Perła

Dariusz Zalega: Największy strajk w śląskiej kopalni. Z tej historii Kutz czerpał garściami

Dariusz Zalega: Największy strajk w śląskiej kopalni. Z tej historii Kutz czerpał garściami

autor artykułu

Dariusz Zalega

„Perła w koronie” Kazimierza Kutza to obowiązkowa lektura filmowa o Śląsku. Warto więc przyjrzeć się historii strajku sprzed 85 lat, który ją właśnie zainspirował.

Kopalnia „Wieczorek" przeszła już do historii. W czasach gdy nazywała się jeszcze „Giesche” to właśnie tam doszło w marcu 1937 roku do dramatycznego strajku, który odbił się echem w całej Polsce.

„Dyscyplina jak w ogniu walki”

„Kopalnia Giesche, jedna z największych w Polsce stanęła do strajku okupacyjnego. Przeszło 1000 górników zjechało w podziemia kopalni, by solidarnie walczyć o szereg postulatów, które nagromadziły się w ciągu ostatnich lat. 1500 górników, których zatrzymano na powierzchni, okupuje cechownie poszczególnych szybów tej olbrzymiej kopalni. W podziemiach górnicy są panami sytuacji. Nikt nie potrafi ich usunąć, panuje tam dyscyplina oddziału jak w ogniu walki” – pisał w katowickiej „Gazecie Robotniczej” jej redaktor Henryk Sławik. „Postanowiłem zetknąć się osobiście i poznać bezpośrednio prądy, które nurtują w tak wielkiej masie strajkujących. Wyjeżdżam z Katowic autobusem do Nikiszowca, na terenie którego znajdują się szyby kopalni. Już na ulicach widać, że jest strajk. Przed cechownią tłumy kobiet i dzieci z posiłkami dla strajkujących. Twarze ich zdradzają nie tylko troskę o los najbliższych; wyryła na nich głębokie ślady długoletnia nędza, a dzieci nacechowała śladami niedożywienia”.

Na zachodzie bez zmian

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: „Na Zachodzie bez zmian”? Ślązacy mieli swoją wersję, czytajcie Karla Okonsky'ego

Autor: Dariusz Zalega

04/11/2022

„Zaostrzenie strejku głodówką”

„Strejkujący na dole ulokowali się w szopie lokomotyw, na krzyżownicy pokładu Górnego, w komorze pomp pod szybem itd. na deskach i spali. Niektórzy grali w karty. Na dole i na powierzchni strejkujacy zachowywali się spokojnie” – czytamy w sprawozdaniu kierownika ruchu II kopalni Giesche z 15 marca.

„Organizacja jest wzorowa. Wszędzie patrolują oddziały strajkujących jako łącznicy poszczególnych pól objętych strajkiem. Trzy komisje: strajkowa, żywnościowa i sanitarna, regulują ruch” – pisze dalej Sławik.

Wobec fiaska poniesionego w negocjacjach z dyrekcją, według sprawozdania kierownika ruchu II z 18 marca, „Rada Załogowa zjechała do strejkujących na dole, gdzie urządzono zebranie w komorze drzewnej. Na dole uchwalono dalszy strejk, z tym, że od piątku nastąpi zaostrzenie strejku głodówką. Rada Załogowa po wyjeździe z dołu oświadczyła, że w piątek również zjedzie na dół i przyłączy się do głodówki”.

Ciekawy opis protestu zamieścił też dziennik „Polonia” Korfantego: „Na terenie kopalni Giesche w Nikiszowcu doszło w piątek 19 marca do niezwykłej demonstracji. Jak wiadomo, załoga przystąpiła do strajku głodowego. W związku z tym zebrało się w piątek o godz. 19 około 1000 bezrobotnych, 1000 kobiet i tyleż dzieci, ogółem około 3000 osób, które zabarykadowały wejście do kopalni oraz do budynku dyrekcji. W chwili tej znajdowało się w biurach dyrekcji około 100 urzędników z dyrektorem Michejdą. Równocześnie na gmachu dyrekcji i kopalni wywieszono czarne chorągwie. Demonstrujący tłum nie chciał urzędników wypuścić z gmachu krzycząc: »Nasze chłopy głodują, to i wy głodujcie!«. Kobiety przyniosły drut kolczasty, którym zagrodziły wejście do gmachu dyrekcji i kopalni. Na miejsce przybył większy oddział policji z Katowic, który po kilku godzinach uwolnił urzędników. W czasie akcji jeden z urzędników usiłował zbiec do domu przez płot, został jednak przez tłum zauważony i dotkliwie pobity”.

„Ilość zasłabnięć na dole powiększa się, chorych transportuje pogotowie do Szpitala Spółki Brackiej w Katowicach i Mysłowicach; ilość zasłabnięć dochodzi do 40 dziennie” – sprawozdanie zarządu kopalni z 21 marca.

„Stan gorączkowy”

„Gazeta Robotnicza” z 23 marca: „Strajk głodowy w kopalni Giesche przybrał formy tragiczne. Zupełnie osłabionych i wyczerpanych a po części nieprzytomnych 45 górników wywieziono na powierzchnię. W szpitalu lekarze z wielkim trudem starają się o ich uratowanie. W podziemiach kopalni, gdzie głoduje tysiąc górników, nie przyjmując ani wody, ani papierosów, ani żadnego pokarmu od kilku dni, sytuacja jest rozpaczliwa. Ludzie są skrajnie wyczerpani. Wielu mimo krańcowego wyczerpania nie chce zgodzić się na wyjazd na powierzchnię, mówiąc: »WOLIMY UMRZEĆ NIŻ WYCOFAĆ SIĘ Z WALKI«. Głodówka wprowadziła walczących górników w stan gorączkowy, toteż Centralny Związek Górników zwrócił się do wojewody, aby wywarł nacisk na amerykański kapitał w kierunku ustępliwości”.

„We wtorek zmarł jeden z robotników kopalni Giesche. Zmarły był jednym spośród 87 robotników, którzy zachorowali w podziemiach, a których wywieziono na powierzchnię i umieszczono w szpitalach” – czytamy w „Gazecie Robotniczej” z 25 marca.

Ostatecznie 23 marca strajk zakończył się – po zgodzie dyrekcji na podstawowe postulaty protestujących. Co warto podkreślić: był to protest dziki, rozpoczęty bez wsparcia związków zawodowych, a wzięli w nim udział także pracujący na dole pracownicy firm podwykonawczych. Był to największy strajk głodowy robotników w Polsce.

Katowice lata 30

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Dlaczego dopiero dziś Górny Śląsk zaczął... grzeszyć inteligencją?

Autor: Dariusz Zalega

30/09/2022

O 6 godzin pracy

Warto wziąć pod uwagę jeszcze to, że do tego – i podobnych strajków okupacyjnych w kopalniach – doszło już po zakończeniu wielkiego kryzysu z początku lat 30. Ich efektem była wówczas radykalizacja nastrojów: tak klasowych, jak i narodowych.

27 września 1936 roku w Katowicach zwołano kongres rad zakładowych z trzech zagłębi węglowych: śląskiego, dąbrowskiego i krakowskiego. 6 godzin pracy bez obniżki płacy był głównym postulatem. W 30 kopalniach zorganizowano komitety akcji strajkowej. Kierownictwo Centralnego Związku Górników wskazywało, że w Polsce koszt wydobycia tony węgla jest najniższy w skali światowej, ale też najniższe są zarobki górnicze, choć wydajność ich jest najwyższa.

Strajk w „Giesche” był elementem tej fali protestów. Próbowano zorganizować strajk także w „Eminencji”, ale szybko się zakończył. Kolejna fala przetoczyła się w kwietniu - strajkowano w kopalniach „Michał”, „Prezydent”, „Boże Dary”, „Waleska”... Część z nich połączona była z głodówkami. W Siemianowicach, Chorzowie i Michałkowicach doszło do starć z policją, a kilkaset osób pociągnięto za to do odpowiedzialności karnej. Odbyły się nawet krótkie strajki solidarnościowe w fabryce żarówek „Helios” w Katowicach, w fabryce śrub Fitnzera w Siemianowicach oraz w hucie „Laura”. Strajki te zazwyczaj były żywiołowe, „dzikie” i zgłaszano tam głównie lokalne postulaty, ale większość zakończyła się sukcesem.

Nie wywalczono wprawdzie 6-godzinnego dnia pracy, ale pod presją społeczną parlament zaaprobował skrócenie do 7,5 godzin czasu pracy w górnictwie. Przede wszystkim w sierpniu 1937 roku, po długich negocjacjach, wprowadzono nową umowę zbiorową w górnictwie, po raz pierwszy od wielkiego kryzysu przynoszącą podwyżki płac. Ograniczono także działalność firm podwykonawczych na kopalniach, przyjmując stamtąd bezpośrednio część pracowników.

Zdecydowanie historia międzywojennego Śląska nie ogranicza się do wojny Grażyńskiego z Korfantym.