Dzieła Witkacego można oglądać zarówno w Muzeum Śląskim, jak i w Muzeum Historii Katowic, które zresztą ostatnio znacząco powiększyło swoją kolekcję, a przed którym można oglądać też naturalnej wielkości rzeźbę artysty. Wydaje się jednak, że nawet wizjoner pokroju Witkacego nie przewidział, że w 2026 roku, niemal 100 lat po ich stworzeniu, jego “Prawidła Fyrmy Portretowyj” trafią do druku w języku śląskim.
Publikacja autorstwa niejakiego Fritza Heilschera ukazała się w ramach projektu dofinansowanego przez Instytut Różnorodności Językowej. Pod tym pseudonimem, upamiętniającym tancerza znanego z przedwojennych scen bytomskich, kryje się aktor i twórca Andrzej Chłapecki.
- Moja przygoda z Witkacym zaczęła się w 1985 roku, gdy “za cołki gelt” z nagrody na Festiwalu Jednego Aktora kupiłem jego "Dzieła zebrane" - mówi Chłapecki.
"Jedyny synek, kery nie godo" zagrał elwra u Kidawy
Jego związki ze śląskością też należy uznać za dość niezwykłe. Zaangażowany przez reżysera Janusza Kidawę do filmu “Komedianci z wczorajszej ulicy”, był “tym jedynym synkiem, kery niy godo”.
- W ponurych czasach komuny, dziedzictwo "tyj ziymi" odchodziło w niepamięć, młodzi sie gańbili godać – wspomina Chłapecki. - Tradycje kołatały się gdzieś na "wiochach", spychane, niechciane, wyśmiewane. Lub "lakierowane" w Zespole Pieśni i Tańca "Śląsk". Takie jest zresztą smutne przesłanie tego filmu. Elwry przegrywają; "Chcieli my wskrzesić to, czego już niy ma".
Chłapeckiemu udało mi się przemycić do scenariusza tekst Witkacego.
- W scenie w sądzie (kolegium) elwry są sądzeni za srogo haja na rynku przed tyjatrem w Katowicach – wspomina. - Wyzywani od chuliganów i obiboków. Poturbowany, obandażowany z limem pod okiem Zeflik Sralabartek, wali połamanym szapoklakiem w blat i piękną polszczyzną recytuje: "Naszą sceną jest cała ziemia. Każda epoka ma bowiem taką filozofię na jaką zasługuje. W obecnej naszej fazie nie zasługujemy na nic innego jak na najgorszego gatunku narkotyk...!" I tutaj główny sędzia krzyczy: "No i proszę jeszcze narkoman !" Na to grający profesora etnografii, św. pamięci wspaniały aktor Bernard Krawczyk mówi: "To Witkacy, panie przewodniczący, to Witkacy... " Taki tekst w niby błahej komedyjce o bezrobotnych w roku 1986.
Grant z Instytutu Różnorodności Językowej RP na przetłumaczenie Witkacego na śląski
Tu jednak jego związki z Witkacym się nie kończą. Kilka lat temu wziął udział w słupskim festiwalu „Witkacy pod strzechy”, w efekcie Instytut Witkacego zaprosił go do przetłumaczenia Regulaminu Firmy Portretowej. Dzięki otrzymanemu grantowi z Instytutu Różnorodności Językowej „Prawidła” ukazały się w wersji książkowej i jubileuszowym 20. numerze czasopisma „Witkacy” obok tłumaczenia na języki kaszubski i japoński.
Chłapecki z lubością odtwarza prawdziwe lub hipotetyczne szczegóły pobytów Witkacego w Katowicach i jego relacji ze Ślązakami, jak “strzyloł afy” i zakochiwał się we “frelach ale ino tych niyôbyczajnych”.

Wśród tych ostatnich w słynnej “Asymetrycznej damie” czyli Eugenii Wyszomirskiej, fundatorce kolekcji katowickiego muzeum.
Tłumaczenia wierszyków na język śląski brzmią całkiem wdzięcznie (“Nie jest to przyjemność duża cały dzień malować stróża. I za taki marny zysk zgłębiać taki głupi pysk.” w wersji śląskiej brzmi np.: “Niy ma to uciecha srogŏ szkryflać wachtyrza gymbã ubogo i za geltu licho kupa zgłymbiać tako gupio sznupa.”)
“Bez prawideł je psinco”
Zasadniczym przedmiotem zainteresowania są jednak “Prawidła”(dyć “bez prawideł je psinco”) czyli “Regulamin Firmy Portretowej”, który musieli istotnie akceptować klienci.
Momentami regulamin Witkacego jest bezwzględny, na przykład, gdy czytamy, że “(...) portret je przijynty abo ôdciepniynty – ja abo niy, bez żŏdnego wymŏwianiŏ. Do krytyki przinŏleży tyż wynŏkwianie co do podobiyństwa, zglyndnie niypodobiyństwa (...) take, jak: ‘Je żech za fajno’, ‘Eli jŏ żech je takŏ markotnŏ?’, ‘To niy je żech jŏ’”.
Artysta dbał też o swój dobrostan, pisząc, że “klijynci sōm ôbowiōnzani ukazować sie pōnktualnie na seanse, bo ôczekowanie źle wpływŏ na launã fyrmy”.
Precyzyjnie określone są wszelkie zorty portretów, jakie można znaleźć w ofercie firmy, na przykład: Zorta A - Zorta stosōnkowo nojbarzij, jak by to rzeknōńć, ”wylizanŏ”. Ôdpedniŏ radszyj dlŏ twŏrzi babskich aniżeli mynskich. Wykōnanie ”maźglate”, z pewnym zatracyniym karakteru na korziść upiykniyniŏ, zglyndnie podsztrychowaniŏ ”szwarności”.
W książeczce z całą pewnością nie brakuje humoru, jak również interesujących zdjęć i dzieł samego Witkacego, jak i współczesnego śląskiego rysownika Jacka Siegmunda.


