Na drodze w Katowicach zginęła 19-latka. Kierowca autobusu: „Gdybym mógł cofnąć czas i zrobić cokolwiek...”

Dziewiętnastolatka zginęła pod kołami autobusu na ul. Adama Mickiewicza w Katowicach. Kierowca usłyszał m.in. zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa trzech innych osób, a także prowadzenia pojazdy pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu. Rozpoczął się proces Łukasza T. - Gdybym mógł cofnąć czas i zrobić cokolwiek, żeby przywrócić jej życie, to zrobiłbym to bez wahania - powiedział 32-latek.

W poniedziałek, 10 października, w Sądzie Okręgowym w Katowicach rozpoczął się proces 32-letniego Łukasza T. To kierowca autobusu, który jest oskarżony o zabójstwo dziewiętnastolatki i usiłowanie zabójstwa trzech innych osób, a także prowadzenia autobusu pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu, a więc w stanie równoważnym z nietrzeźwością.

Obrońcy Łukasza T. wnioskowali o wyłączenie jawności procesu. Prokurator Rafał Nagrodzki wyraził sprzeciw i podkreślił, że sprawcy przestępstw powinni liczyć się ze wszystkimi konsekwencjami, w tym z jawnością procesu. Sędzia Justyna Magner-Szweda odrzuciła wniosek obrońców, dlatego jako media mogliśmy wziąć udział w rozprawie.

Łukasz T.: Najmocniej przepraszam (…) Gdybym mógł cofnąć czas...

Kierowca autobusu na samym początku zabrał głos, aby przeprosić rodzinę dziewiętnastolatki. Z akt sprawy wynika, że wyraził taką chęć już podczas przesłuchania, które przeprowadzono dobę po tragedii. Zwrócił się bezpośrednio do jej ojca ofiary, który był obecny na sali rozpraw.

- Chciałbym zwrócić się z przeprosinami za cały ten wypadek. Gdybym wiedział, że pani Barbara wpadła pod ten autobus, to bym się po prostu zatrzymał. Jest mi bardzo przykro, że tak to się skończyło. Żałuję, że sprawy przybrały taki obrót. Gdybym mógł cofnąć czas i zrobić cokolwiek, żeby przywrócić jej życie, to zrobiłbym to bez wahania. Najmocniej przepraszam, choć wiem, że to nie przywrócić życia pana córce - powiedział Łukasz T.

32-latek podkreślił, że chciałby zadośćuczynić finansowo za śmierć dwójce dzieci, które kobieta osierociła. - Wiem, że to również nie przywróci życia pana córce, ale chciałbym chociaż tak zadośćuczynić za ten wypadek. Najmocniej przepraszam - powtórzył.

Katowice najwyzsze budynki

Może Cię zainteresować:

W Katowicach popatrz w górę. Stylistyka tutejszych wieżowców ma międzynarodowe korzenie

Autor: Wojciech Fudala

01/05/2024

„Ktoś kopnął w drzwi na tyle mocno, że prawie je otworzył”

Łukasz T. zgodził się składać zeznania z zastrzeżeniem, że odpowie tylko na pytania składu sędziowskiego i własnych obrońców. Opowiedział ze szczegółami, jak wyglądał cały dzień, w którym doszło do tragedii na ul. Adama Mickiewicza. Zaczął od tego, jak przygotował w domu kanapki, wyjaśnił procedury związane z przygotowaniem do jazdy, a później przeszedł do samego zdarzenia.

- Zauważyłem na jezdni grupę ludzi. Nie wiem dlaczego, ale podjechałem do nich. Wtedy usłyszałem huk, jakby ktoś uderzył w przód autobusu (…) Zrobiło się duże zamieszanie. Autobus był atakowany z lewej, później z prawej. Ktoś kopnął w drzwi na tyle mocno, że prawie je otworzył (…) To mnie najbardziej przestraszyło. Bałem się, że wejdzie do środka, razem z tą grupką ludzi, i nie dam sobie rady - tłumaczył.

32-latek zeznał, że nie pamięta dlaczego autobus ruszył. Wyjaśnił, że w tym modelu autobusu są trzy różne hamulce, nie ma sprzęgła i manualnej skrzyni biegów, a wszystko działo się bardzo szybko.

- Myślałem nad tym i nie wiem, jak to się mogło stać. Byłem zdezorientowany, odwróciłem się głową w kierunku jazdy i nie widziałem nikogo przed autobusem. Ucieszyłem się, że tłum się rozbiegł i chciałem obsłużyć przystanek. Nie otworzyłem drzwi, bo w lusterkach wiedziałem, że tłum cały czas napiera na autobus - powiedział Łukasz T.

Postanowił wysadzić pasażerów w bezpiecznym miejscu, czyli w zajezdni PKM Katowice. Tam zatrzymali go funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. Dopiero od nich miał dowiedzieć się, że ktoś wpadł pod koła jego autobusu.

Pieniądze

Może Cię zainteresować:

Prezydenci śląskich miast tłumaczą dlaczego nie cieszą się z milionów od rządu

Autor: Michał Wroński

10/10/2022

Skąd tramadol w organizmie kierowcy?

Kierowca powiedział na sali rozpraw, że nie przyjmował żadnych narkotyków, ani innych tego typu substancji. Mimo to w jego organizmie wykryto tramadol - środek działający bardzo podobnie do alkoholu.

- Przechodziłem kurację na rzucenie palenia, brałem Recigar. Niestety po pierwszej nie udało mi się rzucić. Na ulotce przeczytałem, że trzeba odczekać trzy miesiące, ale zacząłem ponowną kurację po dwóch i pół - dziewięć dni przed wypadkiem - zeznał Łukasz T. - Brałem pod uwagę Nicorette, Niquitin, Tabex i Desmoxan, ale przeczytałem, że nie można po nich prowadzić pojazdów. W przypadku Recigaru nie było przeciwwskazań - wyjaśnił.

Przyjmował pięć tabletek dziennie. Na zakup leku nie potrzebował recepty. Dodał, że czuł się dobrze i nie zauważył żadnych niepokojących objawów w trakcie kuracji.

W 2018 roku Łukasz T. pracował z psychologiem, ponieważ nie potrafił sobie poradzić z miłosnym zawodem. Dokonał próby samobójczej. Jak twierdzi, nie leczył się jednak psychiatrycznie i nie przyjmował w związku z tym żadnych leków. Od psychologa dowiedział się, że kwalifikuje się na terapię - płatną 100 złotych tygodniowo. - Odebrałem to w ten sposób, że po prostu chcą wyciągnąć ode mnie pieniądze, więc nie pojawiłem się tam ponownie - powiedział oskarżony.

Wojciech Dinges

Może Cię zainteresować:

Chorzów to moje centrum wszechświata. Wojciech Dinges o swojej książce "Sekrety Chorzowa"

Autor: Katarzyna Pachelska

09/10/2022

Dziewiętnastolatka zginęła pod kołami autobusu, osierociła dwoje dzieci

Przypomnijmy, że do tragedii na ul. Adama Mickiewicza w Katowicach doszło w sobotę, 31 lipca 2021 roku, tuż przed godz. 6.00 rano. Na przystanku autobusowym wywiązała się awantura pomiędzy osobami, które wracały z nocnych klubów. W pewnym momencie bójka przeniosła się na jezdnię. Wtedy nadjechał autobus.

Na nagraniach widać, że kierowca początkowo zatrzymał się i trąbił, po chwili ruszył delikatnie. Wtedy na jezdnię wbiegła dziewiętnastolatka i jej partner, który później powiedział, że chcieli załagodzić sytuację… Następnie pojazd gwałtownie ruszył. Mężczyznom udało się uciec, ale pod kołami autobusu znalazła się dziewiętnastoletnia kobieta. Nie przeżyła - zginęła na miejscu i osierociła dwoje małych dzieci.

Mundurowi 32-letniego kierowcę zatrzymali dopiero w zajezdni PKM Katowice. Tłumaczył, że przestraszył się agresywnego tłumu, dlatego dodał gazu i uciekł. Bał się, że jest ścigany. Od samego początku nie przyznawał się do winy.

Odra we Wrocławiu

Może Cię zainteresować:

Na tropie Górnego Śląska we Wrocławiu. Co nas łączy z naszą dawną stolicą?

Autor: Tomasz Borówka

09/10/2022

Kierowca prowadził pojazd pod wpływem środka działającego jak alkohol

- Zebrano bardzo obszerny materiał dowodowy. Przesłuchano świadków zdarzenia, w tym osoby znajdujące się na jezdni ul. Adama Mickiewicza, osoby znajdujące się w pobliżu miejsca zdarzenia. Zabezpieczono nagrania na których utrwalony został przebieg zdarzenia. Uzyskano liczne opinie biegłych, w tym z zakresu medycyny sądowej, z zakresu badań fizykochemicznych, z zakresu toksykologii i chemii sądowej, biologii i genetyki sądowej, z zakresu informatyki, z zakresu ruchu drogowego. Przeprowadzono eksperyment procesowy na miejscu zdarzenia - tłumaczyła niedawno prok. Marta Zawada-Dybek.

Ustalono m.in., że kierowca przed zdarzeniem zażywał substancje psychoaktywne. Prowadził pojazd pod wpływem tramadolu, który działa bardzo podobnie do alkoholu.

- Uzyskane dowody wskazują, że kierowca widział pokrzywdzonych i celowo najechał najpierw na jedną z kobiet usiłując pozbawić ją życia, a następnie z zamiarem pozbawienia życia najechał na kolejną pokrzywdzoną, która zmarła w wyniku poniesionych obrażeń oraz próbował najechać dwóch kolejnych mężczyzn - poinformowała prok. Marta-Zawada Dybek.

Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa młodej kobiety i usiłowania zabójstwa trzech innych osób, a także prowadzenia autobusu pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu, a więc w stanie równoważnym z nietrzeźwością. Grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności.

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon