W województwie śląskim działają już kolejne odcinkowe pomiary prędkości – 30 czerwca 2026 roku uruchomiono system na DK81 („wiślance”) oraz nowy, 4,2‑kilometrowy odcinek na autostradzie A1 między węzłami Zabrze Północ i Zabrze Zachód . Te OPP są już dziesiątym i jedenastym w regionie, dołączając do listy obejmującej m.in. DTŚ, DK88, DW935 czy długi, 19‑kilometrowy odcinek A1 Mykanów–Radomsko.
Nowoczesne kamery mierzą średnią prędkość na całym odcinku, uspokajają ruch i – jak podkreśla CANARD – zmniejszają liczbę zdarzeń drogowych.
To dobry moment, by przypomnieć, jak na Śląsku zaczynała się historia automatycznego mierzenia prędkości. Bo zanim pojawiły się cyfrowe kamery, łamiacych ograniczenie prędkości kierowców zatrzymywał… milicyjny radar na trójnogu.
Lato 1961: „Radar nie kłamie!”
W upalny dzień 1961 roku – kilka tygodni po tym, jak Gagarin poleciał w kosmos i zaledwie kilkanaście dni po wizycie pierwszego kosmonauty na Śląsku – reporter Trybuny Robotniczej, podpisujący się skrótem KRA stanął wraz z milicjantami przy niebezpiecznym odcinku szosy, gdzie obowiązywało 40 km/h. Obserwowali nadjeżdżającą „Warszawę”, która – jak potem utrzymywał kierujący – jechała „zgodnie z przepisami”. Milicjant z „lotnej” podniósł rękę, samochód zahamował, a kierowca z przekonaniem stwierdził, że nic mu nie udowodnią.
Obok drogi stał jednak dziwny przyrząd na trójnogu: skrzynka z wyłącznikami i dużym „talerzem” z charakterystycznym prętem. To była najnowsza wtedy zdobycz techniki – polski radarowy miernik prędkości, skonstruowany wspólnym wysiłkiem Państwowego Instytutu Teletechniki w Gdańsku, zespołu Politechniki Warszawskiej pod kierownictwem prof. Sowińskiego oraz Warszawskich Zakładów Radiowych.
Urządzenie wysyłało fale elektromagnetyczne w stronę nadjeżdżającego pojazdu, a odbite sygnały dawały precyzyjny odczyt prędkości. Na tablicy z tyłu skrzynki pojawił się wynik: 60 km/h. Kierowca musiał przyjąć mandat. „Radar nie kłamie” – podkreślał reporter.
Pierwszy śląski test milicyjnego radaru
Państwowy Instytut Teletechniczny (PIT) posiadał swoje kluczowe oddziały w Warszawie i Gdańsku. Z kolei Warszawskie Zakłady Radiowe Rewar dysponowały jedyną w kraju linią technologiczną zdolną do produkcji zaawansowanych lamp mikrofalowych (magnetronów i klistronów) oraz anten radarowych. Połączenie sił prof. Sowińskiego z PW, inżynierów z PIT oraz zaplecza produkcyjnego T-1 (zakładów Rawar) było jedyną drogą w PRL, by w ogóle zbudować działające urządzenie mikrofalowe.
Urządzenie z 1961 roku było tzw. „Miernikiem mikrofalowym MM-1” lub jego bezpośrednim rozwinięciem laboratoryjnym. Był to potężny, ciężki zestaw zamknięty w metalowej skrzyni. onieważ technologia opierała się na zawodnych i podatnych na wstrząsy lampach próżniowych (zamiast tranzystorów), urządzenie wymagało stałej kalibracji i było zbyt delikatne do codziennej służby patrolowej. Antena wystawała przez okno zaparkowanej milicyjnej Warszawy M20 (w której można ją było zamontować na tylnym siedzeniu) lub z jej bagażnika. Ale też można ją było ustawić na statywie obok drogi – i tak też uczynili śląscy funkcjonariusze.
Początek nowej epoki
Do tej pory milicjanci posługiwali się... stoperami, metodą zawodną i podatną na błęd, a dla nas dziś mogąca wyglądać wręcz komediowo. Radar miał to zmienić. Testy na Śląsku były pierwszym etapem przed produkcją seryjną, a MO – jak pisała gazeta – zyskiwała „jeszcze jedną broń w walce z anarchią na szosach”.
Eksperymenty opisane przez „Trybunę Robotniczą” z 1961 roku udowodniły jednak Milicji Obywatelskiej, że polscy inżynierowie potrafią okiełznać zjawisko Dopplera na drodze. To właśnie te testy dały zielone światło dla dalszych prac, które dekadę później – po upowszechnieniu się polskich tranzystorów i układów scalonych – zaowocowały w pełni mobilnym, seryjnym juz miernikiem prędości MIRADO-732.
W 1961 roku towarzyszył temu wszystkiemu Zygmunt Wieczorek, legendarny śląski fotoreporter, który udokumentował także moment narodzin nowej epoki kontroli drogowej.



