„Michałkowice. Biografia miejsca”. Fragmenty nowej monografii dzisiejszej dzielnicy Siemianowic Śląskich

Miejsca – podobnie jak ludzie – mają swoje biografie. Rodzą się, rozwijają, przechodzą kryzysy, czasem są zapomniane, a czasem wracają na nowo w zbiorowej pamięci. Michałkowice – niegdyś wieś, dziś dzielnica Siemianowic Śląskich – są takim właśnie miejscem: przestrzenią z przeszłością. Ich historia to opowieść o przemianach: od polany pośród lasów, przez wieś rolniczą i ośrodek przemysłowy, aż po współczesną, często niedocenianą, część miejskiego organizmu – czytamy we wstępie do monografii „Michałkowice. Biografia miejsca”. Dzięki uprzejmości jej autorów - Pawła Roszaka-Kwiatka i Marcina Wądołowskiego - oraz wydawnictwa Lokalne Dziedzictwo LH publikujemy fragmenty książki.

Michalkowice pocztowka

Premiera monografii „Michałkowice. Biografia miejsca” odbędzie się 6 lutego 2026 roku , o godz. 17.00, w SCK Zameczek w Siemianowicach Śląskich, przy ul. Oświęcimskiej 1. To opowieść o śląskiej dzielnicy, której historia sięga średniowiecza, a tożsamość kształtowały zarówno rody właścicieli ziemskich, jak i codzienna praca mieszkańców. Jak wyliczają autorzy w książce znajdują się m.in.:

  • losy Rheinbabenów i dziedziców majątku,
  • dzieje dworu, kopalni i parafii,
  • wspomnienia o Parku Ludowym – miejscu spotkań i pamięci,
  • opowieści o tutejszości, śląskości i życiu codziennym mieszkańców.

Dzięki uprzejmości autorów - Pawła Roszaka-Kwiatka i Marcina Wądołowskiego - oraz wydawnictwa Lokalne Dziedzictwo LH publikujemy dwie części rozdziału „Ludzie Michałkowic – codzienność i tożsamość”.

Praca, dom, niedziela – rytm życia w PRL-u

Po 1945 roku codzienność Michałkowic stała się częścią szerszej rzeczywistości Polski Ludowej, ale nie straciła swojego lokalnego charakteru. W miejscu dawnej wsi przemysłowej ukształtowała się robotnicza dzielnica węgla i stali, której rytm wyznaczały trzy główne sfery: praca, dom i niedziela. Wartością nadrzędną pozostawała wspólnota – budowana w kopalni, na familokach i w kościele św. Michała, wokół którego skupiało się życie duchowe i towarzyskie.

W latach PRL-u kopalnia „Michał” – od 1975 roku włączona do KWK „Siemianowice” – była nie tylko zakładem pracy, ale głównym ośrodkiem życia społecznego. Dzień Michałkowiczanina zaczynał się wcześnie, często przed świtem, a rodziny funkcjonowały według rozkładu zmian. Kiedy jedni pracowali, drudzy spali lub szykowali posiłki; dzieci dostosowywały się do rytmu dorosłych.

Dom, zarówno w blokach z wielkiej płyty, jak i na starych familokach, był przestrzenią oszczędności i zaradności. Meble „po znajomości”, pralki „Franie”, półki ze szkłem na pokaz, popołudniowe gotowanie śląskiego obiadu – wszystko to tworzyło specyficzny styl życia robotniczej klasy średniej PRL-u, opartej na „zdobywaniu”, wymianie i sąsiedzkiej pomocy.

Codzienność PRL-u wiązała się z brakami zaopatrzenia i koniecznością organizowania życia „po znajomości”. Sklepy były miejscem nie tylko handlu, ale i informacji, wymiany, spotkań. Z czasem pojawiały się nowe produkty, ale dostęp do nich wymagał kolejki, cierpliwości i... czasem znajomości.

Dla wielu rodzin bardzo ważne były paczkowe przesyłki z RFN, które trafiały do Michałkowic zwłaszcza dzięki rodzinom dawnych repatriantów i emigrantów. Zagraniczne słodycze, kawa, rajstopy czy swetry miały nie tylko wartość użytkową, lecz również prestiżową – „coś z zagranicy” budziło podziw i zazdrość.

W niedzielę zmieniał się rytm – eleganckie wyjście do kościoła było wydarzeniem całej rodziny. Dzieci ubierano „od święta”, a mężczyźni – nawet po szychcie – dbali o to, by uczestniczyć we mszy. Po nabożeństwie wracano na obiad, często rosół i rolady z modrą kapustą, a następnie odwiedzano krewnych lub spacerowano po okolicy.

Najważniejszym świętem w życiu lokalnej społeczności był odpust parafialny ku czci św. Michała Archanioła, obchodzony we wrześniu. W czasach PRL-u należał on do największych odpustów w tej części przemysłowego Śląska, a jego rozmach kontrastował z szarością codzienności

Na placu przy kościele i wzdłuż okolicznych ulic gromadzili się nie tylko mieszkańcy, lecz także goście z sąsiednich miejscowości. Pojawiali się handlarze z zabawkami, obwarzankami, piernikami, modlitewnikami i dewocjonaliami. Dzieci czekały na odpust cały rok – wiele z nich otrzymywało tylko wtedy nowe zabawki. Wspomnienia o „bibułowych kwiotkach”, „pierniku z lukrem, kaj się trzymał jak klej” czy pierwszych „plastikowych kukłach” przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

Odpust miał jednak znaczenie znacznie szersze niż handlowe czy rozrywkowe. Był manifestacją tożsamości lokalnej i religijności, swoistym świętem michałkowickiej wspólnoty w czasach, gdy władze państwowe patrzyły na Kościół z niechęcią. W dniach odpuściowych kościół, plac i ulice stawały się przestrzenią wolności symbolicznej – miejscem pokazania, że Michałkowice są wspólnotą silną, zakorzenioną i wierną.

Epoka PRL-u ukształtowała szczególny rodzaj michałkowickiej tożsamości: z jednej strony był to etos ciężkiej pracy, przekonanie, że „robotnik ma wartość”, z drugiej – etos wspólnoty, która nie dała sobie odebrać religii, obyczajów, pamięci i dumy z miejsca zamieszkania.

To właśnie ten podwójny fundament – praca i wspólnota – przygotował mieszkańców na trudne lata po 1989 roku. A pamięć odpustów, szychty, niedzielnych obiadów i kolejek w sklepach jest dziś częścią dziedzictwa, które spaja przeszłość z teraźniejszością.

Tożsamość Michałkowiczan – między „tutejszością” a śląskością

Michałkowice to miejsce, w którym tożsamość nigdy nie była prostym, jednowymiarowym konstruktem. Od wieków kształtowała się na przecięciu różnych wpływów: lokalnych, narodowych, religijnych i kulturowych. W zależności od epoki, sytuacji politycznej i społecznej, mieszkańcy określali siebie jako Polaków, Niemców, Ślązaków, ale też – i może przede wszystkim – jako „tutejszych”. To właśnie ta tutejszość – głęboko zakorzeniona w przestrzeni, tradycji i języku – stanowi najtrwalszy element lokalnej tożsamości.

W pierwszej połowie XX wieku, gdy narastała polaryzacja narodowościowa i administracja zmuszała ludzi do jednoznacznych deklaracji, wielu mieszkańców Michałkowic unikało identyfikacji jednoznacznie narodowej, wybierając określenie „tutejszy”. Była to postawa wynikająca nie z obojętności, lecz z przywiązania do miejsca, do codziennej kultury i wartości rodzinnych, które nie mieściły się w sztywnych ramach polskości czy niemieckości.

Tożsamość „tutejsza” była elastyczna, relacyjna i praktyczna – zależna od kontekstu. W domu mówiło się gwarą, w kościele modlono się po polsku, w urzędach używano niemieckiego, a w sklepie – języka mieszanego. Mieszkańcy nie potrzebowali ideologii, by wiedzieć, kim są – ich tożsamość wyrastała z codziennego życia, pracy i religii.

Spis ludności z 1910 roku pokazał skomplikowaną mozaikę językową Michałkowic: 51% mieszkańców zadeklarowało język polski jako ojczysty, 42% – język niemiecki, reszta posługiwała się oboma lub innym językiem. Warto jednak pamiętać, że język nie był jednoznacznym wyznacznikiem narodowości – często służył jako narzędzie adaptacji do zmieniającej się rzeczywistości. Znajomość niemieckiego zwiększała szanse na lepszą pracę, awans społeczny czy dostęp do edukacji.

Po II wojnie światowej, w ramach powojennych działań państwowych, w Michałkowicach – jak w całym regionie – doszło do procesu „weryfikacji narodowościowej”. Propagowano ideę społeczeństwa jednorodnego narodowo, polonizowano nazwy i przestrzeń publiczną, a ślady niemieckości starano się usunąć. W tej atmosferze tożsamość śląska została zepchnięta do sfery prywatnej, nieformalnej, przekazywanej w domach, rodzinnych opowieściach i gwarze.

Współcześnie tożsamość Michałkowiczan kształtuje się już w innych realiach. Dla wielu osób śląskość to nie tylko pochodzenie, ale także świadomy wybór kulturowy. W spisie powszechnym z 2011 roku około 30% mieszkańców Siemianowic Śląskich zadeklarowało przynależność do narodowości śląskiej lub śląską identyfikację etniczną. Michałkowice – ze względu na silne poczucie lokalnej wspólnoty – wpisują się w ten nurt szczególnie wyraźnie.

Co istotne, wielu współczesnych mieszkańców nie pochodzi z Michałkowic, ale poprzez małżeństwa, codzienne życie i adaptację wrosło w lokalną kulturę. Śląskość nie musi więc być dziedziczona – może być nabywana i współtworzona, co czyni ją zjawiskiem dynamicznym i otwartym.

Tożsamość Michałkowiczan dziś budowana jest na styku historii i współczesności. Dawne podziały narodowe (Polak – Niemiec) zastąpione zostały nowymi: na „swoich” i „obcych”, „starych” i „napływowych”, „rodowitych” i „nowoczesnych”. Jednak z biegiem lat te różnice coraz bardziej się zacierają, ustępując miejsca poczuciu wspólnej historii miejsca.

Dla wielu młodych ludzi Michałkowice to nie tylko „dzielnica Siemianowic”, ale „nasze miejsce” – z historią, charakterem, tożsamością, której nie da się sprowadzić do prostych etykiet. Przeszłość uczy pokory wobec uproszczeń – a codzienne życie pokazuje, że śląskość, tutejszość i polskość mogą współistnieć, przeplatać się i wzajemnie uzupełniać.

Paweł Roszak-Kwiatek, Marcin Wądołowski „Michałkowice. Biografia miejsca”, wydawnictwo Lokalne Dziedzictwo LH

Michałkowice na starych zdjęciach i pocztówkach

Może Cię zainteresować:

„Czy wiycie kaj som Michałkowice?” Tu rodził się śląski blues. Siemianowicka dzielnica na starych zdjęciach i pocztówkach

Autor: Maciej Poloczek

27/10/2024

Pałac Rheinbabenów

Może Cię zainteresować:

Zameczek w Michałkowicach z bajeczną oranżerią. Wybudowali go przemysłowcy, był własnością kopalni, a teraz służy kulturze

Autor: Katarzyna Pachelska

08/10/2022

Pałac Rheinbabenów, Siemianowice Śląskie

Może Cię zainteresować:

Siemianowice wielkich przemysłowców. Gdzie szukać śladów rodów Donnersmarcków, Rheinbabenów, Hohenlohe-Öhringenów

Autor: Katarzyna Pachelska

11/06/2023

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama