrzymki. Zostawały po nich jednak nie tylko pozytywne wrażenia, nie mówiąc o odpoczynku. Arka Bożek tak wspominał udział w pielgrzymce do Częstochowy w 1913 roku: „fatalne wrażenie jakie odniosłem zaraz na wstępie pogłębiało się w miarę naszego pobytu. Najbardziej mnie uderzyło, że przy tak olbrzymich masach pątniczych nie zdołano wybudować dostatecznej ilości wychodków i trzeba było dużej uwagi, by nie wleźć na każdym kroku w nieczystości”.

Wiadomo, że na wyjazdy – np. do wód, mogli sobie pozwolić tylko bogatsi mieszkańcy regionu. Oni także oblegali zagłębie uzdrowiskowe w Sudetach, o którym pisze w swojej najnowszej książce Olga Tokarczuk.

Na Błatnią!

Tak naprawdę pierwsze ideę zorganizowania czasu wolnego pracowników podjęły organizacje robotnicze w Niemczech. Łączono przy tym – z ich punktu widzenia – przyjemne z pożytecznym. Przykładowo w 1901 r. obchody 1 Maja zorganizowano w ten sposób, że o 8 rano odbyła się zbiórka na rynku w Katowicach, a potem pochód 300 osób przeszedł na Buglę, na Brynów i w końcu na Załęską Hałdę. A w nagrodę za te przemierzone kilometry odbyła się jeszcze zabawa w miejscowej oberży.

Dopiero ćwierć wieku później zaczęto jednak organizować pierwsze wycieczki już stricte turystyczne. I tak przykładowo w czerwcu 1926 roku socjalistyczna organizacja młodzieżowa „Siła” z Nowego Bytomia urządziła wycieczkę do Paprocan, na którą zgłosiło się 100 osób. Zebrano 130 zł na pokrycie kosztów i wyjechano na trzech wynajętych wozach. Działacze z polskiego Śląska często organizowali latem wyjazdy w okolice Ojcowa i do Jęzora koło Mysłowic. Najmocniej jednak przyciągały Beskidy, a to dzięki temu, że Bielsko było silnym ośrodkiem tak niemieckich, jak i polskich socjalistów – a zwłaszcza związanych z nimi „Siły” i niemieckiego stowarzyszenia Naturfreunde (Przyjaciele Przyrody).

Powstania śląskie

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: O co właściwie 100 lat temu walczyli powstańcy śląscy?

Autor: Dariusz Zalega

20/05/2022

Bielski Dom Robotniczy, wspólnie prowadzony przez polskich i niemieckich działaczy, zapewniał grupom bezpłatne noclegi. Dla górnośląskiej „Siły” podobne wyprawy w Beskidy w okresie „Zielonych Świątek” stały się tradycją od 1923 roku. A ulubioną bazą było schronisko Naturfreunde na Błatniej, zbudowane przez Przyjaciół Przyrody z Aleksandrowic.

Warto wspomnieć więcej o wspomnianym ruchu Naturfreunde. Założyli go działacze bliscy socjaldemokracji w 1895 roku w Wiedniu, z inicjatywy Georga Schmiedla, mającego zresztą śląskie korzenie. Ruch rozszerzył się na inne państwa, tak że w 1905 roku powołano jego międzynarodową centralę i... istnieje do dziś, promując „odpowiedzialną turystykę”.

Dla większości naszych dziadków tego typu wypady były jedynymi możliwymi.

Wczasy zakładowe

Rewolucję na polu wypoczynku zapewnił dopiero PRL. I to od razu. Oddajmy na dłużej głos Franciszkowi Wrożynie z Chorzowa, organizatorowi jednego z pierwszych turnusów wczasowych, który rozpoczął się w podbielskim Jaworzu w opuszczonym pałacu hrabiego Larysza, 16 czerwca 1945 roku:

„Oprócz starych murów i zniszczonych ścian nie było ani jednego krzesła, ani stołu, ani łóżka, ani światła elektrycznego. Przeto żeby coś skompletować na przyjęcie pierwszego turnusu, już 14 dni przed otwarciem wczasów zbieraliśmy po całym województwie co kto ofiarował. Tak kopalnia 'Matylda' dała nam 50 żelaznych łóżek, a ośrodek więzienny w Łagiewnikach 50 drewnianych łóżek, parę stolików i krzeseł; sprzęt do kuchni i świeczki dała nam Rada Zakładowa, karbidki i karbid ofiarowały kopalnie 'Barbara', 'Polska', 'Prezydent'; również na 100 łóżek otrzymaliśmy 80 koców z Rady Narodowej w Chorzowie. Z powiatu Bielsko-Biała otrzymaliśmy masę miechów, z czego za pomocą naczelnika Jaworza, który podesłał nam ludzi, szyliśmy sienniki, które wypchaliśmy słomą. Również poduszki robiliśmy z wałka słomy, prześcieradeł w ogóle nie było. Ponieważ urządzenia sanitarne i kanalizacyjne były zniszczone skutkiem wojny, przeto myć się trzeba było iść do rzeczki, a na ustroniu kopaliśmy doły i ustawiali staromodne kabiny OO.

Kiedy pierwsze turnusy przyjechały samochodami ciężarowymi z Chorzowa, żaden uczestnik nie miał ochoty w tych warunkach odpoczywać. Ażeby temu zapobiec, jako instruktor zrobiony z długoletniego górnika, przedstawiłem krótki czas powojenny, że zaraz Krakowa nie zbudowali i ażeby nie tracić zaufania dla Związku Zawodowego Górników, który po raz pierwszy wczasy po wojnie zainicjował, urządzałem potańcówki przy harmonijce przeplatane berami i bojkami z Karlika - Kocyndra, co mi się na 102 udało i żaden z obecnych nie zdezerterował z wczasów”.

Nie brakowało przy tym nietypowych wydarzeń. Piąty turnus chorzowski i rudzki, razem 180 osób, na Błatniej został wzięty do 8-godzinnej niewoli przez „żołnierzy wyklętych”. Pomimo tych różnych niedomagań wypoczynkowych, plan wypoczynku został wykonany. Jak pisał Wróżyna, „Proszę pomyśleć, w jakim to stanie sanitarnym i w jakich warunkach rozpoczęły się dnia 16 czerwca 1945 r. pierwsze wczasy górnicze w Polsce Ludowej”.

Ludzie musieli się po prostu nauczyć wypoczywać. I to w kiepskich warunkach. Latem 1945 roku z wczasów na Śląsku skorzystało ledwie 5 tysięcy osób. Cztery lata później – 100 tysięcy osób. A śląskie zakłady dysponowały już ponad 100 domami wczasowymi. Potem zostało to scentralizowane w ramach Funduszu Wczasów Pracowniczych. A kto z ciut starszych czytelników nie korzystał z nich? Szczerze mówiąc, aż prosi się aby ktoś napisał książkę o domach wczasowych naszych zakładów – i ich późniejszym losie.

Polskie oddziały wkraczające do Katowic

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Znamy dwie wersje historii Śląska. Spróbujmy wskazać tę prawdziwą

Autor: Dariusz Zalega

03/06/2022

Zielone płuca regionu

W naszym regionie kwestia wypoczynku szybko złączyła się z problemem ekologicznym. Już w 1961 roku okazało się, że 14 procent obszaru województwa zagrożone jest degradacją środowiska. W Bytomiu Bobrku zanieczyszczenie powietrza było 9-krotnie wyższe od dopuszczalnej normy (i tak niższej niż obecnie). Oprócz pierwszych urządzeń zmniejszających emisję zanieczyszczeń, powstał projekt ogromnego Zielonego Pasa Ochronnego wokół miast GOP. Ten ambitny projekt wiązał się z planami stworzenia na jego terenie stu ośrodków tzw. wypoczynku jednodniowego dla mieszkańców aglomeracji. Już w 1968 roku zapadła uchwała Rady Ministrów o utworzeniu pasa ochronnego lasów otaczających Górnośląski Ośrodek Przemysłowego. Robota miała być na dziesiątki lat. Do końca 1975 roku miało zostać zalesionych 16 tysięcy hektarów ziemi, oraz powinno powstać 41 nowych ośrodków rekreacyjnych z zaplanowanych – uwaga - aż 150! Ośrodki miały składać się z plaż, kąpielisk, terenów sportowych, placów zabaw dla dzieci, „dobrze działającego zaplecza gastronomicznego i sanitarnego”. Cały obszar Leśnego Pasa Ochronnego połączyłaby sieć dróg spacerowych i turystycznych. Co więcej, miała powstać 250-kilometrowa obwodnica GOP, zwana „Zielonym Kołem”, którą można by dojechać do wszystkich tych ośrodków. Starganiec, Radoszowy, Rogoźnik – to właśnie pamiątki po tych czasach (choć wiemy w jakim teraz są stanie). Wielu z czytelników pamięta jednak zapewne, jak czerwonym autobusem czy na kole można było dojechać na kąpielisko – i to bezpłatne, lub za grosze. Oczywiście, dokończenie tego planu przerwał kryzys końcówki lat 70., niemniej był to plan na niesamowitą skalę – i to też się prosi, aby ktoś napisał o tym sporą monografię. Fascynujący temat do zbadania.

Zielonymi płucami Śląska dla mieszkańców regionu stały się przede wszystkim Beskidy. Przytoczmy cytat z pracy Marka Grabani „Regiony przemysłowe województwa śląskiego”: „Wyjątkowo ważnym problemem jest sprawa właściwej komunikacji, która winna zbliżyć Beskid Śląski do centrum województwa, czyniąc zeń teren wczasów niedzielnych i świątecznych dla ludności Górnośląskiego i Rybnickiego Okręgu Przemysłowego”. I jeszcze: „Konieczne jest również zwiększenie sieci schronisk. Schroniska ulokowane na Klimczoku, Szyndzielni, Skrzycznem, w Szczyru i w kilku jeszcze innych punktach nie zaspokajają w pełni potrzeb noclegowych turystów”. Brzmi troszkę aktualnie? Tyle, że książka jest z 1963 roku.