INTERPRETACJE wystartowały w 1998 roku z impetem – programowym i organizacyjnym. Trafiły na urodzajne podglebie, był to bowiem czas, gdy młode pokolenie reżyserów (i widzów!) już jawnie buntowało się przeciw „okupywaniu” teatrów przez grupę znakomitych i uznanych, ale wciąż tych samych, twórców.
Wchodzące w teatralny świat młode pokolenie - nazwane potem przez historyków teatru „pokoleniem ojcobójców” lub „pokoleniem Warlikowskiego i Jarzyny” – z trudem przedzierało się na kolejne sceny. O ile jednak nawet miało już gdzie pracować, to nie miało wielkich możliwości skonfrontowania się z pracami rówieśników, o dyskusji ze starymi mistrzami nie mówiąc. Nie oczekiwali ani pochwał, ani reprymendy, tylko rzetelnej rozmowy o nowym teatrze.
A było o czym rozmawiać. Młodzi-gniewni próbowali łamać obowiązujące teatralne schematy, świadomie naruszali „święty” porządek narracji, nie bali się brutalizmu na scenie, ani nagości, jeśli była uzasadniona tekstem, wprowadzali wreszcie (o ile dopuszczono ich do głosu) na scenę mało znanych w Polsce autorów, takich jak Sarah Kane czy Werner Schwab.
Za reżyserami poszła nowa generacja aktorów (Magdalena Cielecka, Jacek Poniedziałek i wielu innych), ale też starsi, by przypomnieć fenomenalną kreację Stanisławy Celińskiej w „Oczyszczonych” Sary Kane, w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego.
Nowe sceniczne prądy szybko zaakceptowała publiczność, zwłaszcza młoda, odnajdująca w nich własne rozterki, lęk przed końcem świata starych idei. Z drugiej strony o uznanie swoich preferencji i uszanowanie teatralnych tradycji upominali się widzowie, do których nowa estetyka zwyczajnie nie trafiała. Było więc burzliwie. Cała dyskusja toczyła się jednak bardziej w kuluarach niż na jakimś oficjalnym forum. Młodzi działali w rozproszeniu, a wejście na profesjonalną scenę było dla nich dużym wysiłkiem.
I wtedy pojawiły się INTERPRETACJE, których profil, wymyślony przez redaktora Jacka Sieradzkiego, okazał się niebywale nośny. Nośny jest zresztą do dziś, do czego jeszcze wrócę.
Katowicki festiwal zapraszał do rywalizacji młodych reżyserów (liczba lat od debiutu wahała się przez lata, ale na ogół było to około 10 lat), program festiwalu był jednak tak skonstruowany, że na początku i na końcu konkursu prezentowane były spektakle mistrzowskie. To pozwalało na dyskusję, wymianę opinii, czasem na kłótnie, bo i takie się zdarzały. Formuła pokazów mistrzowskich „obowiązuje” zresztą do dziś i sprawdza się znakomicie.
Niezmienny jest także regulamin, zakładający, że zwycięzca jest tylko jeden i to on otrzymuje Laur Konrada (statuetkę projektu Zygmunta Brachmańskiego) – jedną z najbardziej prestiżowych nagród teatralnych, o czym niemal wszyscy laureaci piszą w swoich biogramach. A jest to dziś czołówka polskich reżyserów, którzy w naturalny sposób przeszli do… kategorii mistrzów. Dziś wielu z nich zasiada w jury kolejnych edycji katowickiego konkursu!
Przez pierwsze kilkanaście lat swojego istnienia, INTERPRETACJE były więc trampoliną dla wielu młodych artystów, nawet jeśli nie wyjeżdżali z Katowic z nagrodą. Tym bardziej, że festiwali teatralnych było wtedy w Polsce po prostu mało. Dziś jest ich mnóstwo i wiele próbuje zdobyć się na jakąś oryginalną formułę: przegląd komedii, sztuki współczesne, klasyka polska, wystawienie sztuk jednego autora (Szekspir, Gombrowicz) wiele innych.
Często są to przeglądy szalenie interesujące, tyle tylko, że… młodzi reżyserzy rzadko mają okazję prezentować na nich swoje prace. Zdecydowanie bezpieczniej - dla organizatorów (frekwencja) i dla pretendujących do nagród teatrów (szansa na nagrodę) – jest zaprezentować głośny spektakl znanego reżysera niż debiutanta. Może nie ma w tym niczego nagannego, w efekcie stworzył się jednak pewien „obieg festiwalowy”, w którym wciąż powtarzają się te same nazwiska i te same tytuły.
Obserwatorom życia teatralnego nie umyka natomiast fakt, że od 1998 roku sytuacja zawodowa młodych reżyserów znacznie się poprawiła. Dyrektorzy teatrów coraz chętniej zapraszają ich do współpracy i nawet jeśli są to sztuki małoobsadowe, realizowane na bocznych scenach i skromne scenograficznie, to przecież młodzi artyści mogą doskonalić się w teatralnym rzemiośle.
Jedyną natomiast areną, na której mogą się skonfrontować sami ze sobą i swoimi mistrzami, pozostaje nadal Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej INTERPRETACJE w Katowicach. Tu wszyscy mają równe szanse i równy start. I wielką życzliwość publiczności. A nawiasem mówiąc, od pierwszej edycji festiwalu mija 28 lat. W definicji socjologów to dokładnie… jedno pokolenie. Być może zobaczymy więc nowy teatr nowej generacji. Będzie ciekawie.
23. edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej INTERPRETACJE odbędzie się w Katowicach od 17 do 26 października. Program i ideę tegorocznej edycji wyświetlamy tutaj
O zwycięstwo powalczą:
- „Lalka” – reż. Mikita Iłinczyk | Teatr Dramatyczny w Warszawie
- „Nieustraszona miłość Eve Adams” – reż. Olga Ciężkowska | Narodowy Stary Teatr w Krakowie
- „Nowy PAN TADEUSZ tylko że rapowy” – reż. Kamil Białaszek | Teatr Polski w Poznaniu
- „Nowy wspaniały świat” – reż. Anna Obszańska | Wrocławski Teatr Pantomimy
- „Prowadź swój pług przez kości umarłych” – reż. Ewa Platt | Teatr Narodowy w Warszawie
- „Wszyscy jesteśmy Belén” – reż. Katarzyna Minkowska | Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie


