Cyklista jadący niedzielnym wieczorem katowickim odcinkiem autostrady A4 zwrócił uwagę mundurowych patrolujących ulice miasta na motocyklach. Podczas kontroli okazało się, że nie tylko poruszanie się drogą niedozwoloną dla ruchu rowerów miał na sumieniu.
Za takie wykroczenie można stracić prawo prowadzenia… roweru (pojazdów silnikowych – już nie). Warto, by Policja przyjrzała się także innym przewinom cyklistów. A szczególnie jeżdżącym bez świateł drogami dla rowerów i po chodnikach. Bo to już jest plaga.
Pijany rowerzysta z Bydgoszczy na autostradzie A4 w Katowicach
Zdarzenie miało miejsce 2 sierpnia 2026 roku. W godzinach wieczornych funkcjonariusze katowickiej drogówki patrolowali miasto na motocyklach. Podczas przejazdu autostradą A4 dostrzegli poruszającego się nią rowerzystę (co nie było takie oczywiste, gdyż rower nie miał świateł). Policjanci natychmiast zatrzymali mężczyznę, gdyż sama jazda rowerem po autostradach w Polsce jest niedozwolona.
Podczas kontroli przebadali kierującego rowerem 38-latka alkomatem. Pomiar wskazał stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu odpowiadający ponad 1,5 promila we krwi. Ponadto rower, którym się poruszał, nie spełniał wymagań dotyczących obowiązkowego wyposażenia, w szczególności – nie miał świateł.
Rower został czasowo zabezpieczony, by uniemożliwić zatrzymanemu jazdę, a on sam ukarany mandatem w wysokości niecałych 3.000 złotych.
To wykroczenie a nie przestępstwo. Lecz konsekwencje mogą być surowe
Po kilku latach obowiązywania zaostrzonych przepisów ustawodawca je nieco złagodził. Obecnie jazda rowerem w stanie nietrzeźwości jest wykroczeniem, bez względu na zawartość alkoholu we krwi. To różnica w porównaniu z prowadzeniem pojazdów z napędem mechanicznym – ich prowadzenie w stanie nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi) jest już przestępstwem. Lecz nie znaczy to, że konsekwencje są łagodne. Wysokość mandatu to 2,5 tysiąca złotych, a sąd może dodatkowo nałożyć zakaz prowadzenia… roweru. Co ciekawe – w takim przypadku wciąż można prowadzić pojazd o napędzie mechanicznym, jak samochód, tramwaj czy traktor. Jednak mimo wszystko – kara jest dotkliwa.
W przypadku spowodowania wypadku, w którym są poszkodowani inni niż sam sprawca, sytuacja się zmienia i wówczas sąd może zakwalifikować czyn jako przestępstwo, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Inaczej jest w przypadku jazdy rowerem w stanie po użyciu alkoholu, czyli przy jego stężeniu od 0,2 do 0,5 promila we krwi. Mandat wynosi wówczas 1 tysiąc złotych. Wciąż jednak taka osoba stanowi niebezpieczeństwo dla siebie, oraz – co ważniejsze – dla przypadkowych, postronnych osób.
„Po raz kolejny przypominamy, że rowerzyści nie mogą poruszać się po autostradach ani drogach ekspresowych. Tego rodzaju zachowanie stwarza zagrożenie zarówno dla nich samych, jak i dla pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Już niewielka ilość wypitego alkoholu ogranicza zdolność oceny sytuacji, wpływa na koordynację ruchową oraz na refleks, znacząco zwiększając ryzyko poważnych zdarzeń drogowych. Wystarczy lekkie zachwianie równowagi, aby wyprzedzający takich rowerzystów, chcąc uniknąć zderzenia z nimi, wykonali niebezpieczny dla siebie i dla innych manewr. Pijany rowerzysta może zaszkodzić zarówno sobie, jak i przyczynić się do niebezpiecznych sytuacji, których skutki odczują inni uczestnicy ruchu.
Apelujemy o rozsądek i odpowiedzialność. Jeśli spożywałeś alkohol, zrezygnuj z jazdy rowerem i wybierz bezpieczny sposób powrotu do domu. Alkohol i kierownica każdego pojazdu to niebezpieczne połączenie! Nie wahajmy się zgłaszać podejrzanych sytuacji policjantom!” — przypomina Policja.

Kiedy Policja weźmie się za rowerzystów bez świateł na chodnikach, drogach dla rowerów i jezdniach dla wszystkich?
Choć dla piszącego te słowa rower jest głównym środkiem transportu przez cały rok, on sam widzi doskonale winy wielu rowerzystów. Jedną z najgorszych jest bardzo częsty brak prawidłowego oświetlenia po zmroku. I o ile takie przypadki na jezdniach ogólnych (czyli dla wszystkich – samochodów, motocykli, rowerów itd.) są rzadkością, o tyle na drogach dla rowerów, ścieżkach pieszo-rowerowych oraz chodnikach – to zjawisko notoryczne.
Równie częste są głupie tłumaczenia rowerzystów tak postępujących, gdy się im zwraca uwagę. Poza przypadkami agresji – które są skrajnością ale zdarzającą się jednak – najczęściej to wymówki, że przecież są na drodze dla rowerów albo – co szczególnie zdumiewające – na chodnikach (po nich wolno jeździć rowerami tylko w niektórych okolicznościach, które zazwyczaj nie zachodzą).
Otóż przepisy nakładają na rowerzystów obowiązek używania oświetlenia na drogach publicznych, a drogi dla rowerów i chodniki są częścią dróg publicznych! Rowerzysta, którego nie widać, jest zagrożeniem dla innych rowerzystów, o czym się już niejeden przekonał.
Dobrze, że Policja zwraca uwagę na nietrzeźwych rowerzystów, jak na przykład ten z Sosnowca, który był po prostu – mówiąc potocznie – nawalony. Czy jednak stróże prawa pochylą się w końcu i nad problemem z tymi, którym wydaje się, że ich przepisy dotyczące świateł oraz rozsądek – nie obowiązują?
Może Cię zainteresować:


