Maciej Poloczek
Marsz Autonomii 2022 23

Dariusz Zalega: Słowiańska gwara z niemieckobrzmiącymi słowami. Jaki naprawdę jest język śląski?

Dariusz Zalega: Słowiańska gwara z niemieckobrzmiącymi słowami. Jaki naprawdę jest język śląski?

autor artykułu

Dariusz Zalega

W sobotę, 8 października odbędą się „piwne chrzciny” śląskiej edycji „Kajś” Zbigniewa Rokity. To okazja, by trochę porozprawiać o języku na Śląsku.

Nigdy jeszcze tyle książek po śląsku nie ukazywało się w naszym regionie co teraz – o czym pisałem tydzień temu. Ale z czym właściwie moglibyśmy je porównywać? Już w czasach uprzemysłowienia regionu liczył się tylko niemiecki, gdyż zjednoczone Niemcy postawiły na centralizację, czemu sprzyjało powszechne nauczanie i pobór do wojska. Oczywiście nie likwidowało to lokalnych gwar (w końcu chwalono przywiązanie do lokalnego heimatu), niemniej przypinało im łatkę regionalności, mniejszego znaczenia. Słabo się jednak w to wpisywał słowiański język większości ludności Górnego Śląsku.

Katowice lata 30

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Dlaczego dopiero dziś Górny Śląsk zaczął... grzeszyć inteligencją?

Autor: Dariusz Zalega

30/09/2022

Idą zmiany

Na bazie dominującego wasserpolnische – jak potem obraźliwie nazywano miejscowy język, tej pozostałości z dawnych czasów, wchodziła na Śląsk już nowocześniejsza, literacka wersja języka polskiego, wprowadzana przede wszystkim w kościołach, przez pierwsze propolskie organizacje, czy czytelnictwo. I tak nie miała jednak szans z niemieckim. Jak pisał Lucjan Malinowski w „Listach z podróży etnograficznej po Szląsku” w 1871 roku, „lud skłania się ku niemczyźnie i pragnie, aby się dzieci uczyły niemieckiego (…). Wśród takich okoliczności, kiedy tylko język niemiecki jest jedynym talizmanem, otwierającym młodzieńcowi drogę do zajęcia stanowiska w jakimkolwiek zawodzie”.

Górnoślązacy byli pragmatyczni, więc zazwyczaj stawali się dwujęzyczni, choć i ich polski i niemiecki mógł pozostawiać wiele do życzenia. Przy czym pamiętajmy, że używanie jakiegoś języka nie oznaczała identyfikacji z daną narodowością (a tym bardziej nie świadczyło o tym nazwisko - jeden z liderów śląskiej NSDAP nazywał się Josef Adamczyk). „Usytuowanie społeczne mogło spowodować, ze Górnoślązak mówiący po niemiecku z przekonania czuł się Polakiem, i odwrotnie: Ślązak mówiący gwarą śląską z postawy czuć się mógł Niemcem”, co podkreślał Matthias Kneip w tekście „Znaczenie języka niemieckiego na Górnym Śląsku w latach 1921-1950”. W podobnym tekście, poświęconym jednak znaczeniu języka polskiego, Piotr Madajczyk wskazywał pewną prawidłowość pojawiającą się około połowy XIX wieku: „na wsi chłopi i robotnicy obszaru przemysłowego mówią gwarą, w miastach i osadach fryderycjańskich po niemiecku, w małych miastach po polsku i niemiecku”.

Nobilitacja w książce

Ponieważ inteligencja na Śląsku była niemiecka, w dodatku ogarnięta entuzjazmem ze zjednoczenia kraju wybijającego się na potęgę, toteż nie mogła zostawić wątpliwości co do swej niemieckości. Śląski lud tymczasem konserwował stary język, określany jako „górnośląski polski”, uważany za „słowiańską gwarę z dużą ilością niemieckich wyrażeń, pozbawioną formy pisemnej i nieobecną w dokumentach” (Kurt Vieth). I z tego powodu dopiero teraz śląski ludowy przebił się na karty książek.

Polskie oddziały wkraczające do Katowic

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Znamy dwie wersje historii Śląska. Spróbujmy wskazać tę prawdziwą

Autor: Dariusz Zalega

03/06/2022

Ten język był przy tym zróżnicowany w poszczególnych częściach regionu, a przede wszystkim też się zmieniał. A zmieniał się choćby dlatego, że w zakładach robotnicy przyswajali niemieckie nazwy urządzeń czy narzędzi. Ten specyficzny język śląskich robotników wcale nie musiał być łatwo zrozumiały dla śląskiego rolnika spod Olesna. Wiele z wywodzących się z niego słów pozostało do teraz, choć zmieniło formę. Ot, taka cechownia na kopalni. Z niemieckiego Zechenhaus pojawiły się formy cechenhauz czy cekauz, aż wreszcie znajomo brzmiąca cechownia. Poza tym różnice wynikały z dominacji wpływów niemieckich czy polskich – polsko-górnośląski czy schlesisch-deutsch. A i tak sporo nam pozostało: bajtel, sznaps, flaszka, kryka...

Majzel przetrwał

Przyszedł w końcu czas polonizacji. W 1945 roku „Trybuna Robotnicza” apelowała: „sprawa przedstawia się beznadziejnie, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju nazwy i określenia techniczne. Zacznijmy jakąś rozmowę z robotnikiem czy nawet mistrzem, a zasypie nas zaraz dziesiątkiem wyrazów: szichta, lagry, mejzel itp., które przypominają ponure lata okupacji i tak bardzo rażą ucho prawdziwego Polaka. Najwyższy czas, by z tym skończyć!”

„Trybuna Robotnicza” padła, za to szychta i majzel jednak przetrwały. W badaniach przeprowadzonych niedawno pod auspicjami Muzeum Górnictwa Węglowego, jedna z ankietowanych kobiet, która przyjechała za „komuny” w wieku 16 lat do Gliwic wspominała: „dawniej śląski i polski to była duża różnica. Ja kompletnie nie rozumiałam, co się do mnie mówi, bo ja nie znałam języka niemieckiego”.

Tyle, że ten śląski znów się zmieniał, choć mimo tępienia przetrwał. Można zażartować, ze przetrwał m.in. właśnie pod ziemią. I to przyjezdni musieli się go uczyć, by uniknąć choćby dowcipów ze słynnym kiblem sztromu. Tak jak społeczeństwo śląskeie rodziło się z chaosu początków industrializacji, tak i język śląski mógł wykształcić się z tej wielości tradycji. O czym przekonuje choćby „Kajś” po śląsku.

Gierek i Ziętek

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Gierek, Ziętek i śląska Katanga. To oni stworzyli Śląsk jaki znamy

Autor: Dariusz Zalega

15/04/2022

Eksperyment z esperanto

Zakończmy te rozważania krótką historią innej nieznanej propozycji rozwiązania „sprawy językowej”. Otóż okazuje się, że pewną popularność zdobył wśród robotników na Górnym Śląsku sztucznie stworzony język esperanto.

Na łamach pisma „Oświata” wydawanego przez stowarzyszenie młodzieży robotniczej „Siła” na Śląsku Cieszyńskim sto lat temu tak pisano o roli esperanto: „Łacina jest za trudną i brak jej wyrażeń współczesnych, co się zaś tyczy języków narodowych, to zawiść narodowa nie pozwala, by pomocniczym językiem całej ludzkości został jeden z nich. Ponieważ zaś nauka kilku języków obcych pochłania bardzo wiele czasu i pieniędzy, i jest dostępną tylko dla nielicznych wybranych, przeto siłą rzeczy pomocniczym językiem międzynarodowym może być tylko język neutralny, a takim jest język esperanto”. Podkreślano także, że esperanto mogłoby być pomocne dla emigrantów zarobkowych: „Robotnik bowiem nie ma nigdy ani czasu, ani pieniędzy, by mógł uczyć się kilku języków, jakże zaś często robotnik zmuszony jest dla chleba wyjeżdżać ze swego ojczystego kraju i udawać się do krajów innych”.

Do „Robotnika Śląskiego” na początku XX wieku pisywał z kolei wywodzący się z Kamesznicy pod Żywcem Jan Zawada, który później był jednym z czołowych działaczy ruchu esperantowskiego w Polsce. W okresie międzywojennym komórki esperanto działały wśród lewicowych robotników zarówno na niemieckim, jak i czechosłowackim Górnym Śląsku. Sto lat temu w Żywocicach na czechosłowackim Śląsku otwarto nowy Dom Robotniczy. A że teren był mieszany narodowo podjęto decyzję, aby główną nazwę zapisać właśnie w esperanto - „Laborista Domo”, pod którą dopiero były napisy po polsku i czesku.

W polskiej części regionu esperantyści pozostawali jednak pod specjalną kontrolą. Pod koniec 1932 roku rozwiązano Towarzystwo Esperanto Progresso w Dąbrówce Małej jako „opanowane przez elementy wywrotowe” – jak donosiła policja. Liczyło ono 25–30 członków. Na jego czele stał m.in. Franciszek Kiczka, bezrobotny, który według policjantów: „prowadzi się pod względem moralnym nienagannie, pod względem politycznym jest zwolennikiem ruchu komunistycznego”.

W 1934 roku sąd grodzki w Królewskiej Hucie postanowił skonfiskować przesyłkę z broszurami w języku esperanto skierowaną na adres Laborista Esperanto – Rondo Królewska Huta ulicy 3 Maja 6. Wśród broszur były La Komunista Manifesto de Karolo Marks kaj Friedrich Engels, Proletario Kantoro, La Laborista Esperantismo…

Jako ciekawostkę dodam, że po 1945 roku Górny Śląsk był jednym z centrów ruchu esperanto w Polsce: działały tu kluby, w tym młodzieżowe, a nawet grupa muzyczna Fratoj.

A dlaczego piszę o esperanto? Niestety, jego losy pokazują, jak trudno burzyć językowe mury. Choć wciąż warto próbować… O czym świadczy też historia śląskiego.

Powstania śląskie

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: O co właściwie 100 lat temu walczyli powstańcy śląscy?

Autor: Dariusz Zalega

20/05/2022

Odpoczynek górników po pracy. Początek XX wieku

Może Cię zainteresować:

Dariusz Zalega: Dlaczego 150 lat temu górnicy szli do gospody i wlewali w siebie nastrój bajkowy? Bo musieli... rozmienić

Autor: Dariusz Zalega

06/05/2022