Rozmowa z Joanną Kulig, aktorką wcielającą się w rolę dr Jolanty Wadowskiej-Król w serialu „Ołowiane dzieci”

Gra pani prawdziwą, realną postać, którą my na Śląsku znamy jako już starszą osobę. Czy wzorowała się pani na jakichś archiwalnych nagraniach z dr Jolantą Wadowską-Król, żeby zagrać jej postać?
Oglądałam sporo fotografii, poznałam syna i wnuczkę. Jednak ten scenariusz nie jest dokładnym odtworzeniem jej historii. Warto podkreślić, że serial jest inspirowany jej życiem, więc zależało mi, żeby być w ścisłym kontakcie z Maćkiem (Maciejem Pieprzycą – reżyserem serialu „Ołowiane dzieci” – przyp. red.), by wykreować tę postać bazując na jego wizji. Nie chciałam zagłębiać się mocno w jej biografię, aby nie stracić dystansu do tej historii. Wiedząc, że nie odtwarzamy jej 1:1 na ekranie, wolałam mieć ją w sercu, budować te emocje krok po kroku i jednocześnie podążać za scenariuszem.
Czy stroje pomagały pani wcielić się w tę postać? Piękne nosi pani sukienki w tym serialu, z lat 70. I ma też fryzurę – charakterystyczny dla dr Wadowskiej-Król kok...
Rzeczywiście, dr Wadowska-Król miała koka i to było takie bardzo charakterystyczne. Wydaje mi się też, że ten kostium jeszcze bardziej mnie do niej zbliżył. Sukienka, buty, fryzura... Wyglądam tam zupełnie inaczej niż na co dzień i to mi bardzo pomogło w budowaniu roli.
Zauważyłam, że w serialu, można powiedzieć, że ciągle pani jest w ruchu. Durch kajś pani loto, jak by się powiedziało po śląsku, po familokach, po urzędach, jest pani aktywną kobietą i ma specyficzny chód, zdecydowany, szybki. Specjalnie pani ten chód opracowała na potrzeby serialu?
Myślę, że ja ogólnie dość chodzę dość szybko, ale jednocześnie nie przepadam za butami na obcasie. Wydaje mi się, że buty na obcasie, które nosiły kobiety w latach 70. były dużo wygodniejsze. Pracując nad postacią dodałam też swój ruch i w połączeniu z całością - kostiumem i wspomnianym wcześniej butami - dodało to dynamiki i pewnego rodzaju siły.
Gra pani kobietę czynu, można powiedzieć. Ona non stop coś załatwiała, organizowała, przekonywała. Z jednej strony była człowiekiem, który walczy z systemem, ale z drugiej strony też walczyła z tym, jak jako kobietę, matkę postrzegają jej rodzina, społeczeństwo itd. Czy to też starała się pani wyrazić w swojej roli?
Bardzo podobała mi się scena, w której doktor Wadowska-Król spóźnia się na kolację, ponieważ jest bardzo zaangażowana w swoją pracę. Jej mama w serialu była dosyć krytyczna i mówiła: Słuchaj, kolacja to jest rzecz święta. Nie może tak być, że ty się spóźniasz. Zastanawiałam się czy gdyby to przydarzyło się mężczyźnie to czy jej reakcja była taka sama. Jednak jest to specyfika tamtych czasów, w których doktor Wadowska-Król musiała odnaleźć się w męskim świecie oraz walczyć o prawdę i zdrowie dzieci.
Może Cię zainteresować:

