Do tragedii doszło nocą z poniedziałku na wtorek, 6 października 2026 roku, około godziny 3:30.
Tragedia na „Morgostradzie”
Jak ustalono, ulicą Obrzeżną Zachodnią w Mysłowicach obaj kierujący poruszali się w tym samym kierunku, to jest od Ćmoka w stronę Morgów i ulicy Bronisława Pukowca. Do zderzenia doszło w okolicy zjazdów na autostradę A4.
„O zdarzeniu zawiadomił służby kierowca BMW. To 24-letni mieszkaniec województwa małopolskiego. Przeprowadzona na miejscu wstępna kontrola trzeźwości nie wykazała, by spożywał on alkohol.” — powiedział ŚLĄZAGowi asp. Łukasz Paździora – rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.
Poszkodowany, 28-letni mieszkaniec Mysłowic, odniósł ciężkie obrażenia i został przetransportowany do szpitala, gdzie po kilku godzinach zmarł. Według nieoficjalnych informacji osierocił małe dziecko.
Okoliczności zdarzenia badają miejscowi policjanci pod nadzorem prokuratora Prokuratury Rejonowej w Mysłowicach. Najprawdopodobniej zleci on przeprowadzenie sekcji zwłok ofiary, być może przebieg i przyczyny wypadku będą badali biegli specjaliści.
Zdjęcia wskazują na to, iż najprawdopodobniej ciało rowerzysty uderzyło w przednią szybę samochodu, rozbijając ją. Nie ma informacji, którą częścią ciała rowerzysta uderzył w to miejsce.

Wstępne oględziny miejsca zdarzenia wskazują na to, że rower był prawidłowo oświetlony. Policja nie informuje co do stroju rowerzysty, najprawdopodobniej jednak nie miał on na głowie kasku. Jednocześnie apeluje do rowerzystów, by wybierając ten środek transportu zawsze zakładali kask, by chronić głowę, oraz elementy odblaskowe, które ułatwiają innym uczestnikom ruchu zauważenie ich po zmroku.
Cykliści jak zwykle obwiniani o wszystko
Niestety, mimo że nie są ustalone okoliczności zdarzenia, znów w sieci rozpętała się dyskusja, która albo wprost obwinia za tragedię rowerzystę, albo tylko jego winę sugeruje. Co można przeczytać między innymi w sieci?
- „Morgostrada na rowerze jechał?”
- „na Morgostradę, to bym nawet w dzień się nie wybierał na rowerze”
- „rozum by mi nie pozwolił jechac tą drogą na rowerze”
- „to jest właśnie wasz rozum, pedalarze.”
- „no owszem nie ma zakazu ale może jednak lepiej nie jeździć tam rowerem jak jest ciemno?”
- „mnie sie tez wydaje że tam na rowerze nie powinno sie jeździć.... a jesli i można to w takiej godzinie bym sie tam napewno nie wybrała można to objechać bezpieczniejszą drogą”
- „Pewnie odblasków nie miał światełka też więc tragedia musiała się zdarzyć” (widać wyraźnie, że światła działały prawidłowo! – przyp. red.)
I tak jest zawsze. Zdarzają się komentarze z sensem, jednak poważne obawy może budzić ilość komentarzy najdelikatniej mówiąc – kuriozalnych.
Pojawiają się zatem głosy z pozoru rozsądne, że nawet jeśli prawo stoi po stronie rowerzysty, to powinien on cały czas zachowywać szczególną ostrożność, gdyż w konfrontacji z samochodem dla niego ryzyko odniesienia urazu jest bardzo duże, bo nie jest chroniony jak kierowca auta. Czyli mówiąc w skrócie – uważaj, bo cmentarze pełne są ludzi, którzy mieli rację. To oczywiście uwaga sensowna, pod warunkiem, że wnioski nie idą zbyt daleko. A tutaj idą zbyt daleko, jak zresztą zawsze. Rowerzysta ma uważać bez względu na rację, bo jest niebezpiecznie. Z tego wniosek jest taki, że w ogóle nie powinien siadać na rower, bo to jest z zasady niebezpieczne.
Wyjątkiem był przypadek śmierci Łukasza Litewki, bo jego prawie wszyscy lubili.
Przeglądając internetowe komentarze, można w ogóle odnieść wrażenie, że żadna inna grupa nie jest tak hejtowana, jak rowerzyści. Objawia się to na trzy sposoby:
- najbardziej zauważalny, czyli lekceważące określenia i inwektywy, z których najdelikatniejsze to „lajkrowcy” (od materiału, z których szyje się spodenki) i „pedalarze”, i najmocniejsze, które nie nadają się do cytowania;
- poprzez
przypisywanie odpowiedzialności zbiorowej, czyli ilekroć coś
nieprawidłowego czy głupiego zrobi jakiś rowerzysta, nie obwinia
się wyłącznie jego, ale wszystkich rowerzystów jako
grupę; to zjawisko znacznie mniej jest widoczne w stosunku do
pieszych, a już niemal wcale nie występuje w stosunku do kierowców;
w przypadku kierowcy, który zrobi coś niewłaściwego, atakowany
jest wyłącznie on, nie zaś wszyscy kierowcy jako grupa; bo czy ktoś widział komentarz w stylu: kierowcy powinni coś z tym
zrobić w odniesieniu do jakiegoś zdarzenia, któremu winny był kierujący samochodem? Oczywiście, że nie, bo to byłoby niedorzeczne. Tymczasem wypowiedzi mówiące o tym, że to rowerzyści powinni coś zrobić w sytuacji, kiedy inni rowerzyści łamią przepisy lub robią głupie rzeczy, są na porządku dziennym. Padają nawet z ust osób ze sporym posłuchem, jak dziennikarz w tym materiale, choć nie wiadomo, na czym to zrobienie czegoś miałoby polegać. Na przykład piszący te słowa chętnie zrobiłby coś naprawdę przykrego tym licznym rowerzystom, którzy poruszają się w ciemności bez świateł i tłumaczących się głupawo, że przecież nie są na drodze, tylko na drodze dla rowerów (albo chodniku!). Tylko dlaczego niby miałby się tym zajmować inny rowerzysta? Czy egzekwowaniem tego, by kierowcy samochodów poruszali się zgodnie z przepisami oczekujemy od innych kierowców samochodów?
- poprzez odwracanie uwagi od istoty problemu, czyli gdy tylko pojawia się przypadek jakiegoś zdarzenia, w którym uczestniczy rowerzysta i kierowca a wina leży po stronie kierowcy, natychmiast przytaczane są inne przypadki, w których to rowerzysta zawinił; w efekcie dyskusja ponownie schodzi na obwinianie rowerzystów za całe zło drogowe świata, a wrażenie końcowe jest takie, że i ten konkretny poszkodowany rowerzysta jest tak naprawdę winien.
Jednak to nie hejt jest największym problemem. Najbardziej niepokoi opisana powyżej interpretacja powyższych wypadków i diagnoza ich przyczyn według niektórych komentujących oraz ferowanie o winie nim cokolwiek wiadomo. Tym bardziej, że część z komentujących otwarcie przyznaje, że są kierowcami, co budzi poważne obawy o bezpieczeństwo innych uczestników ruchu.
BMW zawsze winne?
Żeby oddać sprawiedliwość prawdzie, jest też druga grupa komentujących, równie niesprawiedliwie wydająca opinie bez żadnej wiedzy. Oto cytaty do opisywanego zdarzenia:
- „Znowu jakiś wariat BMW”
- „A on ma sumienie🙄❓Na pewno jechał za szybko i to jest powód wypadku‼️‼️”
Przypomnijmy, że kierowca nie uciekł z miejsca wypadku, tylko zawiadomił służby. Nie wiadomo, czy jest winny (to powinno ustalić śledztwo), ale nawet jeśli okaże się, że tak, to widać, że był gotowy zmierzyć się z konsekwencjami.
Jedźmy bezpiecznie. I szanujmy każdy każdego na drodze. Jesteśmy jednostkami, ze swoimi indywidualnymi zaletami i wadami oraz jednostkową a nie zbiorową odpowiedzialnością.
Może Cię zainteresować:



