Śląskie ścieżki Cybulskiego
Po II wojnie światowej rodzina Cybulskich osiadła najpierw w Dzierżoniowie – dolnośląskim miasteczku, które jeszcze niedawno nosiło nazwę Reichenbach. A później w Katowicach. To tu młody Zbyszek dojrzewał, tu wracał między kolejnymi etapami swojej aktorskiej drogi. Śląsk nie był dla niego „regionem z wyboru”, ale przestrzenią, w której naturalnie się zakorzenił – rodzinnie, emocjonalnie, biograficznie.
Choć zawodowo związany był przede wszystkim z Gdańskiem, Warszawą i filmowymi planami rozsianymi po całej Polsce, to właśnie Śląsk stanowił jego zaplecze. W Katowicach mieszkali jego rodzice, tu żył jego brat, tu wracał, gdy trzeba było złapać oddech między kolejnymi rolami.
Dolny Śląsk – ostatnia podróż
Śmierć Cybulskiego 8 stycznia 1967 jest jednym z najbardziej symbolicznych i jednocześnie najbardziej bolesnych epizodów w historii polskiego kina. Zginął na dworcu Wrocław Główny, próbując wskoczyć do odjeżdżającego pociągu. Ten gest – ryzykowny, impulsywny, charakterystyczny – był jak wyjęty z jego filmów. Jakby życie i ekran na moment zlały się w jedno.
Wrocław, miasto Dolnego Śląska, stał się więc miejscem jego ostatniej sceny. Ale nie ostatniego rozdziału.
Spoczął w Katowicach
Choć zginął we Wrocławiu, rodzina zdecydowała, że Zbigniew Cybulski zostanie pochowany w Katowicach – mieście, które było ich domem i w którym aktor spędził znaczną część młodości. To tu mieszkali jego najbliżsi, tu znajdował się rodzinny grobowiec, w którym później pochowano również jego rodziców i brata.
Pogrzeb odbył się 12 stycznia 1967 roku. Uroczystości miały charakter zarówno kościelny, jak i świecki – efekt kompromisu między rodziną a władzami państwowymi. W Katowicach żegnała go cała śmietanka polskiego kina: Holoubek, Jędrusik, Kobiela, Kawalerowicz, Winnicka, Olbrychski. Ale przede wszystkim żegnali go ludzie, dla których był kimś więcej niż aktorem – bo ikoną pokolenia.
Śląsk pamięta
Dziś Cybulski nadal jest obecny w śląskiej przestrzeni. W Katowicach ma swój grób, w Dzierżoniowie – kinoteatr swojego imienia, a w wielu miastach – ulice, które noszą jego nazwisko. Wrocław upamiętnił go tablicą na peronie, na którym zginął. Może jednak nie najważniejsza jest ta pamięć z brązu i kamienia. Ważniejsza od niej przetrwała w filmach, które się nie starzeją, i w legendzie, która nie blaknie. Wraz z obrazem aktora, który biegł przez ekran tak, jakby gonił własne życie.
Cybulski a Śląsk
Cybulski odszedł za szybko, by zagrać w śląskich filmach Kazimierza Kutza, choć gdyby nie zginął w 1967 roku, bardzo prawdopodobne, że ujrzelibyśmy go choćby w „Soli ziemi czarnej”. Co najmniej w epizodzie, jak Olbrychskiego, ale może i w jednej z głównych ról – jak Łukaszewicza, skądinąd zakorzenionego na Śląsku w sposób podobny do Cybulskiego.
Nie został śląskim aktorem ani w sensie zawodowym, ani tożsamościowym. A jednak jest nim w sensie biograficznym, emocjonalnym i symbolicznym. Śląsk go ukształtował, a on – choć nigdy tego nie eksponował, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy – nosił w sobie jakieś tutejsze piętno: upór, niepokój, ruch, brak zgody na bylejakość. Może dlatego jego legenda tak mocno trzyma się właśnie tutaj.


