- Oglądał pan "Poldiego" na Netflixie? - Jak można nie oglądać dokumentu, w którym Poli podchodzi do mnie i mówi: "Zapnij ten guzik". Zostałem gościem od różowej koszuli - śmieje się Bartłomiej J. Gabryś, od ponad dwóch lat członek zarządu klubu Górnik Zabrze, którego właścicielem została niedawno firma Łukasza Podolskiego.
Gabryś do porządków w Górniku
Gabrysia, doktora nauk ekonomicznych, specjalisty od zarządzania, pracownika Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, do Zabrza ściągnęła w maju 2024 roku ówczesna prezydentka miasta Agnieszka Rupniewska. Miał uporządkować sprawy finansowe i prawne zadłużonego po uszy klubu, którego większościowym udziałowcem było miasto Zabrze.
Gdy zajrzał w księgi rachunkowe klubu, przeraził się, ale stwierdził, że spróbuje. Zakasał rękawy i zabrał się za naprawę podupadłych finansów Górnika Zabrze.
- Początek był taki, że zapoznałem się z dokumentacją, która była na stronie internetowej klubu - mówi Bartłomiej J. Gabryś w wywiadzie dla ŚLĄZAGA. - Wiedziałem, że pewne rzeczy są w sposób nieprawidłowy prowadzone. To było to, co było widać. Ale potem spotkałem się z głównym księgowym i to spotkanie było dość dramatyczne. On mi pokazywał kolejne niezapłacone rzeczy, zobaczyłem że tyle elementów zobowiązań jest nieuregulowanych, wisi do zapłacenia natychmiast, bo są wymagalne. I pamiętam, że to był dzień, w którym mocno zadawałem sobie pytanie, czy moja decyzja była właściwa - wspomina tamten czas.
Jak dodaje, wynik finansowy Górnika Zabrze za rok poprzedni był prezentowany jako 7,5 miliona zł straty. Jak się potem okazało - strata była większa, wyniosła ponad 8 milionów zł.
Jak klubowi udało się przetrwać ten trudny 2024 rok?
- Cała sztuka polegała na tym, aby zobowiązania w miarę możliwości rozkładać w czasie, w pewien sposób zrestrukturyzować zwłaszcza ich strukturę czasową, jeśli chodzi o płatności - wyjaśnia ekonomista. - Bardzo szybko wejść w kontakt z tymi, którzy sponsorowali Górnika, przekonać, by zostali w Górniku. To wtedy była ważna decyzja związana z Węglokoksem. Warunki umowne były takie, że Węglokoks mógł ot tak wyjść z tej umowy. Miał ułatwioną ścieżkę wyjścia, ale został z nami, za co dziękuję. To był dość istotny sponsor. Potem trochę środków pojawiło się od drugiego sponsor. Wyrównaliśmy kwestie dotyczące tego, kiedy pewne płatności muszą zostać zrealizowane i krok po kroku trzeba było to zrobić. Wtedy też Lukas, to była zresztą jedna z pierwszych decyzji podjęta przeze mnie, został doradcą zarządu, i poprzez to formalnie mógł pomóc w kwestiach dotyczących ściągania sponsorów. Wtedy udało się trochę środków zgromadzić. To, co było bieżące trzeba było spłacić, ale też trzeba było po prostu bardzo racjonalnie podejść do kosztów i to jest taka ścieżka, która wtedy była wdrożona. Mianowicie bardzo mocne pilnowanie wydatków, bardzo mocne pilnowanie kosztów. Myśmy wtedy byli w stanie wręcz zmniejszyć wynagrodzenia. To było dość trudne, ale udało się to zrealizować. Właściwie utrzymać je na pewnym poziomie, co z perspektywy finansów i i wartości pieniądza w czasie oznaczało, że właściwie je zmniejszamy. To się udało zrobić. I ten pierwszy rok, czyli 2024 udało się nam przetrwać - opowiada Gabryś.
Posłuchajcie, jakie były kulisy sprzedaży Górnika Zabrze Lukasowi Podolskiemu.
W rozmowie wideo z cyklu Ślązaq Gabryś mówi m.in. jak klub wychodził z długów, jakie były kulisy sprzedaży klubu firmie Lukasa Podolskiego, dlaczego klub nie ma prezesa, w jaki sposób Poldi zapewnił sobie kontrolę nad klubem, na czym najwięcej zarabia Górnik Zabrze i dlaczego sprzedano rekordową liczbę karnetów na zaczynający się sezon, i wyznacza kierunki klubu na przyszłość.
Może Cię zainteresować:

