Jak Netflix odtworzył dawne Szopienice w "Ołowianych dzieciach"?
Akcja serialu "Ołowiane dzieci" w większości rozgrywa się w katowickich Szopienicach lat 70. XX wieku. Oczywiście większość z historycznych lokacji już nie istnieje, albo diametralnie się zmieniła.. Na poszukiwanie idealnych lokacji filmowych twórcy serialu poświęcili parę miesięcy. Scoutem dla produkcji serialu "Ołowiane dzieci" był Kamil Iwanicki, ekspert od śląskiej architektury i autor słynnej ksiązki "Familoki".
- Była to kilkumiesięczna praca z działem scenografii – Joanną Machą i Marceliną Kunikowską, który odpowiadał za wizję i adaptację tych przestrzeni oraz z Maćkiem Orliczem, który był odpowiedzialny, żeby wybrane miejsca można było zaadaptować na plan filmowy, a często była to trudna praca, bo to nie tylko rozmowa z właścicielem, ale też sąsiadami, których kamienice trzeba było zaadaptować na plan filmowy. To kwestie formalne, które stanowią duże wyzwanie - mówił w rozmowie ze ŚLĄZAGIEM Kamil Iwanicki.
W trakcie parumiesięcznej pracy ekspert wyszukał parędziesiąt potencjalnych lokalizacji. Okazało się, że Targowisko, czyli serialowe osiedle familoków w Szopienicach, zagrać mogą (wspólnie z kolonią Alfred w katowickim Wełnowcu) świętochłowickie Lipiny. Na szczególną uwagę zasługuje ul. Barlickiego - to tam nakręcono sceny przed kamienicą, w której mieszkała serialowa Doktórka, tam też postaci często czekają na tramwaj. Na ekrany trafił także Chropaczów.
- Lipiny pojawiają się w serialu kilkukrotnie, są tam sceny kręcone na ulicy Barlickiego, mieszkanie doktórki, familoki. Dawny ratusz w Chropaczowie stał się przychodnią, gdzie pracuje dr Jolanta Wadowska-Król - mówił w rozmowie ze Ślązagiem Kamil Iwanicki.
Filmowa dzielnica... a może "przeklęta dzielnica?
Warto podkreślić, że Lipiny mają długą ekranową historię. Już w 1990 roku Lipiny zagrały... północną Francję w filmie "Le brasier". Po tamtej produkcji została nawet pamiątka. Na jednej z kamienic przy ul. Barlickiego widać fragment scenografii - reklamę z napisem "Le Nouveau Combattant". Mural pozostał i stał się jednym z symboli dzielnicy Świętochłowic.
Obecnie Lipiny nazywane są „przeklętą dzielnicą”. O tym miejscu krążą różne legendy, jak ta mówiąca o tym, że „miejscowe psy dzielą się na szybkie i smaczne”, a obcy nie powinni się tam zapuszczać, szczególnie po zmroku. Trzeba przyznać, że dziś faktycznie jest tam wiele opuszczonych i walących się kamienic oraz familoków. Straszą też witryny pozamykanych sklepów. Pamiętajmy jednak, że kiedyś była to bogata i ładna miejscowość.
Według niektórych źródeł już w 1823 roku rozpoczęło się na tym terenie wydobycie węgla kamiennego. W 1853 roku uruchomiona została kopalnia Matylda, która w 1913 dała ponad 830 tysięcy ton węgla. W 1967 roku połączona została z kopalnią Śląsk, a wydobycie w tym rejonie zakończono w 1974 roku. W grudniu 1894 roku w Lipinach uruchomiono tramwaj parowy na linii z Zabrza do Królewskiej Huty (dzisiejszy Chorzów). Cztery lata później, w 1898 roku, pojawiły się tam pierwsze latarnie elektryczne oświetlające ulice. W tym momencie warto zaznaczyć, że pierwsze latarnie elektryczne w Warszawie pojawiły się dopiero w 1906 roku.
Ważnym zakładem przemysłowym w Lipinach była także huta cynku Silesia, która powstała w 1847 roku jako Huta Konstancja. W latach 1885-1895 wybudowano tam walcownię blachy cynkowej, która przed I wojną światową była największym tego typu zakładem na kontynencie europejskim. Przemysłową działalność zakończono tam w latach 1998–2000. Lipiny "upadły" dopiero w czasach przemiany ustrojowej w Polsce, w latach 90. i dwutysięcznych. Ale spokojnie, obecnie dzieje się tam dużo dobrego - remontowane są kamienice i dawne budynki użytkowe, jak np. dawna siedziba Szkoły Ludowej nr IV. Za większość inwestycji odpowiada spółka Obiegło Investments.
Może Cię zainteresować:
Mikołów zagrał w "Ołowianych dzieciach". Miejskie kąpielisko oddało klimat lat 70. XX wieku
Może Cię zainteresować:
