Początek lat 70. XX wieku. Ekipa pochodzącego z zagłębiowskiej Porąbki Edwarda Gierka ma plan zbudowania potęgi przemysłowej PRL. Marzyciele oderwani od podstaw ekonomii jeszcze nie wiedzą, że za kilka lat wszystko to skończy się gigantyczną katastrofą. Na razie jest entuzjazm. I rozmach, jakiego wcześniej ten kraj nie widział.
Huta koło Dąbrowy ze stolicą województwa w nazwie
Na lokalizację wybrany zostaje niezurbanizowany teren w pobliżu Dąbrowy Górniczej, pomiędzy Gołonogiem, Ząbkowicami, Strzemieszycami i Łośniem. Wokół brakuje bazy noclegowej, żywieniowej, wszystkiego. To rodzi problemy ale i szanse dla miejscowych na zarobienie niezłych pieniędzy. Dziesiątki tysięcy poszukiwaczy lepszego życia, którzy przyjechali budować kombinat z całego kraju musi gdzieś mieszkać i coś jeść. I tu socjalistyczna gospodarka musi przymknąć oczy na swe podstawy i dogadać się z prywaciarzami, którzy swe domy przekształcają w pensjonaty mieszczące nieraz zadziwiającą liczbę gości.

Zagłębiacy kombinowali od zawsze, bo życie w Imperium Rosyjskim ich tego nauczyło, zaś tradycja przekazywana była na następne pokolenia. Czasy, kiedy najbardziej prestiżowa inwestycja nowej ekipy rządowej ma priorytet niemal nad wszystkimi innymi inwestycjami, to niebywała okazja na robienie dobrych interesów. Mamy więc niejaką Carycę, która na kilka lat staje się imperatorką hotelową w mikroskali. Mamy brygadzistę, który nie pogardzi lewym dochodem, zapewne w pochodzie pierwszomajowym dumnie kroczy pod socjalistycznymi hasłami. Mamy przyjezdnych z całej Polski, widzą tu nie tylko szansę na dorobienie się, ale i nowe znajomości i dobrą zabawę. Wreszcie inżyniera-idealistę, który nie bacząc na wszechobecne błoto i kurz, z poświęceniem nadzoruje budowę kolejnego kombinatu po tym, jak skończyła się jego misja w Hucie im. Lenina pod Krakowem za poprzedniej jeszcze ekipy, którą nowa zdecydowanie zamierza przebić.
Dziki wschód w Zagłębiu Dąbrowskim?
Tytuł to oczywiste nawiązanie do gorączki złota na amerykańskim dzikim zachodzie w połowie XIX wieku. Co prawda w Zagłębiu Dąbrowskim pozyskiwano inne niż rudy żelaza kopaliny, lecz Dąbrowa Górnicza (do której wkrótce włączono sąsiednie miasta i wioski, wraz z nowym kombinatem) od teraz miała stać się najważniejszym ośrodkiem produkcji stali w Polsce.

A skąd kowboje? To nawiązanie do kapeluszy ochronnych pracowników pracujących przy wytopie, którzy chętnie paradowali w nich także poza halami z wielkimi piecami, trochę przypominając bohaterów dzikiego zachodu. Choć zamiast koni mieli motocykle, rowery albo wręcz zupełnie nic. Samochody, raczej podłej jakości, mieli tylko najwięksi szczęśliwcy.
Poznaniacy opowiadają kawałek historii Zagłębia
Duet reżysersko-dramaturgiczny (Szymon Kaczmarek i Żelisław Żelisławski) pochodzi z Wielkopolski, choć już współpracowali z Teatrem Zagłębia (spektakl „Gniew”). Obaj urodzili się w 2. połowie lat 80. i jedyne, co mogą pamiętać z czasów PRL, to jego upadek. Ale przygotowali się do zadania solidnie. Były rozmowy z bezpośrednimi świadkami budowy kombinatu, zarówno tych, którzy przyjechali go budować i tu zostali, jak i tymi, którzy obserwowali wszystko po sąsiedzku. Jak mówią twórcy, historycy i pasjonaci przeszłości Zagłębia Dąbrowskiego dostarczyli im mnóstwo materiałów.
Czy udało im się zrozumieć naszą lokalną specyfikę i przekazać ducha czasów, w których tak dużo się działo? O tym będzie się można przekonać już od najbliższego piątku. Premiera „Gorączki żelaza”, najnowszego spektaklu Teatru Zagłębia, już 2 października 2026 roku o godzinie 19:00. Przedstawienie będzie można zobaczyć także w sobotę i niedzielę oraz jeszcze kilkanaście razy w bieżącym sezonie teatralnym na scenie głównej dąbrowskiego Pałacu Kultury Zagłębia. Portal ŚLĄZAG jest patronem medialnym wydarzenia.

Może Cię zainteresować:
Edward Gierek, kowboje i wielki piec
Może Cię zainteresować:
