Instagram
Lukas Podolski

Gdyby Lukas Podolski przyszedł do Górnika i ani razu nie kopnął piłki, w Zabrzu i tak warto by było otworzyć szampana

Lukas Podolski w Górniku Zabrze to najlepsza opowieść w najnowszych dziejach tego wielkiego śląskiego klubu. Jak to "może być 15. mistrzostwem Polski"? Marketingowo, bez wątpienia. Piłkarza z taką światową renomą, który trafia do Ekstraklasy z zagranicy, jeszcze nie widzieliśmy. Czy Górnik i Zabrze wykorzystują potencjał śląskiej gwiazdy?

Gdyby Łukasz Podolski przyszedł do Górnika Zabrze i ani razu nie kopnął piłki, to klub i tak mówiłby o zysku wizerunkowym i finansowym. Pewnie kibiców by to nie zadowoliło, ale na szczęście się o tym nie przekonamy, bo "Poldi", choć dość długo się rozpędzał, w końcu stał się wyczekiwanym liderem drużyny, który pokazał, że wciąż ma nie tylko wielkie umiejętności, ale i ochotę do gry na poziomie, którym przerasta zgrzebną najczęściej polską Ekstraklasę.

Był 6 lipca 2021 roku. Wtedy właśnie ogłoszono transfer Łukasza Podolskiego do Górnika Zabrze. Kibice 14-krotnych mistrzów kraju wpadli w ekstazę, a pozostała część piłkarskiej Polski zbierała szczęki z podłogi. Bo też podpisanie kontraktu przez urodzonego w Gliwicach zawodnika zakończyło erę heheszków z tego, jak to Podolski raz po raz obiecuje grę w Górniku po to tylko, żeby pojechać grać w piłkę do Turcji czy Japonii.

Lider z prawdziwego zdarzenia

Za nami pierwsze pół roku wybitnego piłkarza w klubie z Roosevelta. To dobry czas na pierwsze podsumowanie, co niemiecki gwiazdor dał Górnikowi. Jak to w rzeczywistości jest ze słynnym "efektem Podolskiego", o którym wszyscy trąbili, gdy ogłaszano hitowy transfer? Temu warto się przyjrzeć na kilku płaszczyznach.

Kiedy Podolski podpisywał kontrakt, było dużo pytań, czy to transfer wyłącznie marketingowy, czy Lukas jednak wniesie także wielką jakość sportową. W ostatnich latach do PKO Ekstraklasy trafiały już gwiazdy, które w żaden sposób nie przypominały siebie z najlepszych lat. W przypadku Niemca niepokój budziły na przykład plotki, że będzie on łączyć grę w Górniku z pracą w roli jurora w niemieckim "Mam Talent".

Trzeba uczciwie przyznać, że pierwsze ligowe mecze były przeciętne w jego wykonaniu. "Poldi" jednak od początku uspokajał, że potrzebuje trochę więcej czasu, aby zbudować odpowiednią formę. Okazało się, że znowu nie kłamał. Dość szybko stał się liderem zespołu, który miał duży udział w tym, że zabrzanie stali się jedną z najlepszych drużyn w kraju.

Trener Jan Urban śmiało może przyznać, że trafił mu się wielki skarb. Ma w swoim składzie byłego mistrza świata, któremu w dodatku się chce. 36-latek wiele razy mówił, że Górnika ma w sercu i to widać na boisku. Do tego dochodzą umiejętności, jakie trudno znaleźć u innego piłkarza Ekstraklasy. Lukas momentami przerasta ligę, a gdyby w zespole miał lepszych partnerów, to klub z Zabrza spokojnie biłby się co najmniej o miejsce na podium.

Podolski w dodatku jest gotów do wielu poświęceń. W lutowym meczu z Rakowem Częstochowa od około 30. minuty grał z kontuzją. Piotr Koźmiński z WP SportoweFakty dowiedział się, że trener chciał go ściągnąć, ale piłkarz się na to nie zgodził. Ostatecznie wytrzymał do 64. minuty. Kolejne wymowne zachowanie to fakt, że gwiazdor miał wykorzystać swoje kontakty w Turcji, aby jego drużyna miała jak najlepsze warunki do treningu podczas zimowego obozu w Belek.

Jakub Kamiński

Może Cię zainteresować:

Z Szombierek Bytom do Bundesligi. Jak chłopak ze Śląska zadziwił piłkarską Europę

Autor: Patryk Osadnik

18/03/2022

Świat przypomniał sobie o Górniku

Kiedy na początku lipca ubiegłego roku Górnik ogłaszał podpisanie kontraktu z Podolskim, to ta informacja błyskawicznie obiegła media na całym świecie. Były reprezentant Niemiec może już nie jest w kwiecie wieku, ale to wciąż piłkarz, który jest sławny w świecie futbolu.

- Po transferze pisali do mnie ludzie z całego świata. Koledzy z boiska też. Dowiadywali się, co to jest Górnik i byli pod wrażeniem tego, co zobaczyli w internecie - mówił Łukasz w rozmowie z TVP Sport.

W zasadzie każdy większy zagraniczny portal sportowy zamieścił co najmniej samą wzmiankę o transferze. Niektóre media opracowały większe teksty. Tak było, chociażby na stronie BBC, gdzie szczegółowo wyjaśniono fanom, dlaczego zawodnik takiej klasy będzie grać w Górniku. Warto tutaj pamiętać, że Lukas spędził trochę czasu w Anglii, grając w barwach Arsenalu.

Zabrzański klub w krótkim czasie stał się także popularny w Turcji, Japonii a nawet... w Meksyku. Co ciekawe, zanim Podolski wybrał Górnika, to plotkowano, że może jednak zdecydować się na grę w jednym z meksykańskich klubów.

Oczywiście najwięcej o transferze pisało się w Niemczech. Tam Podolski do dzisiaj ma status wielkiej gwiazdy. Efekt jest taki, że niemieccy dziennikarze bez przerwy śledzą i relacjonują postępy swojego byłego kadrowicza.

"Wcześniej zapowiadał, że to jego największe życzenie, aby zakończyć karierę piłkarską w Zabrzu, zaledwie kilka kilometrów od Gliwic, w których się urodził. Teraz spełnia to marzenie. Ostatnio Podolski grał w Antalyasporze przez półtora roku. Teraz wraca do swojej polskiej ojczyzny, z której pochodzi również jego żona Monika" - pisał w lipcu niemiecki dziennik "Bild".

Prawda jest taka, że takiego rozgłosu Górnik być może nigdy nie miał. Jak jednak zabrzanie wykorzystują swoje pięć minut?

Na trybunach rekordu nie było

9 lipca odbyła się oficjalna prezentacja Podolskiego w Górniku. Zorganizowano ją na stadionie przy ul. Roosevelta, bo spodziewano się, że zainteresowanie kibiców będzie ogromne. Było. Na trybunach usiadło ponad 10 tys. ludzi. Co ciekawe, wśród nich byli także ludzie, którzy na co dzień nie kibicują 14-krotnemu mistrzowi Polski.

Sprowadzenie gwiazdy zawsze daje szansę, że uda się przyciągnąć nowych sympatyków. Nie wszyscy kibice przychodzą na stadion z powodu przywiązania do barw klubowych. Wiele jest osób, które na pierwszym miejscu stawiają dobre widowisko.

Arena Zabrze może maksymalnie pomieścić 24 563 kibiców. Od razu trzeba zaznaczyć, że od transferu Podolskiego ani razu nie udało się zgromadzić kompletu publiczności. Raz jednak naprawdę niewiele zabrakło. Ubiegłoroczny mecz z Legią Warszawa przyciągnął aż 23 103 fanów. Były także dwa spotkania, na których frekwencja przekroczyła 18 tys. Nie jest jednak tak, że każdy mecz to niemal pełne trybuny. Trudno więc powiedzieć, że Podolski pociągnął za sobą tłumy.

W ostatnich sezonach rekordowa średnia frekwencja była na poziomie 19 056 kibiców. Teraz do tego pułapu bardzo daleko, bo w obecnych rozgrywkach średnia wynosi ok. 12-13 tys. Oczywiście trzeba mieć tutaj na uwadze, że część meczów odbywała się w aurze jesiennej i zimowej, co więcej covid i pandemiczne zagrożenia też odstraszyły część sympatyków Górnika.

Co ciekawe, w ostatnim pełnym sezonie przed wybuchem pandemii koronawirusa (2018/2019) średnia frekwencja także była wyższa niż aktualnie i wówczas wynosiła ona 13 233 kibiców na mecz.

Koszulki jak ciepłe bułeczki

Duża liczba kibiców to także duże wpływy do klubowego budżetu. Górnik jednak zarabia na Podolskim także w inny sposób. To m.in. sprzedaż gadżetów, a przede wszystkim koszulek meczowych z nazwiskiem niemieckiego gwiazdora.

Taki trykot to koszt znacznie przekraczający 200 zł. W dodatku początkowo kibice mogli kupować także gadżety z hasłem "Witaj w domu Poldi". Niestety, zabrzański klub nie potrafi doliczyć się, ile do tej pory sprzedano koszulek z nazwiskiem "Podolski" i numerem 10 na plecach.

Pozostaje nam jedynie opierać się na starszych danych, którym Górnik początkowo chętnie chwalił się w mediach. W ciągu pierwszych dwóch dni, od kiedy było pewne, że Podolski będzie grać w Zabrzu, w klubowym sklepie sprzedano ponad 500 t-shirtów oraz kilkaset koszulek meczowych.

Jakub Kamiński

Może Cię zainteresować:

Szombierki Bytom rozbiły bank. Na transferze Jakuba Kamińskiego zarobią kilka milionów złotych

Autor: Patryk Osadnik

17/03/2022

Potem było jeszcze lepiej. Pod koniec lipca Górnik informował, że dziennie sprzedaje się nam pół tysiąca koszulek i innych gadżetów związanych z długo wyczekiwaną gwiazdą. Na pewno żaden inny piłkarz nie dał zabrzanom wpływów do budżetu liczonych co najmniej w dziesiątkach tysięcy złotych.

Zabrze kuźnią następców Podolskiego?

- Od zawsze to był cel Górnika, aby w klubie było dużo młodzieży. Oczywiście, trzeba jeszcze z miastem porozmawiać na temat nowego gruntu, ale jest to moje marzenie, aby zrobić solidną akademię na Śląsku. Górnik to duży klub, w którym jest jeszcze wiele do zrobienia, a ja chcę w tym uczestniczyć - mówił Podolski tuż po podpisaniu kontraktu z Górnikiem.

Już przed jego przyjściem zabrzanie nie mogli się wstydzić tym, jak szkolą młodzież. Już teraz kilku młodych zawodników przebija się do składu pierwszej drużyny. W kolejce czekają kolejni utalentowani sportowcy. Podolski jednak chciałby, aby w jego ukochanym klubie była akademia na światowym poziomie.

Na razie w tej kwestii niewiele się dzieje. Jeżeli jakieś rozmowy się toczą, to w kuluarach i szczegóły poznamy w późniejszym czasie. "Poldi" jednak uczestniczy w promocji akademii. Jego wizerunek znajdziemy na stronie internetowej, na grafikach promujących szkółkę, a obecnie promuje akcję przekazania 1%. Najgłośniej było o spocie, który pojawił się kilka miesięcy temu.

Na pewno nie jest tak, że Podolski w Zabrzu wyskakuje z lodówki. Można odnieść wrażenie, że w kwestii promocji akademii Górnik mógłby wykorzystać znacznie lepiej swoją gwiazdę. Można jednak odbić piłeczkę, że przecież Lukas nie był sprowadzany, aby pełnić rolę tzw. "misia z Krupówek". Wciąż jest aktywnym zawodnikiem, dla którego największym priorytetem jest odpowiednie przygotowanie się do kolejnych meczów.

Górnik i bez Podolskiego od wielu lat stara się ściągać uzdolnionych piłkarzy z Zabrza i okolic. W tym celu ma podpisane umowy partnerskie z wieloma klubami. Na mocniejsze zaangażowanie byłego mistrza świata w promocję przyjdzie jeszcze czas. Akademia i tak ma drużyny we wszystkich kategoriach wiekowych, a pod jego szyldem na co dzień trenuje kilkuset młodych piłkarzy, którzy teraz jeszcze mocniej marzą, aby kiedyś być piłkarzem na miarę Lukasa. Do tego dochodzi sekcja kobieca, która powstanie dzięki współpracy z KKS-em Zabrze.

Górnik drugiej takiej szansy mieć nie będzie

Jeżeli ktoś myślał, że sam transfer Podolskiego wystarczy, aby Górnik Zabrze bił się o mistrzostwo Polski, a pod drzwiami ustawiała się kolejka sponsorów, to może czuć się rozczarowany. To jednak od początku było nierealne, bo w futbolu nic nie jest takie proste.

Zabrzański klub nadal nie zalicza się do ligowych krezusów. Sprowadzenie Lukasa sprawiło, że wzrosło zainteresowanie wykupem lóż biznesowych na stadionie. W dodatku przyszły pojedyncze firmy, a niektóre zdecydowały się przedłużyć współpracę. Nadal to jednak miasto Zabrze jest głównym właścicielem i nic nie zapowiada, by to się miało nagle zmienić.

Trzeba pamiętać, że pieniądze lubią ciszę, a wszelkie rozmowy biznesowe czasami ciągną się długimi miesiącami. Na pewno Górnikowi pomoże nowy kontrakt dla byłego reprezentanta Niemiec. Umowa Podolskiego kończyć się w czerwcu tego roku i nadal nie zapadła ostateczna decyzja, czy nadal będzie grać na Roosevelta. Kilka dni temu spekulowano o ofercie, którą dla Lukasa szykuje 1. FC Köln. Powrót do Bundesligi? Do Bundesligi i Kolonii: w FC Köln Podolski grał w latach 1996-2005, zanim odszedł do Bayernu Monachium. Potem wrócił po trzech sezonach, by przenieść się do Arsenalu Londyn.

Czy śląska gwiazda zostanie w Górniku? Alternatyw jest sporo. Jak wyliczał niedawno Piotr Koźmiński: klub z MLS, z Azji oraz z krajów arabskich. Warto przypomnieć, że meksykański klub Querétaro, który kusił Podolskiego kilka miesięcy temu, oferował mu ponad milion dolarów rocznie.

Dopóki Lukas będzie w Zabrzu, Górnik i Zabrze będzie tylko zyskiwać. Jakość na boisku i rozgłos poza nim oznacza regularne przekazy w zagranicznych mediach, a przecież trzeba pamiętać, że jego konto na Instagramie prawie 5 mln internautów z całego świata. Trochę dziwić może, że z tego potencjału marketingowego bardzo skromnie korzysta miasto Zabrze. "Poldi" nie jest wykorzystywany do promocji miasta, a i można pokusić się o tezę, że także sam Górnik w kwestii promowania się przy użyciu swojej gwiazdy mógłby zrobić dużo więcej.

Czas powoli ucieka, bo nawet jeżeli 36-latek przedłuży kontrakt, to i tak wielkimi krokami zbliża się do zakończenia kariery. Warto zatem już namawiać Podolskiego na to, aby po zawieszeniu butów na kołek został w klubie w innej roli, a wtedy długofalowe efekty jego pracy mogą dać mnóstwo korzyści.