Katarzyna Pachelska
Kamil Iwanicki

Kamil Iwanicki. Kustosz śląskich familoków przywraca pamięć o dawnych koloniach robotniczych

Rozmowa z Kamilem Iwanickim, inicjatorem projektu „Familoki” Klastra Innowacji Społecznych, którego trzecia część odbywa się w 2022 r. pod nazwą „Familoki 3.0”, przewodnikiem po koloniach robotniczych, absolwentem studiów śląskich na Uniwersytecie Śląskim i pracownikiem Centrum Kultury w Gliwicach.

Dlaczego wszyscy kochają familoki, a nikt nie chce w nich mieszkać?
Ludzie bardzo dobrze wspominają dzieciństwo w familokach, bo za bajtla było super. Potem połowa wyjechała do Reichu, a połowa przeprowadziła się do bloku. W latach 90. familoki były kojarzone z patologią, nikt w nich nie chciał mieszkać. Dziś to nie są już te same familoki co w latach 50. czy 60.

Ucywilizowały się?
Tak.

Ile lat mają najstarsze familoki?
Najstarsze familoki śląskie pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku, ale z tych do dzisiaj zostały pojedyncze domy. Typowe familoki powstawały od drugiej połowy XIX wieku, z większych kompleksów to Ficinus w Rudzie Śląskiej i Borsigwerk w Zabrzu Biskupicach. Później, na przełomie XIX i XX wieku, do lat 30. XX wieku, kolonie takich domów powstają już wszędzie. W każdym mieście, przy kopalni, hucie, którym były potrzebne ręce do pracy, najłatwiej było wybudować takie familienhausy i tym przyciągnąć pracowników. W latach 30. powstawały już tylko pojedyncze inwestycje, jak modernistyczna Kolonia im. Mościckiego. Po niemieckiej stronie Śląska powstawały w tamtych latach osiedla dla przesiedleńców, uchodźców z Polski. W Zabrzu, koło stadionu, jest całe takie osiedle, przepiękny modernistyczny kompleks. W Rudzie, w każdej dzielnicy, budowane były domy uchodźcze. Podobnie w Gliwicach, na Zatorzu, wybudowano dużo tanich, modernistycznych, bloków, by ludzie, którzy przeprowadzili się z Polski mieli gdzie mieszkać.

Kiedy zaczęła się degeneracja familoków?
Po wojnie, w latach 50., ludzie cieszyli się, że mają jakiekolwiek mieszkanie. Od lat 70. na Śląsku zaczyna się budowa bloków z wielkiej płyty. A takie mieszkania miały ogrzewanie z sieci, łazienki, były wygodniejsze niż stare budynki. Najbardziej jaskrawy przykład wgryzania się bloków w starą tkankę kolonii robotniczych to Giszowiec, gdzie wśród małych domków miasta ogrodu zaczęły wyrastać wielkie bloki z wielkiej płyty. Większość wolała się przekludzić do bloku, by mieć lepsze warunki. Lata 80. i 90. to najgorszy okres dla familoków. W latach 90. padają zakłady pracy i firmy nie miały już pieniędzy, by inwestować w zachowanie ich w dobrej kondycji. Podobnie miasto nie miało na to środków. W familokach zostali najbiedniejsi, z wielu mieszkań zrobiono lokale socjalne. Najgorszy przykład takiej degeneracji to świętochłowickie Lipiny, które do dzisiaj nie mogą się podnieść. Innym, podobnym, jest Kaufhaus w Rudzie Śląskiej, który jednak powoli wychodzi na prostą.

Wszędzie tak było?
Na szczęście nie. Były kolonie robotnicze, które mimo trudnych czasów nie straciły swojej renomy, bo miały wysoki standard, np. osiedle Ballestrema w Zabrzu – osiedle dwu-, trzy- lub czterorodzinnych domów z ogródkami.

A co teraz dzieje się z śląskimi familokami? Czy dzisiaj ktoś świadomie wybiera mieszkanie w nich?
Młodzi ludzie kupują ostatnio mieszkania, jako swoje pierwsze, w familokach, bo są one tańsze niż inne. Niektóre kolonie zrobiły się modne, jak katowicki Nikiszowiec, gdzie przeprowadzili się przedstawiciele katowickiej inteligencji.

Czy da się policzyć, ile osiedli familoków, dawnych kolonii robotniczych, zostało do dzisiaj na Górnym Śląsku?
Dużych kolonii jest na terenie dzisiejszej aglomeracji około 20. Pozostałe familoki to były pojedyncze ulice, budowane przy zakładach przemysłowych. Dla mnie esencją prawdziwej kolonii robotniczej jest zabrzański Borsigwerk. Jest tam 30 domów w zabudowie koszarowej, osobno część dla robotników, osobno dla urzędników. Jest cmentarz ewangelicki, gdzie można czasami zobaczyć kozę skubiącą trawę. Jest przedszkole, kaplica. To jest takie małe miasteczko. Obok jest reszta Biskupic.

A inne?

Z innych dużych śląskich kompleksów familoków można wymienić katowicki ceglany Nikiszowiec, Giszowiec, Zandkę w Zabrzu, Rokitnicę w Zabrzu, Szopienice i Załęże w Katowicach. Nie powinno się pomijać Zagłębia, bo Piaski w Czeladzi są dla mnie jednym z top 5 osiedli robotniczych. Powstał tam kompleks, którego ze świecą szukać na Śląsku. W Gliwicach warto się wybrać, na przykład ze mną, do kolonii, w której mieszkał pisarz Horst Bienek. We wspomnieniach Bienek opisuje, jak wyglądało codzienne życie tam, np. rytuał sobotnich kąpieli. Niedocenianym osiedlem familoków jest to w Czerwionce-Leszczynach. W Rudzie Śląskiej oprócz Kaufhausu można wymienić dzielnicę, która praktycznie cała jest kolonią robotniczą, czyli Orzegów. Mały kompleks jest też w Rudzie, obok ruin zamku Goduli. W Bytomiu – Bobrek i kolonia Zgorzelec. W bytomskich Szombierkach już nie można mówić o kolonii, bo wszystko zostało albo wyburzone albo ocieplone. Niektórzy uważają Rozbark za osiedle robotnicze. W Chorzowie jest minikolonia, przy ul. Kalidego, gdzie zachowało się 5 domów robotniczych, zresztą najstarszych w mieście i na całym Górnym Śląsku. Powstały one dla pracowników Królewskiej Huty.

Czy po wszystkich tych osiedlach oprowadzasz w ramach programu „Familoki”?
W pierwszej edycji projektu „Familoki” punktem wyjścia było 15 najbardziej znanych kompleksów familoków. Jednak im bardziej wchodziłem w ten temat, tym bardziej chciałem go poszerzyć. Stąd spacer po Nowym Bytomiu w Rudzie Śląskiej, który powstał z połączenia kilku kolonii. Stworzyło się małe miasto. W Rudzie Śląskiej każda dzielnica praktycznie tak powstawała. W ramach zeszłorocznego spaceru online, zrobiłem spacer po kolonii, której nie ma. Koło Sztolni Królowej Luizy w Zabrzu, gdzie teraz jest DTŚ-ka, były kolonie A, B, C, D. Przy ul. Lompy była kolonia B. O tyle specyficzna, że kopalnia zaproponowała górnikom działki, na których oni mieli wybudować domy i mieszkać w nich, a część wynajmować innym. Nawet były specjalne pożyczki na ten cel. Tak powstało 14 ulic, i kolonia prywatna. Większość domów było ceglanych, każdy inny. Przy ul. Lompy były domy, sklepy, kawiarnie, kościół ewangelicki, kamienice. Dzisiaj zostało 20 budynków, i to nie w zwartej zabudowie, z wyrwami.

Najbliższy spacer po osiedlu familoków: Spacer z przewodnikiem po osiedlu robotniczym w katowickim Załężu już 17 lipca w ramach projektu "Familoki 3.0"

Ile jeszcze spacerów odbędzie się w tym roku?
Do końca roku zostało 10 spacerów. Na pierwszym tegorocznym, po Nowym Bytomiu, było 100 osób, na kolejnym – 70. Na wycieczce po Szombierkach, na początku, gdy byliśmy przy Elektrociepłowni Szombierki – już 250 osób. W tym roku, na finał programu „Familoki” ma powstać nieduży przewodnik po osiedlach robotniczych w wersji online. Będzie można go sobie samodzielnie wydrukować.

Kto przychodzi na wycieczki po osiedlach robotniczych?
Nie sami seniorzy, jak myślą niektórzy. Jest dużo starszych osób, ale przychodzą też młode, nawet nastolatki. Bardzo mnie cieszy, gdy widzę mieszkańców danej dzielnicy na moim spacerze. Wiadomo, że ja wszystkiego nie wiem, i zachęcam uczestników, by dopowiadali swoje informacje czy wspomnienia, jak dawniej wyglądało życie w familokach. Np. na wycieczce po osiedlu Borsigwerk w Zabrzu był pan, który wychował się w niemieckiej rodzinie w tej kolonii, i opowiedział dużo ciekawostek, np. jak się przed wojną opróżniało szambo, i jak zostawiali dla sąsiadów karteczki na haźlu.

Skąd wzięło się twoje zainteresowanie familokami i historią Śląska?
W szkole podstawowej w gliwickiej Sośnicy nauczycielka historii robiła nam wycieczki po dzielnicy. Ja zawsze lubiłem historię, i te wyprawy bardzo mi się spodobały.

Czyli nauczycielka zasiała w Tobie ziarno ciekawości najbliższego otoczenia?
Tak, później na własną rękę czytałem o historii Gliwic, które były mi najbliższe. Jednak w gimnazjum i szkole średniej nauczyciele przyczynili się do tego, że odechciało mi się tego. Poszedłem na studia ekonomiczne, ale tam stwierdziłem, że nie są dla mnie. Zdecydowałem się na międzywydziałowe studia śląskie na Uniwersytecie Śląskim, co było dla mnie dobrym wyborem.

Dlaczego?
Wykorzystuję wiedzę zdobytą na tych studiach oprowadzając wycieczki po familokach. Nigdy nie opowiadam tylko o architekturze, detalach, historii sztuki. Staram się, by familoki były punktem wyjścia opowiedzenia szerzej o Górnym Śląsku, jak tu ludzie żyli i dlaczego kolonie powstawały, o kulturze robotniczej. Uważam, że familoki są traktowane po macoszemu. Nie trzeba jechać daleko, by zobaczyć coś ciekawego. Niesłusznie uważamy, że „w Zabrzu nic nie ma”, „w Rudzie nic nie ma”, i trzeba jechać do Krakowa albo Wrocławia, żeby czegoś doświadczyć.

Czujesz się Ślązakiem?
Tak, mimo że jestem krojcokiem, bo mój tata pochodzi z Zamościa. Zadeklarowałem narodowość śląsko-polską w Spisie Powszechnym.

Ruda Śląska Nowy Bytom

Może Cię zainteresować:

Kto wielbi familoki? Śląskie i zagłębiowskie? Zaczyna się cykl spacerów po osiedlach robotniczych m.in. Rudy Śląskiej, Zabrza, Katowic, Sosnowca

Autor: Katarzyna Pachelska

19/05/2022

Zandka, Zabrze

Może Cię zainteresować:

Familoki między 100-letnimi platanami. Hutnicza kolonia Zandka. Zabrzańska odpowiedź na Nikisz

Autor: Katarzyna Pachelska

07/07/2022