"Hetfield! Przyszedł Hetfield!". 37 lat temu w Katowicach lider Metalliki pił do rana wódkę z fanami

Pierwsze koncerty Metalliki w Polsce, dokładnie 37 lat temu. Dla fanów thrashu to jak wspomnienie o pierwszej pielgrzymce papieża Polaka dla katolików. Wszystko w tej historii jest legendarne: występy w katowickim Spodku, TO zdjęcie na autostradzie, Kat rozgrzewający publikę… I jeszcze coś: chłopcy z Wałbrzycha waletujący w hotelu z Jamesem Hetfieldem.

Na przełomie lat 80. i 90. wybuch thrashu metalu odnotowano na Śląsku z siłą porównywalną do poważnego wstrząsu energetycznego w kopalni Bobrek. Bankrutujący fryzjerzy (który fan Metalliki by się strzygł) przerzucali się na dystrybucję pirackich kaset magnetofonowych, ewentualnie produkcję jeansowych katan z naszywkami zespołów z tzw. “wielkiej czwórki”. Thrash opanował wyobraźnię i marzenia nastolatków. Tak było, nie kłamię.

Można więc sobie wyobrazić, co działo się we wszystkich pokojach wytapetowanych plakatami Metalliki, Slayera, Anthrax i Megadeth, gdy gdzieś mniej więcej jesienią 1986 roku w telewizji podali, że Metallica po raz pierwszy przyjedzie do Polski. Dwa koncerty od razu i oba w katowickim Spodku. W lutym roku 1987. I Ty musiałbyś tam być. Gdybyś w 1987 miał z 18 lat.

Z takim nastawieniem do tematu podeszła ekipa z Wałbrzycha. Jest koncert, a nawet dwa. 12 osób to będą 24 bilety. Trzeba je kupić. Gdzie? W Katowicach, oczywiście, gdzie uruchomiono przedsprzedaż.

- Padło na mnie. Wyprawa do Katowic? Ziąb, deszcz i niekończąca się kolejka. Do dziś czuję skostniałe palce, którymi odbierałem wejściówki. Są! 24 sztuki – opowiada Paweł Lulis.

W którym hotelu Metallica?

To pierwszy, najważniejszy punkt koronkowego planu. Bo ekipie z Wałbrzycha nie wystarczyła myśl o ujrzeniu i usłyszeniu na żywo Metalliki. I tak przechodzimy do punktu drugiego. Nocleg.

- Próbowaliśmy się dowiedzieć, w którym hotelu będzie nocować Metallica – opowiada Paweł. - Nikt oczywiście nam nic nie powiedział, ale w swojej nastoletniej logice założyliśmy, że musi to być jakiś dobrej klasy hotel najbliżej Spodka. W ten sposób doszliśmy do rezerwacji czterech pokojów w Hotelu Warszawa, dzisiejszym Novotelu.

Dalej jest trochę jak w „Kevin sam w Nowym Jorku”. Pamiętacie, Kevin bierze pokój z Plazie i płaci kredytówką tatusia. Wspominaliśmy, że 12-osobowej ekipie z Wałbrzycha nie wszyscy byli pełnoletni?

- Po pierwsze, drogo. Po drugie, recepcjonista robił problemy, bo paru z nas nie miało skończonych 18 lat. Ale determinacja była taka, że wkręciliśmy się się do pokoju na waleta. I przez cały dzień go nie opuszczaliśmy, bo wpadka mogła kosztować nas koncert – wspomina Robert Janicki.

Czy Metallica faktycznie zatrzymała się w Warszawie vel Novotelu? W tej opowieści wszystko się udaje. Po paru godzinach panowie Hetfield, Ulrich, Hammett i Newsted meldują się przy recepcji. Obok czatuje szczęśliwa ekipa z Wałbrzycha.

Paweł: „Tylko ja i mój kuzyn „Siwy” jako tako władaliśmy językiem angielskim. Więc podeszliśmy, powiedzieliśmy, że dziś wieczorem będziemy na koncercie, ale po nim zapraszamy do naszego pokoju – na polską wódkę James Hetfield i Jason Newsted (dla niewtajemniczonych: wokalista i gitarzysta oraz basista zespołu) obiecali, że przyjdą na pewno”.

Nie mieli wódki, zaprosili na wódkę

Tu trzeba zaznaczyć, że Paweł i Siwy obiecali Metallice degustację polskiej wódki nieco na wyrost. Żadnej wódki nie mieli, więc przed koncertem ruszyli w Katowice w poszukiwaniu narodowego destylatu.

- Po długiej gonitwie po sklepach chłopaki kupiły gdzieś kilka flaszek jakiejś paskudnej berbeluchy z pomarańczową etykietą. Jakaś ziołowa, smakowała jak olej silnikowy. Katastrofa – wspomina Robert.

Później był koncert, legendarny, bo pierwszy, historyczny w wykonaniu Metalliki za żelazną kurtyną. Grupa była już wtedy supergwiazdą metalowej sceny – rok wcześniej wydała album „Master Of Puppets”, uważany za jej szczytowe osiągnięcie. Fani thrash metalu do dziś pamiętają pewnie pełną listę utworów zagranych tamtego wieczoru – od „Battery” aż po „Blitzkrieg”. Bardziej pamiętliwi do dziś słyszą dziki: "Katołicz!", które wykrzykiwał ze sceny Hetfield. Jeszcze jedno: a kto grał przed Metallicą? Nasz Kat, rzecz jasna. Inne wspomnienie. Ireneusz Loth, perkusista Kata:

Żadnej próby. Mamy 20 minut, potem wyłączają prąd. Żadnych bisów, dobranoc. To jasne, że ludzie przyszli na Metallikę, ale chcieli też usłyszeć Kata. Gramy, a ja w odsłuchu nie słyszę nic oprócz bębnów. Gitara gdzieś się straciła, ludzie gwiżdżą… Porażka. Potem do garderoby wpadł James Hetfield. Dorwał się do flaszki Żytniej i sam chyba pół wywalił na ex. Potem wydukał coś, że „sorry za koncert i pogada z akustykiem”. Przyszedł akustyk i zapewnił, że następnego dnia będzie lepiej. Nie chcieliśmy grać tego drugiego koncertu, bo zrobili z nas sierotkę Marysię.
Było lepiej?
Było. Było bardzo dobrze. Hetfield nas pyta: „Super, ale czemu wy tak szybko gracie? Czasem trzeba też wolniej, a wy łoicie bardziej niż my”. Mam nagranie z tego koncertu. Zagraliśmy cztery kawałki, ale konkretnie.
Metallica i Kat w Spodku.
Metallica i Kat w Spodku.

Hetfield! Przyszedł Hetfield!

Wróćmy do hotelu Warszawa w nocy z 10 na 11 lutego roku pańskiego 1987. Grupa nastolatków w obcym mieście obgryza paznokcie w oczekiwaniu na finał przygody życia. James Hetfield obiecał przecież, że przyjdzie. Przyjdzie, prawda?

Która godzina? 23. No kurde, obiecał, że przyjdzie, to chłopaki czekają. Która jest? Północ dochodzi. Może zapomniał, może olał sprawę, może nie pamięta numeru pokoju… Jest prawie pierwsza, większość już śpi, niech to szlag, ekipa z Wałbrzycha nawet autografu w tym zamieszaniu nie wzięła.

A teraz pauza: w pokoju nr 222 ktoś łomocze do drzwi. Pobudeczka. Jedyna taka w życiu.

Robert: Po północy dałem za wygraną i poszedłem do łóżka w swoim pokoju. Już we śnie usłyszałem, jak ktoś drze się w drzwiach: „Hetfield! Przyszedł Hetfield! Do 222!”. Słaby dowcip. Chciałem spać dalej, ale gość nie przestawał wrzeszczeć.
Paweł: Gdy go zobaczyłem, myślałem, że to halucynacje, skutki uboczne tej ziołowej gorzałki. A on tylko rzucił coś w stylu: „Here I am, friends” i wszedł, uśmiechnięty od ucha do ucha. Do dziś trudno mi opisać to szaleństwo.
James Hetfield w Katowicach.
James Hetfield w Katowicach.

Lider Metalliki nawet nie czekał aż chłopcy z Wałbrzycha przygotują kieliszki – degustację obiecanego polskiego trunku rozpoczął z pełnej butelki. A gdzie reszta zespołu? „Reszta? No cóż…” – wyjaśniał Hetfield. – „Kirka (Hammetta – gitarzystę) musieliśmy odnieść do pokoju. Lars (Ulrich – perkusista) powiedział, że bardziej od imprezowania to on lubi się porządnie wyspać. A Jason (Newsted - basista)? Dobre pytanie. Nikt nie wie, gdzie podział się Jason i czy w ogóle żyje” – wyliczał ciągle rozbawiony idol nie tylko wałbrzyskiej młodzieży.

Robert: Do mnie Hetfield mówił: „Zombie”, bo przyszedłem do pokoju blady, zaspany i z wielkimi oczami. Wygłupialiśmy się, rozmawialiśmy, choć nie znaliśmy angielskiego i uczyliśmy Jamesa, jak się w Polsce przeklina. Skrupulatnie zapisywał każde słowo i rechotał za każdym razem, gdy powtarzał je na głos.
Paweł: Wszystkich zaskoczyło, że odwiedził nas normalny facet, żaden gwiazdor czy bufon. Ktoś dokładnie taki jak my, kochający metal i rockandrollowy styl bycia. Zresztą on też był zaskoczony. Mówił nam – „Wiecie, my kompletnie nie mieliśmy pojęcia, co nas tu czeka. Nie byliśmy pewni, czy w ogóle nas tu znają. A na koncercie publika śpiewa wszystkie kawałki razem z nami!”.

Impreza z Hetfieldem w Hotelu Warszawa trwała do rana. Następnego dnia, po drugim koncercie James obiecał powtórkę – mówił, że ściągnie cały zespół. Ale finalnie Metallica wyleciała z Katowic zaraz po występie.

To historia tak dobra i tak niemożliwa, że gdyby nie zdjęcia, dziś pewnie nikt by w nią nie uwierzył. Chłopaki z Wałbrzycha mają dziś grubo po pięćdziesiątce. A James Hetfield skończy w sierpniu 61 lat.

Roman kostrzewski irek loth

Może Cię zainteresować:

Hetfield nas pyta: „Czemu wy tak szybko gracie? Czasem trzeba też wolniej, a wy łoicie bardziej niż my”. Ireneusz Loth wspomina Romana Kostrzewskiego

Autor: Marcin Zasada

10/02/2023

Slayer w Zabrzu

Może Cię zainteresować:

Zadyma nie z tej ziemi: 32 lata temu Slayer wpadł na Śląsk. Legenda: fani metalu na deser przewracali tramwaje

Autor: Marcin Zasada

06/06/2024

Eddie Munson i muzyka zespołu KAT

Może Cię zainteresować:

Muzyka zespołu KAT zamiast Metalliki w słynnej scenie ze „Stranger Things". Diabelski dom lepszy od Master of Puppets?

Autor: Arkadiusz Nauka

11/07/2022

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon