4 maja 1950 roku w kopalni „Jankowice” w Rybniku doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii śląskiego górnictwa. W wyniku wybuchu metanu i wtórnej eksplozji pyłu węglowego zginęło 31 górników. Choć był to wstrząs dla całej społeczności, władze PRL starały się ograniczyć informacje o tragedii, a rodziny ofiar poddawano presji, by milczały o okolicznościach zdarzenia.
Artykuł powstał na podstawie materiału opublikowanego na stronie „Jankowice – naszo gruba” autorstwa T. Gacka.
Presja planu sześcioletniego i „gonienie za tonami”
Lata 1949–1950 były okresem gwałtownego wzrostu wymagań wobec kopalń. Wprowadzono współzawodnictwo pracy, a niewykonanie planu groziło karami finansowymi i publiczną krytyką. Władza wysyłała do zakładów tzw. „korespondentów” – donosicieli mających pilnować dyscypliny i realizacji planów produkcyjnych.
Górnicy i ich rodziny już wtedy obawiali się, że „gonienie za tonami węgla” może doprowadzić do tragedii.
4 maja 1950 r., godz. 16:00. Wybuch na poziomie 250!
Do katastrofy doszło podczas robót strzałowych prowadzonych na poziomie 250 m, w przekopie V, w rejonie pokładu 506–507. Zapalarka do materiałów wybuchowych zainicjowała wybuch metanu, a następnie doszło do wtórnej eksplozji pyłu węglowego .
W zasięgu wybuchu znalazło się około 2 tys. metrów wyrobisk w pokładzie 507. W katastrofie zginęło 31 górników – mężczyzn w wieku od 19 do 53 lat, większość z nich miała rodziny i dzieci.
Hełmy ofiar – sczerniałe i skurczone od temperatury – przez lata były eksponowane w Izbie Tradycji kopalni, robiąc ogromne wrażenie na odwiedzających to miejsce.
Zastraszanie, przemilczanie i proces
Rodziny ofiar wzywano na kopalnię i zastraszano funkcjonariuszami bezpieki. Wymagano od nich podpisania dokumentów nakazujących milczenie o przebiegu rozmów i okolicznościach tragedii.
W prasie z epoki katastrofa praktycznie nie istniała – pojawiły się jedynie wzmianki o ukaraniu winnych, bez opisu samego zdarzenia.
Sprawę skierowano do prokuratury, a następnie do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Oskarżono kierownictwo kopalni o tolerowanie łamania przepisów bezpieczeństwa i prowadzenie prac w warunkach nadmiernego zagrożenia metanowego bez zgody Okręgowego Urzędu Górniczego.
Wyroki były surowe:
- dyrektor Ferdynand Iwanek – 10 lat więzienia,
- kierownik robót górniczych Henryk Zorychta – 10 lat,
- nadsztygar Ferdynand Wolny – 8 lat,
- sztygar Józef Dziwoki – 5 lat,
- technik Ernest Bulanda i nadgórnik Alojzy Adamczyk – 3 lata.
Dwóch oskarżonych uniewinniono.
Po katastrofie
Katastrofa w KWK Jankowice w tragiczny sposób dowiodła, jak niebezpieczna jest eksploatacja pokładów gazowych. To właśnie jej następstwie powołano Instytut Ochrony Pracy w Górnictwie (24 marca 1951 r.), którego zadaniem było opracowanie metod zwalczania zagrożenia wybuchu pyłu węglowego.
Choć przez lata tragedia ta była przemilczana, dziś – 76 lat później – jest pamiętana jako symbol ciężkiej pracy, ryzyka i odpowiedzialności, jakie niosło górnictwo w szalenie dlań niebezpiecznych czasach powojennego przyspieszenia industrialnego, wyśrubowanego daleko poza granice bezpieczeńśtwa, bez liczenia się z ludzkim życiem i zdrowiem.
T. Gacek – autor materiału, na podstawie którego powstał ten artykuł – podkreśla, że jego tekst to „hołd dla górników, którzy zginęli na posterunku pracy na naszej grubie”.


