„Bezdomność to wybór” – to najczęściej powtarzany stereotyp w Polsce. O jakim wyborze mówimy? Czy faktycznie wierzymy, że ktoś, kto zwykle mieszkał w przytulnym, ciepłym mieszkaniu, nagle decyduje, że woli iść na ulicę i tam spędzić resztę życia?
Jak zauważył Sam Tsemberis – twórca programu „Housing First” („Najpierw mieszkanie”):
Aby przejść do porządku dziennego nad uczuciami osoby bezdomnej mijanej na ulicy, musimy wyłączyć jakąś część siebie, żeby móc tolerować ból, obok którego przechodzimy. W ten sposób wszyscy dzielimy cierpienie (…). Możemy to zmienić, możemy zakończyć bezdomność jutro, jeśli znajdziemy wolę polityczną, by przekazać tę wiadomość dalej.
Dlaczego powinniśmy to zrobić? Na to także odpowiada Tsemberis:
Byłoby to dobre dla ludzi doświadczających bezdomności oraz uleczające dla nas i naszego społeczeństwa: uczyniłoby je bardziej sprawiedliwym i wspierającym.
Bo o tym, jakim jesteśmy społeczeństwem, ostatecznie decyduje właśnie to, jak traktujemy najsłabsze jednostki w tym społeczeństwie. A do tego jest niezbędne przede wszystkim zobaczenie osób w kryzysie bezdomności i przyznanie im podmiotowości.
Płeć ma znaczenie
Płeć na ulicy ma znaczenie. Kobiety w kryzysie bezdomności są bowiem narażone nie tylko na te wszystkie rodzaje przemocy, co mężczyźni, ale właśnie ze względu na płeć doświadczają częściej przemocy ekonomicznej i seksualnej. Poza tym kobiety menstruują, zachodzą w ciążę, co samo w sobie jest doświadczeniem bardzo indywidualnym i może być przeżywane bardzo różnie, nawet gdy mamy schronienie. A kobiety w bezdomności ulicznej muszą sobie radzić na co dzień nie mając „pod ręką” toalety, prysznica, środków higienicznych. Aby z nich skorzystać muszą często dostać się na drugi koniec miasta, gdzie znajdują się łaźnie miejskie lub do miejsc prowadzonych zwykle przez organizacje pozarządowe, które specjalizują się w pomocy osobom w kryzysie bezdomności.
Kobiety, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie na ulicy, często wchodzą też w związki z bezdomnymi mężczyznami. Nierzadko są to partnerzy stosujący przemoc, czyli osoby, przed którymi wcześniej próbowały uciec i które mogły przyczynić się do ich bezdomności. Często wybierają znaną sobie przemoc zamiast ryzyka przemocy, na które mogłyby być narażone, pozostając same. Samotne kobiety bardzo rzadko można spotkać w miejscach niemieszkalnych.
Skąd bezdomność kobiet?
Tematem bezdomności zajmuję się od 2019 roku i niestety w sytuacji osób bezdomnych przez te lata niewiele się zmieniło, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. Za każdą z nich stoi indywidualna historia, ale można wyodrębnić kilka najczęstszych powodów, dlaczego znalazły się w tak trudnej sytuacji.
Pierwszy z nich to wspomniana już przemoc domowa, której doświadczały – od męża czy partnera. Kiedy mają dzieci, trafiają do schroniska dla bezdomnych kobiet z dziećmi lub domu samotnej matki, bowiem polskie prawo oficjalnie nie pozwala, aby dziecko przebywało na ulicy. Ale co, gdy dzieci nie mają?
Druga grupa kobiet, to osoby samotne, których doświadczenie bezdomności ulicznej trwa kilka, kilkanaście, a w skrajnych przypadkach kilkadziesiąt lat. Sama spotykałam kobiety zarówno w wieku lat 18, jak i te 80-letnie. Stereotypowe myślenie: „to na pewno kobiety uzależnione” – i oczywiście, tak się zdarza, ale nie jest to najczęstszy powód kobiecej bezdomności.
W ostatnich latach osoby, które zajmują się pomocą w obszarze bezdomności, podkreślają, że zauważają wzrost liczby kobiet z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, takimi jak choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia, ale także inne zaburzenia: nerwicowe, osobowościowe, psychozy, zespoły behawioralne. Pamiętam historię kobiety chorującej na schizofrenię, która po śmierci matki przestała mieć kogoś, kto wspierał ją w leczeniu i dbał, by brała leki. Przerwa w leczeniu spowodowała poważny nawrót choroby, a ostatecznie doprowadziła do utraty przez kobietę mieszkania. Tak znalazła się w bezdomności ulicznej. Po ponad 20 latach trafiła na streetworkerkę, której udało się jej pomóc. Takich przykładów osób w kryzysie bezdomności jest więcej.
Dużą grupę stanowią także kobiety, które żyły, często przez dekady, w nieformalnych związkach w mieszkaniach partnerów, a po ich śmierci trafiły na ulicę. Często dlatego, że rodzina partnera przejmowała mieszkanie i nie chciała „niepotrzebnej lokatorki”.
Małżeństwo również nie zawsze oznacza bezpieczeństwo i stabilność. Szczególnie na Śląsku wciąż można spotkać się ze stereotypowym podziałem ról, w którym mężczyzna pracuje zawodowo, a kobieta zajmuje się domem i wychowaniem dzieci. W takiej sytuacji kobieta często jest zależna finansowo od męża. Może on ograniczać dostęp do pieniędzy lub w ogóle ich nie przekazywać, a jednocześnie nie opłacać rachunków, na przykład z powodu uzależnienia od alkoholu. Kiedy w mieszkaniu pojawia się komornik, jest już za późno.
To tylko kilka przykładów, dlaczego kobiety dotyka kryzys bezdomności, o których zwykle nie chcemy myśleć. Łatwiej powiedzieć: „na pewno jest uzależniona”. Jeśli spojrzelibyśmy uważniej, mogłoby się okazać, że te historie nie są aż tak odległe od tego, co widzimy w swoich własnych domach albo bliskim otoczeniu. Nie bez powodu od lat powtarzane jest także zdanie „od bezdomności dzielą nas trzy raty niespłaconego kredytu”.
Ile jest osób bezdomnych w Polsce?
Kobiety w kryzysie bezdomności są niewidzialne, bo nijak nie pasują do przekonania, że kobieta powinna sobie świetnie radzić – na polu zawodowym, w domu, w relacjach. Powinna być jednocześnie świetną żoną, matką, córką, siostrą, przyjaciółką, pracowniczką, a przy tym nie zapominać o tym, że ma obowiązek wyglądać idealnie, czyli tak, jak pokazują to media mainstreamowe i społecznościowe.
Najnowsze Ogólnopolskie badanie liczby osób bezdomnych, zlecone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, przeprowadzono w nocy z 3 na 4 marca 2026 roku (z dodatkowymi działaniami 3-5 marca). Zdiagnozowano 31 985 osób w kryzysie bezdomności, w tym 5 170 kobiet, czyli około 16% wszystkich zidentyfikowanych osób.
Warto jednak zauważyć, że od lat mówi się o potrzebie zmian w metodologii badania, bo tak naprawdę nie pokazuje ona realnych liczb. To zaledwie badanie punktowe, a nie szacunek wszystkich kobiet doświadczających bezdomności w Polsce, co od lat potwierdzają organizacje zajmujące się pomocą osobom w kryzysie bezdomności.
Jednak mimo to, w kraju, który według najnowszych danych i prognoz należy do 20 największych gospodarek świata, fakt istnienia tak dużych grup osób nie posiadających bezpiecznej przestrzeni do życia i brak systemowego rozwiązania, są tego kraju porażką.
A to właśnie patrząc na stosunek społeczeństwa i państwa do tej najsłabszej grupy, możemy zobaczyć, jak myślą o kobietach w ogóle.
* Wszystkie dane, które pojawiają się w tekście są wynikiem pracy nad książką „Kobiety, których nie ma. Bezdomność kobiet w Polsce”. Oddałam w niej głos kilkudziesięciu kobietom w kryzysie bezdomności, które przebywały zarówno na ulicy, w ośrodkach, jak i w mieszkaniach wspieranych, chronionych czy wzięły udział w projekcie Housing First.
Tekst powstał w ramach projektu Równość 24/7 Stowarzyszenia dOPAmina lab i kolektywu Każda Jest Ważna dzięki wsparciu Fundacja Batorego w ramach Program Równych Praw.
Każda
Jest Ważna to kolektyw, w którym wspólnie działamy na rzecz
kobiet, wzajemnie się wspieramy i tworzymy przestrzeń dla różnych
głosów. Jednocześnie każda z nas ma własne poglądy,
doświadczenia i perspektywę i ta różnorodność jest dla nas
podstawową wartością. Publikowane teksty wyrażają osobiste
opinie ich autorek.


