Z pozoru nic niezwykłego: trzy niewielkie wysepki, na które większość odwiedzających Park Śląski w ogóle nie zwraca uwagi. Co zresztą nie dziwi, bo od strony promenady Generała Jerzego Ziętka przesłania je na ogół bujna nadbrzeżna roślinność. Z kolei patrzącym z alei Klonowej dwie z nich, położone blisko przeciwległego brzegu, optycznie niemal się z nim stapiają. Trzeciej zaś, tej największej tuż przy Przystani, często w ogóle nie bierze się za wyspę, tylko za cypel. Jednak przy okazji przyjrzyjcie się dobrze – to wyspa! Tyle że spięta z lądem stałym kamiennym łukowym mostkiem.
Kiedy jednak patrzymy na te trzy wyspy z lotu ptaka – bądź na Geoportalu czy Mapach Google – rysuje się nam przed oczyma coś dziwnie uporządkowanego. Trzy kształty jakby celowo usytuowane w jednej linii. Od południowego zachodu ku północnemu wschodowi. Dlaczego? Jakim cudem ta niewielka kompozycja tak dokładnie wpisuje się w geometryczne rygory?
Ślady sprzed wieku. Dawne mapy mówią więcej, niż sądzimy
Zajrzyjmy do mapy topograficznej z 1883 roku. Duży Staw? Wtedy jeszcze był podzielony: dwa osobne zbiorniki wodne, z trzecim – najmniejszym – w miejscu dzisiejszego Cichego Zakątka. Do lat 40. XX wieku można go jeszcze było znaleźć na mapach, zanim zniknął wśród innych przeobrażeń terenu. Koncepcję odtworzyli projektanci Cichego Zakątka, nazwanego początkowo Kaskadami - Władysław Niemierski i Barbara Kuszell-Jełowicka. To o tym klimatycznym miejscu Parku pisał dziennikarz Trybuny Robotniczazej 26 sierpnia 1953:
Na północ od stawów rozbudowuje się dolinkę, której największą ozdobą będzie kaskada otoczona kamieniami i roślinami.
Ale wróćmy do naszej starej mapy i Dużego Stawu, a ściślej – dwóch dawnych stawów, z których go utworzono. Najciekawszy trop? Skośna grobla przecinająca zbiorniki wodne. Jej przebieg... dokładnie pokrywa się z linią dzisiejszych wysp. Początek przy alei Klonowej, skręt pod ostrym kątem i marsz w kierunku obecnej promenady Generała Jerzego Ziętka, która osiąga mniej więcej w połowie długości Dużego Stawu, na wysokosci . To nie zbieg okoliczności – to palimpsest przestrzeni.
Początki Dużego Stawu. Od piaskowni do przestrzeni rekreacyjnej
Choć dziś Duży Staw jawi się jako integralna część zielonego serca Parku Śląskiego, jego geneza jest ściśle związana z funkcją przemysłową. Akwen jest tworem antropogenicznym – powstał w wyniku eksploatacji piasku, prowadzanej tu w latach poprzedzających powstanie parku. Dawna piaskownia wydrążyła w terenie dwie nieco ukośne niecki, które z czasem napełniły się wodą. Wprawdzie wspomina się też o wydobyciu tu gliny jako surowca cegielnianego, jednak zdecydowanie bardziej prawdopodobna wydaje się wersja o piaskowni.
Gdy rodziła się koncepcja WPKiW – czyli Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku – w jego programie od samego początku przewidziano miejsce dla sportów wodnych. Miały one stanowić jeden z filarów nowoczesnej rekreacji, obok Terenów Festynowych, zoo, lunaparku czy zalesionej strefy cichego wypoczynku. Potrzebny był jednak akwen odpowiednich rozmiarów – taki, który umożliwiłby organizację kajakowych przejażdżek czy tym bardziej uprawiania żeglarstwa.
Stąd decyzja: połączyć dwie istniejące niecki w jeden rozległy akwen. Tak narodził się Duży Staw – parkowa przestrzeń wodna o funkcji rekreacyjnej, której centrum i zapleczem stała się późniejsza restauracja „Przystań”. Ale zanim pojawiła się nad jego brzegami elegancka architektura i nabrzeża dla licznych pojazdów wodnych, należało im zapewnić więcej miejsca. Zamysł ten postanowiono zrealizować poprzez likwidację części grobli, która przez lata dzieliła dawną piaskownię na kilka odrębnych zbiorników.
Na planach z lat 50. – gdy Park Śląski dopiero się rodził – grobla wciąż istnieje. Ale już wtedy w jednym z punktów zostaje przerwana. To początek jej transformacji w serię wysepek – zaplanowaną metamorfozę. Nie było tu przypadków. Projektanci zachowali układ, nadając mu nową formę.
Zważywszy rozmach niezbędnych prac ziemnych, zrealizowano je naprawdę szybko. Dziennikarka „Trybuny Ludu” Janina Borowska, opisując 7 października 1953 roku pierwsze dni stawu w nowym kształcie, odnotowała już:
(...) można przyjemnie wypocząć nad stawem. Schodzi się doń kamiennymi tarasami. Nad brzegiem pełno foteli i leżaków koloru nieba i słońca. Dorośli, chłodząc się piwem, porównują ten dawny, zarośnięty szuwarami staw, poszatkowany groblami, ze stawem obecnym, już oczyszczonym i powiększonym wskutek zniesienia grobli. Pozostały z nich tylko małe, dekoracyjne wysepki, na które z brzegu przerzucone zostaną malownicze mostki.
Ostatecznie z zapowiadanych mostków zrealizowano tylko jeden – ale efektowny. Do największej z wysepek, tej tuż przy „Przystani”, prowadzi elegancki żelbetowy, lecz oblicowany brenneńskim piaskowcem łuk, który sam w sobie stał się częścią kompozycji. „Trybuna Robotnicza” 19 kwietnia 1954 roku pisała z entuzjazmem:
„Nowozbudowany most ponad kaskadami zaprowadzi nas do grobli, gdzie będziemy mogli rozłożyć się na wygodnych leżakach pod barwnym dachem parasola.”
Więcej niż dekoracja: „królestwo łabędzie”
Skala całego projektu robi wrażenie. W zaledwie kilka miesięcy 1953 roku budowniczowie WPKiW dokonali gruntownej przemiany terenu dawnej piaskowni w rekreacyjny akwen. Zniknęła dzieląca staw skośna grobla – a w jej miejsce pojawiły się trzy wysepki. Początkowo zapowiadane jako „dekoracyjne” i „rekreacyjne”, szybko zyskały też funkcję symboliczną: jedna z nich została przeznaczona na „królestwo łabędzie”.
Już latem tamtego roku media zapowiadały niespodzianki dla odwiedzających. 8 lipca 1953 roku „Trybuna Robotnicza” informowała:
Już w tym tygodniu na stawie w Wojew. Parku Kultury pływać będą łabędzie. Troszkę później, wyrosną 3 wysepki - jedna dla spacerowiczów, druga dekoracyjna. a trzecia już z góry została zarezerwowana na „królestwo łabędzie“.
Zaledwie kilka tygodni później – 26 sierpnia – gazeta donosiła o realizacji łabędziego projektu: „Dwa łabędzie już są, sześć dalszych sprowadzi się z Olsztyna”. Planowano też wybudowanie łabędziom schronień, czyli domków.
19 kwietnia 1954 gazeta informowała entuzjastycznie:
Oto uroczy zakątek Parku – staw. Nowozbudowany most ponad kaskadami zaprowadzi nas do grobli, gdzie będziemy mogli rozłożyć się na wygodnych leżakach pod barwnym dachem parasola. A na stawie na amatorów sportów wodnych czekają: malownicze wysepki, 20 kajaków, 10 rowerów wodnych, 2 lodzie motorowe.
Tak rodził się Ośrodek Sportów Wodnych.
Ślady pod wodą
Dziś, patrząc na obrazy lidarowe czy zdjęcia lotnicze, nadal widać subtelne wyniesienie dna stawu. Tam właśnie przebiegała dawna grobla. Pod powierzchnią parku tętni historia – której kontury przetrwały dekady.
Wyspy na Duzym Stawie są jak zakodowane wspomnienie przestrzeni dawnej. Jakby natura i architektura krajobrazu doszły do porozumienia, by pozostawić subtelny ślad po tym, co było niegdyś. Ich układ nie tylko harmonizuje z parkową kompozycją – jest jej osią. Geometryczną reminiscencją dawnych porządków.
A łabędzie? Łabędzie rzeczywiście zawitały na Duży Staw i zaakceptowały to miejsce. Choć łabędzie pary raczej preferują bardziej dzikie i gęściej porośnięte brzegi stawu Hutnik i to tam przeważnie zakładają swoje gniazda, to widok tych pięknych ptaków na Dużym Stawie (a nawet w Cichym Zakątku (o ile w tamtejszym stawie jest woda) nie stanowi jakiejś wielkiej sensacji. Wypatrujcie ich zwłaszcza przy łabędziej wysepce, bo ją chyba upodobały sobie najbardziej. W końcu specjalnie z myślą o nich specjalnie zachowano i przystosowano ten fragment dawnej grobli.
Może Cię zainteresować:

