Haja o przebudowę ulicy Dworcowej w Gliwicach
Plan przebudowy ulicy Dworcowej w Gliwicach zakłada:
- budowę dwukierunkowej drogi dla rowerów (DDR),
- nasadzenia drzew,
- utworzenie placu przed kościołem św. Barbary,
- uporządkowanie miejsc parkingowych,
- a także zwężenie fragmentu jezdni z trzech do dwóch pasów.
Jak zwykle przy takich doniesieniach, opinia publiczna z miejsca dzieli się na dwa obozy. Wśród reakcji, które możemy znaleźć na portalu Facebook, odnajdziemy zwolenników planowanych zmian, jednak zdecydowanie dominują głosy negatywne.
Mieszkańcy zarzucają władzom miasta:
- głupotę,
- naiwność,
- forsowanie rowerowej, ekologicznej tudzież lewicowej ideologii,
- korupcję,
- a nawet zwyczajnie złą wolę.
Ktoś powie - dzień jak co dzień w mediach „społecznościowych”, ale myślę, że nie powinniśmy tak łatwo przechodzić nad tym do porządku.
Rozmowom na temat samochodów i rowerów w mieście towarzyszy tak duża liczba mitów, półprawd i manipulacji, a także złych emocji, że warto zrobić głębszy oddech i przyjrzeć się tej sprawie.
Nie jest to bowiem błaha kłótnia, tylko debata nad tym, jaki kształt chcemy nadać naszym miastom. Dlatego również te absurdalne argumenty i niezdrowe emocje należy traktować poważnie, szczególnie gdy pojawiają się w takiej ilości i nawigują dyskurs na skały.
Zebrałem kilka cytatów, które, moim zdaniem, trafnie oddają powszechne emocje i poglądy panujące w komentarzach, a jednocześnie szczególnie zasługują na polemikę.
Gliwice miasto, które próbuje wykończyć kierowców samochodów.…*
Boją się głośno powiedzieć o tym że walczą z ruchem samochodowym, to kolejny scenariusz na wykluczenia transportowe dla ludzi.
Bo Gliwice to miasto rowerów, Amsterdam może się schować!
Do kogo należą gliwickie ulice?
Na początku ustalmy fakty i przyjrzyjmy się proporcjom:
- Kierowcy. Zmotoryzowani mają do dyspozycji dwie autostrady ściśle obiegające miasto, DTŚ z tunelem i licznymi węzłami (w tym w ścisłym centrum!), dodatkową, niemal już domkniętą obwodnicę w klasie GP (głównej ruchu przyśpieszonego) w ciągu DK88 i DK78, a do tego sieć trójpasmowych arterii tnących śródmieście (Dworcowa, Pszczyńska, Mikołowska itd.). Dodajmy, że ulice te są często obustronnie zastawione parkującymi na chodnikach samochodami, a ponadto na potrzeby kierowców powstał parking wielopoziomowy i planowane są kolejne.
- Rowerzyści. Sieć dróg rowerowych w Gliwicach dopiero powstaje. Obecnie można skorzystać z ledwie kilku spójnych szlaków rowerowych, które stanowią realną infrastrukturę komunikacyjną. Reszta ścieżek to fragmentaryczny, dziurawy i frustrujący erzac infrastruktury, składający się z krótkich fragmentów drogi, która urywa się tak szybko, jak się zaczyna i zazwyczaj nigdzie nie prowadzi. Warto odnotować, że stan obecny nie daje ani jednej trasy, by po spójnej i kompletnej DDR przejechać śródmieście w osi północ-południe! I właśnie ten problem ma rozwiązać zlecony przez magistrat projekt przebudowy ul. Dworcowej.
- Piesi. Oczywiście mają do dyspozycji chodniki, na których jednak często muszą ustępować miejsca parkującym nań samochodom. Jeżeli mowa o strefie zarezerwowanej wyłącznie dla nich, to do dyspozycji gliwiczan pozostaje jedynie Rynek i pojedyncze, krótkie uliczki wokół. Warto tu odnotować, że Gliwice są bodaj jedynym miastem w GZM i pewnie jednym z niewielu w Polsce, które do dziś nie zdecydowały się na utworzenie reprezentacyjnego deptaka. Równie wymowny jest fakt, że nie wykluczyły ruchu aut ze średniowiecznej starówki.
Podsumujmy zatem stan obecny: niemal 100% dróg dostępnych jest dla kierowców, za ciężkie miliardy wybudowano nowoczesną i gęstą infrastrukturę szybkiego ruchu (obwodową i średnicową), a na dodatek do dziś pozostawiono wielopasmowe „miejskie autostrady” tnące śródmieście, zaprojektowane i wybudowane w głębokim PRL-u, gdy nie było jeszcze obwodnic, więc DK 78 prowadzona była przez centrum miasta.
Z drugiej strony równania mamy skromną strefę pieszą i raptem kilka/kilkanaście kompletnych dróg rowerowych. Dysproporcja jest olbrzymia i jednoznacznie na korzyść samochodów. Gdy dodamy do tego fakt, że jezdnie z parkingami potrafią zajmować nieraz 80-85% przekroju śródmiejskich arterii, to otrzymujemy liczby, z którymi trudno, wydawałoby się, dyskutować.
Były korki, teraz będą większe
Powiem tak, drogi rowerowe owszem a nawet trzeba, lecz zwężenie drogi w środku miasta nie jest dobrym pomysłem. (...)
Wszędzie patrzą jak usprawnić ruch a u nas jak utrudnić żeby zaraz nie było że zrobią ścieżkę ograniczenia 30 i strefę czystego transportu.
Czy po wybudowaniu tej ścieżki rowerowej Gliwice staną w korkach?
Tzw. chłopski rozum podpowiada nam, że mniej pasów ruchu to mniejsza przepustowość, a zatem większe korki. Jest to jednak myślenie błędne, gdyż miasto i jego układ komunikacyjny jest przedmiotem dużo bardziej skomplikowanym i nie poddaje się tak prostej, zero-jedynkowej logice.
Liczne badania wskazują, że uspokojenie i ograniczenie ruchu, które idzie w parze z poprawą atrakcyjności innych form komunikacji, często przynosi wprost odwrotny skutek. Dociekliwi bez trudu znajdą literaturę naukową z tego zakresu i liczne przykłady miast, które przerobiły ten scenariusz. Dla tych, którzy za nauką nie przepadają, proponuję pewien skądinąd eksperyment myślowy.
- Czy jak część kierowców przesiądzie się na rower z uwagi na pojawienie się wygodnej i bezpiecznej alternatywy, to korki wzrosną czy się zmniejszą?
- Czy gdy miasto obniży klasę śródmiejskich arterii, a przejazd obwodnicą stanie się domyślną trasą w nawigacjach drogowych, to dociąży to ruch na Dworcowej, czy wprost przeciwnie? Wreszcie, czy życie przy takich pustyniach jak Częstochowska albo Pszczyńska jawi się jako atrakcyjna opcja?
- Czy nie jest może tak, że zmieniając śródmiejskie aleje w komunikacyjne ścieki, zachęcamy ludzi, aby następnego dnia rano utworzyli z nami wielki korek na wjeździe do tego miasta, z którego uciekli w pogoni za zielenią i odrobiną wytchnienia?
Typowe lewicowe uszczęśliwianie na siłę!
Kolejna tresura. Dla "naszego dobra" oczywiście.
Debiliada gliwicka mająca na celu przegonienie pospólstwa z ciepłych aut na zimne przystanki i rowery, mknie galopem coraz szybciej w najlepsze.....
Czy droga rowerowa to uszczęśliwianie na siłę?
Na końcu rozprawmy się z tym dziwnym myśleniem, że tworzenie infrastruktury rowerowej, to „uszczęśliwianie na siłę”. Czy ktokolwiek mówi tak o budowanych drogach czy chodnikach? Nie, bo wszyscy rozumieją i akceptują fakt, że jedne i drugie muszą być, gdyż odpowiadają za bezpieczeństwo i wygodę w przemieszczaniu się. I dokładnie to samo tyczy się infrastruktury dla roweru, a przy okazji także hulajnogi, deskorolki, rolek i wszelkich innych mikropojazdów, które są tanie, wygodne, przyjemne, ekologiczne i co chyba najważniejsze - ultra-wydajne w mieście. Szczególnie takim jak Gliwice - zwartym i niedużym.
Wiele osób na czeka na infrastrukturę rowerową i szczerze się z niej ucieszy. Inni może docenią ją po czasie. A już z pewnością nikt nikogo nie będzie zmuszał, żeby z niej korzystać.
Co więcej, powiedzenie „chcę ścieżki rowerowej” jest tym samym co powiedzenie „chcę nowej drogi”. Jest wyrażeniem woli jednostki w ramach demokratycznej debaty. Budowanie jednych i drugich jest zadaniem gmin, które odpowiada na potrzeby różnych grup interesu. Natomiast przedmiotem debaty powinno być to, w jakim kształcie, proporcjach i z jaką intencją staramy się realizować i harmonizować owe interesy.
Trudna sztuka dostrzegania własnych przywilejów i wychodzenia poza swoją perspektywę
Nie polecam nikomu nurkowania w gąszczu komentarzy pod kontrowersyjnymi politycznie postami. Jeśli jednak ktoś się na to zdecyduje, to myślę że dojrzy tam to co ja. Emocje sięgające zenitu i wielu kierowców szczerze przekonanych, że oto świat staje na głowie, a rowerzyści rządzą miastem.
Dlaczego tak się dzieje, gdy chłodna analiza rzeczywistości bardzo szybko wykazuje coś wprost odwrotnego? To pewnie temat na osobny, fascynujący artykuł albo i książkę. Mój tekst ma trochę mniejsze ambicje.
Dedykuję go tym czytelnikom, którzy w pierwszym odruchu ulegli zbiorowej emocji gniewu i frustracji, ale mimo wszystko są gotowi do rzeczowej debaty na temat miasta i ulic. Bo nie ma nic złego w wyrażaniu swojego interesu, ani wskazywaniu pozytywnych stron samochodu w mieście. O tym warto dyskutować! Problem pojawia się wtedy, gdy dominująca większość jest przekonana, że jest uciskaną mniejszością i wpada w szał, gdy faktyczna mniejszość ma dostać minimum dedykowanej infrastruktury. Tak sformatowana dyskusja może jedynie doprowadzić obie strony sporu do frustracji, a władze miasta zamrozić i powstrzymać od jakiegokolwiek działania, w obawie przed zalewem hejtu i niezadowolenia wyborców.
* cytaty został przytoczone w pisowni oryginalnej
Może Cię zainteresować:

